Komiks

Na ustatkowaną wokandę trafiły tym razem trzy komiksy – Batman, Wiedźmin oraz Kajko i Kokosz. Czy można pośród nich wskazać jednoznacznego zwycięzcę? A jeśli tak, jakim kryterium się kierować? Zapraszam do lektury albumów wybranych nie bez kozery, bowiem uniwersum każdego z nich osadzone było (w mniejszym lub większym stopniu) w grze wideo.

Batman: Epilog – Tom 10

Epilog to forma antologii kilku niepowiązanych ze sobą opowiadań. Innymi słowy to kwintesencja sumy moich narzekań i utyskiwań, którą wskazuję jako wadę zbiorczych wydań przygód Człowieka – Nietoperza. Przeskok pomiędzy poszczególnymi zabija spójny przekaz, co więcej – skierowany ku niewymagającym odbiorcom (czy niedojrzałym to już kwestia dyskusyjna) lubujących się w kolorowych trykotach, międzyplanetarnych bitwach, klonach rodem z filmu science-fiction klasy C. A mimo to…

Choć ujęto w nim niezależne od siebie historie, są one pewnego rodzaju siłą napędową 52 wydań, będących z kolei relaunchem zapoczątkowanym jeszcze w 2011 roku, a mającym na celu uporządkowanie tysięcy wątków, w których gubiło się nowe pokolenie odbiorców komiksów. Wraz z nim kończy się również duet Snyder – Capullo, będący zresztą gwiazdą na scenariuszowo – obrazkowym firmamencie. Ich plansze zasługują w mojej opinii na doskonałe noty. Cieszy mnie zatem, że to właśnie temu artyście przypadło ilustrować tak ważne dla uniwersum Batmana momenty jak powrót w należnej mu glorii po długotrwałej amnezji, ponowne spotkanie na dachu wieżowca dobrych znajomych – Bruce’a Wayne’a i komisarza Gordona oraz monumentalne ilustracje budynków, na tle których powiewa dobrze nam wszystkim znany strój. O ile zatem ten komiks holistycznie niespecjalnie zyskał w moich oczach, tak osoby śledzące wszystkie wcześniejsze numery mogą potraktować recenzowany jak wisienkę na torcie. Nieco nadpsutą wprawdzie, ale wieńczącą dzieło.

Kajko i Kokosz – Łamignat Straszliwy

Kajko i Kokosz to kultowa seria komiksów Janusza Christy, na której wychowali się nie tylko ustatkowani gracze, ale po które siłą rzeczy sięgały osoby niezwiązane z komiksem jako takim. Duet ten, bezpośrednio nawiązując do sławnego Asteriksa i Obeliksa a de facto będący jego nadwiślańskim odpowiednikiem, przewinął się przez półki, szafy i kufry połowy rodzin ludzi, którzy nie tylko z wypiekami na twarzy szukali zaginionego pucharu Mirmiła, ale również w przypadku wydań oryginalnych kolorowali rysunki kredkami Bambino – tak „dobrej” jakości jak papier, na którym to komiks został wydany…

Kajko i Kokosz

Choć te czasy dawno masz już za sobą, a przygody Kajka i Kokosza ograłeś na Amidze i MS-DOS wielokrotnie, spuścizna zmarłego Janusza Christy jest wielka na tyle, że wydawnictwo Egmont zdecydowało się na odświeżenie wizerunku dzielnych bohaterów, garściami czerpiących ze słowiańskich wierzeń. Tego karkołomnego zadania podjęły się trzy osoby – Piotr Bednarczyk, Tomasz Samojlik oraz Sławomir Kiełbus, z których ostatni zdecydowanie najwierniej oddaje styl pierwowzoru, choć i kunsztu plastycznego czy umiejętności rozłożenia postaci drugoplanowych i detali na kadrze zdecydowanie mu nie brak, co niejednokrotnie udowodnił choćby na angorowych paskach.

Czy polecam? Tak! Czy w takiej formie? Niekoniecznie. Zbitek różnej maści artystów choć zasadny jako jednorazowy, powinien w przyszłości ograniczyć się jedynie do plansz Kiełbusa. Oddany zostanie w ten sposób nie tylko należny twórcy oryginału hołd, ale i wybór pośród proponowanych w tym tomie będzie zdecydowanie najlepszy. Po cichu liczę zatem na to, że artysta ten zdecyduje się na kontynuowanie prac na kolejnymi tomami nieśmiertelnych – jak się okazuje – perypetii wojów z Mirmiłowa.

Wiedźmin – Klątwa Kruków

Klątwa Kruków to komiks adresowany do fanów Wiedźmina – to nie ulega wątpliwości. Aczkolwiek przypuszczam, że bez najmniejszego problemu przypadnie do gustu również dorosłym odbiorcom, którzy choć nie mieli okazji docenić multimedialnego kunsztu Geralta, lubują się w komiksach dedykowanych osobom dojrzalszym.

Wydaje mi się, że to przede wszystkim efekt sprawnie poprowadzonej myśli scenariusza, który rozpisany jest w taki sposób, aby nie zahaczał specjalnie mocno o fabułę gry; co więcej – brak tam jakichkolwiek spoilerów fabularnych, nie licząc więzi nakreślonych pomiędzy poszczególnymi bohaterami opowieści, traktującej o próbie powstrzymania strzygi, która nazbyt mocno poczyna sobie w okolicznej wiosce.

Za rysunki odpowiedzialny jest Piotr Kowalski, rodak tworzący liczne plansze zagranicznych komiksów, mający w portfolio chociażby SEX (do spółki z Joe Caseyem). To oczywisty smaczek, który jednak tonie w morzu standaryzacji. Daleko mu do pierwszoligowych szkiców najbardziej rozpoznawalnych osób w świecie komiksu. Jego rysunki nie zapadają w pamięć, aczkolwiek nie są złe. To jednak opowiadana historia i same postacie w niej występujące odgrywają na tyle dużą rolę, że komiks ten z nadesłanej przez Egmont paczki czytało się zdecydowanie najlepiej.