Gamefly

Zacznijmy od początku.

Wychodząc z założenia, że jesteś czytelnikiem wcześniej nie obcującym z rzeczoną usługą, należy Ci się dwa słowa wyjaśnienia. Otóż Gamefly Streaming (aplikacja obecna na telewizorach Samsung, LG i Philips Smart TV; w moim przypadku testowana na ostatnim z wymienionych) to usługa umożliwiająca Ci granie w naprawdę rozpoznawalne i wysoko oceniane gry bez… posiadania konsoli. Najgłośniej było o niej w 2015 roku, kiedy rzeczona zadebiutowała w naszym kraju, odwracając do góry nogami wyobrażenie o tym, że bez konsoli i joypada można bez przeszkód zagrać chociażby w Dead Island.

Jest to jednocześnie usługa subskrypcyjna pozwalająca poszczególne gry wypożyczyć na określony czas lub zakupić całe ich pakiety, np. te dedykowane najmłodszym. Jak to działa? Otóż odpalając telewizor i wybierając konkretny tytuł, łączysz się z serwerem producenta, na którym ta jest uruchamiana. Po wszystkim zaś oglądasz jej przekaz z zewnętrznego komputera zachowując przy pełną kontrolę nad akcją dziejącą się na ekranie. Możesz zatem sparować Twoje urządzenie mobilne, które będzie dedykowanym peryferium lub też podłączyć do wejścia USB w telewizorze joypad do chociażby konsoli Xbox 360. Opcji jest dużo, tytuły bardzo dobre / rewelacyjne, konsoli do szczęścia nie potrzeba.

A zatem gdzie tkwi haczyk?

W wysokich opłatach, choć nie tylko. Ale z pewnością 19,95 EUR za miesięczne “wypożyczenie” gry to zdecydowanie za dużo. Owszem, można zagrać w wersję bez opłat jednak z ograniczeniem czasowym, pozwalającym niezobowiązująco cieszyć się wybraną produkcją (choćby drugą lub trzecią odsłoną Wiedźmina) przez odpowiednio 10 lub 30 minut. W chwili kiedy piszę te słowa, pełna wersja gry na GOG-u wraz ze wszystkimi dodatkami kosztuje niespełna 150 zł, co w przeliczeniu na złotówki po dzisiejszym kursie (4,23 PLN) daje 84,38 zł za 30-dniową zabawę. Dużo (jeśli nie masz czasu na grę, bo możesz kupić ją raz i wejść w jej posiadanie na zawsze) i mało (jeśli jesteś dobrze sytuowanym człowiekiem, dodatkowo posiadającym naprawdę dużo czasu na swoje hobby) jednocześnie.

Problemem jest również jakość przekazywanej do telewizora grafiki. Wizualne wodotryski nie są tutaj obecne, a o streamingu obrazu via Netflix na starcie możesz zapomnieć. Obawiam się, że maksymalną rozdzielczością (chyba, że ta zmienia się w przypadku wersji płatnej; ja ogrywałem darmowy trial) jest 1080p z blurem tak wszędobylskim, że wręcz uniemożliwia to rozgrywkę. Ograniczona biblioteka tytułów i brak sukcesywnych update’ów również nie zachęcają do częstego jej wykorzystywania.

Ale mimo wszystko…

…warto, abyś wiedział, że takowa usługa istnieje. Możliwe, że akurat Ty dostrzeżesz więcej jej zalet niż wad a comiesięczne nakłady finansowe zdecydowanie trafią do Ciebie niźli zakup konsoli, stanowiący większy, jednorazowy wydatek. Katalog gier mimo wszystko przemawia do wyobraźni (Deus Ex: Manking Divided, Dead Island, Borderlands czy też batmanią trylogię Warner Bros., że o produkcjach z mniejszym budżetem nie wspomnę), choć jak wspominałem – w darmowej wersji odstrasza rozdzielczością przesyłanego obrazu.

Jeśli korzystasz z GameFly a Twoje dziecko doskonale bawi się przy dedykowanych mu tytułach bez potrzeby zakupu stosownego hardware’u, zostaw ślad w komentarzu dzieląc się subiektywną opinią, jak opisywana usługa wygląda w praktyce. Istnieje bowiem przypuszczenie, że nie dostrzegam niektórych ukrytych funkcji lub niesłusznie ją deprecjonuję. A chętnie, całym ciałem redakcyjnym, dowiemy się o niej nieco więcej.