Hellboy

Wydawnictwo Egmont tym razem dostarczyło do nas albumy, które będą Ci nostalgicznym powrotem do przeszłości, o ile kojarzysz lata dziewięcdziesiąte i nieśmiałe przecieranie świadomości masowego odbiorcy dokonaniami firmy TM-Semic. Odpowiedziałeś twierdząco? Jeśli tak, doskonale kojarzysz Johna Byrne’a, tworzącego podwaliny fabularne pod pierwsze przygody Supermana wydawane w naszym kraju. Kojarzysz również doskonale Mike’a Mignolę, którego “brzydkie”, mało komiksowe i zdecydowanie ostające od reszty plansze Batmana zdobiły nietoperzą serię w grudniu 1994 roku. Wspomnieć w tym miejscu należy również o Romicie Jr, którego polski czytelnik mimowolnie skojarzy z postacią Spidermana lub Punishera.

Ta trójka nadal tworzy komiksy! Nadal cholernie dobre. Firmowane ich nazwiskami albumy to pozycje dla Ciebie obowiązkowe. Wiesz dlaczego?

All Star Batman #1

Ten uwielbiany przez growe uniwersum bohater jest również najbardziej znanym komiksowym oportunistą w historii. Stąd też częste komiksowe wariacje różnorodnych światów, w których rzeczony bierze udział. Raz walcząc z Bloomem w restarcie sygnowanym cyfrą 52, innym zaś występującym jedynie gościnnie, bezgłośnie przemykającym cieniem w Gotham Central.

Za sprawą duetu Romita Jr – Snyder masz szansę śledzić losy uszatego herosa w serii All Star, będącej imprintem o superbohaterach, niepowiązanym z głównym nurtem wydawnictwa. Losy co najmniej zawiłe, gdyż cofające czytelnika w przeszłość znaczoną bliznami. Sama formuła komiksu zakłada podróż do opuszczonego sierocińca, nie gra pierwszych skrzypiec; muzyczne partie skupiają się przede wszystkim na trudnym dzieciństwie i przemocy, które znajdują ujście w czasach obecnych. To również podróż w jaźń arcywroga, który walczy z wewnętrznym głosem nakazującym mu uśmiercić mieszkańców Gotham. To krótka acz intensywna opowieść o bohaterstwie nieznaczonym kolorowymi trykotami powiewającymi na wietrze, a relacją dzieciaków, których losy – choć całkiem odmienne – splatają się w cyniczno-gorzki sposób.

Prawdopodobnie stąd właśnie większość recenzji All Star Batman #1 nie jest specjalnie komiksowi przychylna. Ogólnie uznaje się ten tytuł za komiks średni. Pamiętaj jednak proszę, że większość z opiniodawców nie przekroczyła bariery stosownego wieku i nie dostrzega woali dwuznaczności, jaką komiks jest pokryty. Nie pamięta również dokonań ww. twórców. Ech, oceniać obecne wydawnictwa przez pryzmat rodzącego się w Polsce rynku komiksu. Coś pięknego!

Hellboy

Hellboy, tom 1

Gdyby uznać, że batmanie opowieści są naprawdę dobre, Hellboy byłby komiksem wyjątkowym, ponadprzeciętnym i wyprzedzającym swoją epokę. Oto bowiem w Twoje ręce trafia nowe wydanie komiksu, który pojawił się w oryginale w 1993 roku. Właśnie wtedy Mignola wprowadził za pośrednictwem wydawnictwa Dark Horse postać, która nie tylko zmieniła postrzeganie komiksu jako medium, ale również wykreował markę, z którą sympatyzowały gry wideo (choć z marnym skutkiem. Hellboy: The Science of Evil to straszny paździerz).

Skupmy się jednak na albumie, który zaskakuje dojrzałością, rozmachem i podejmowaną tematyką, cieszy oko pięknym wydaniem i puszcza je w kierunku osób, które prześmiewczo twierdziły, iż diabeł przyzwany przez nazistów za pomocą okultystycznego bałamucenia może cokolwiek zmienić w wyimaginowanym świecie. Cóż, zmienił. Co więcej, podniósł komiks fantastyczny na wyżyny sztuki literackiej, zachowując wysoki poziom emocji. Zresztą fabuła komiksu łączy tradycyjne pomysły z odniesieniami do współczesności, a całość zachwyca ilustracjami, które jednak młodszym odbiorcom wydadzą się nieatrakcyjne. I racja, kanonu to one się nie trzymają.

Ale czy to ważne? W pierwszym tomie duet Mignola – Byrne przypomina czytelnikowi “Nasienie zniszczenia” oraz “Obudzić diabła” – pozycje obowiązkowe dla każdego dojrzałego fana komiksu. W nich też nakreśla fabułę, powstanie BBPO, a nawet daje podwaliny pod drzewo genealogiczne postaci. Całości dopełnia nie tylko szkicownik na końcu wydania, co komentarze samego Mignoli, w którym twierdzi np. że niektóre, kultowe postacie pojawiły się przez całkowity przypadek, a innych z kolei genezy nie pamięta. Przez to jawi się jako człowiek, który wiele ryzykował wprowadzając diabelską markę na rynek. Ryzyko się jednak opłaciło – serię kochają miliony odbiorców.

Ja, zarówno jako osoba obeznana w grach wideo, jak i chłonąca kulturę poprzez komiksowe medium, dziękuję wydawnictwu Egmont. Należą się mu gromkie brawa, a Miłoszowi Brzezińskiemu (przekład z języka angielskiego) i Tomkowi Sidorkiewiczowi (przekład oraz redakcja merytoryczna) ukłony na stojąco. Kiedy bowiem nie dostrzegam ani jednej literówki z moim do nich przywiązaniem wiem, że Klub Świata Komiksu dołożył starań, abym jako odbiorca finalny był w pełni usatysfakcjonowany wykonaną robotą. I Ty też będziesz! Ręczę za słowo.