komiks

Od lat 80. zmieniło się w zasadzie wszystko wokół nas – moda, ustrój, technologia, ale również postrzeganie komiksów jako medium. Perypetie bohaterów pod kątem złożoności struktury fabularnej ewoluowały w wielowątkowe epopeje (chociaż miały miejsce również resety, czego najlepszym przykładem jest choćby “Odrodzenie”, o którym szerzej wspominałem przy okazji ostatniej odsłony komiksowego cyklu), a mimo tego wciąż chętnie obcują z nimi odbiorcy w różnym wieku. Zmieniło się głównie dlatego, gdyż komiks przestał być postrzegany jako medium dla najmłodszych, oferując treści również dla dojrzałego czytelnika. Najlepszym tego przykładem jest Gotham Central, nad którym miałem przyjemność pochylić się kilka dni temu, jednocześnie żałując, że to ostatnia z zaplanowanych przez Egmont części tej serii.

Gotham Central to…

…komiks dla dorosłych. Czy fanów Batmana? Owszem, dla nich przede wszystkim. Ale również dla fanów dobrych rozdań kryminalnych lubujących się w intrydze, morderstwach i korupcji na każdym szczeblu władzy – od ustawodawczej począwszy na wykonawczej skończywszy. Zresztą recenzowany komiks na ostatniej z nich skupia się najbardziej, stawiając zamaskowanego herosa na co najmniej drugim planie. Podejmowany temat, choć orbituje wokół morderstw i czasami lekko obija się wątkiem o inne wydarzenia DC świata, koncentruje się przede wszystkim na Wydziale Poważnych Przestępstw w Gotham City, któremu szefuje detektyw Joely Bartlett (James Gordon po 20 latach czynnej służby wykłada obecnie kryminologię na uniwersytecie). To właśnie ona, będąc przełożoną dwóch głównych bohaterów komiksu – Maggie Sawyer oraz Crispusa Allena – stara się rozwiązać tajemnicę zagadkowych zgonów chłopców, nie tylko łudząco podobnych do Robina, ale również przebranych w jego kostium…

Gotham Central

Tak, dobrze widzisz. Dwoje głównych nocnych mścicieli pojawia się w tym komiksie jedynie epizodycznie. Greg Rucka oraz Ed Brubaker zadbali scenariuszowo o to, aby na główny plan wysunąć bohaterów niekoniecznie paradujących w pelerynach, ale tych chroniących miasto przed upadkiem na inne sposoby, codziennie, bez wytchnienia i czasu poświęconego rodzinie. Zresztą duet ten to prawdziwy skarb – Rucka jest na co dzień autorem poczytnych powieści; ma za sobą również skrypty fabularne do Daredevila, Detective Comics i innych, najbardziej poczytnych serii komiksowych świata. Brubaker nie ustępuje mu zresztą na krok. Choć obecnie jest scenarzystą Marvela, współtworzył takie tytuły jak Catwoman czy The Authority, wcześniej randkując z rysunkami. O background tego komiksu możesz być zatem spokojny.

Rysunki z kolei zasługują na osobny akapit. Osobiście jestem fanem detali, kreski dokładnej, oddającej złożoność; często zdarza mi się wyszukać pomiędzy kadrami szczegóły, które charakteryzują się wyjątkowością. A tymczasem kreska Kano całkowicie temu przeczy choć oddaje klimat komiksu w rewelacyjny wprost sposób. Jest brudno, posępnie, ponuro. Gotham Central to całkiem inny komiks niż recenzowane przeze mnie wcześniej albumy z serii The New 52. Tutaj Gotham, jego antypatie, czarne charaktery w garniturach i złowroga monumentalność budynków przerażają bardziej niż kolejny kolorowy arcywróg. Dodaj do powyższego krew, przemoc, przekleństwa podkreślające ciężar gatunku a otrzymasz komiks, który pomimo wysokiej ceny, powinien obowiązkowo stanąć na Twojej półce.


Podczas kiedy czytasz ten wpis, Amerykanie mogą zakupić komiksy bazujące na grach wideo. Tytuły takie jak Guardians of the Galaxy: The Telltale Series #4, Turok #3, Mass Effect: Discovery #4 oraz Street Fighter vs. Darkstalkers #6 są u nich dostępne na wyciągnięcie ręki. Kiedy my również doczekamy się ich przekazu? Bóg raczy wiedzieć…