mafia III

Nie dokonam w tym tekście zdumiewających odkryć, bowiem już po premierze gry informowano o technicznych problemach gangsterów z New Bordeaux. To co jednak zobaczyłem po niemal roku od wydania gry, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Rodzinna zemsta wojskowego weterana okazała się przygodą pełną klimatu skąpaną w morzu błędów i niedoróbek technicznych. Jakby tego było mało, w trzeciej części Mafii występują ciekawi bohaterowie i najgłupsi przeciwnicy w historii serii. Tak ogromnie tępi, że czasami było mi ich żal. Po prostu, tak po ludzku…

Podczas rozgrywki wielokrotnie zadawałem sobie pytanie czy Hangar 13 tworzył tę produkcję w niezwykle pechowym hangarze i stąd właśnie pochodzi ich nazwa? Gdzie do cholery byli beta testerzy i cała kontrola jakości? Czemu udało się tak świetnie zbudować klimat, co rusz ciesząc ucho rewelacyjną muzyką, bez przerwy zakłócany fatalnym wykonaniem gry? Myślałem, że w Assassin’s Creed: Unity widziałem wiele technicznego łajdactwa, ale Mafia III po stokroć przebija produkcję Ubisoftu. Tym podobne praktyki developerów powinny być zabronione, piętnowane i ścigane z urzędu.

Glitch control

Grupowo raportowane problemy z grą Mafia III już chwilę po jej premierze, były w moim przypadku powodem, dla którego nie zagrałem w tę jakże oczekiwaną gangsterską opowieść. Recenzenci, jak również sami gracze pisali wówczas o koszmarnej optymalizacji, błędach, licznych niedoróbkach, fatalnej SI wrogów i powtarzalności zadań. W ciągu kilku godzin spędzonych z grą napotkałem na wiele dziwnych sytuacji, z których najgłębiej zapadł mi w pamięci zbugowany policjant stojący metr przed jadącym radiowozem, informacja o kierowaniu autem podczas scenki przerywnikowej, kilka śmiesznych przygód z brakiem detekcji kolizji, nadmierna „zabawa” oświetleniem i wyjątkowa wręcz głupota wrogów.

Czy Lincoln może bez problemów zabić przeciwnika trzy metry przed jego stojącym przodem kompanem, a inny półgłówek nie widzi metr przed sobą ukrytego za kanapą bohatera? Ręce opadają i ciężko uwierzyć w te kuriozalne sytuacje. W Sieci pojawił się nawet prześmiewczy filmik pełen glitchy wyjętych żywcem z gry właściwej, zatytułowany „Quality Control”. Oczywiście jest to nic innego jak żywe nabijanie się z osób zatrudnionych w kontroli jakości studia Hangar 13. Choć nie ukończyłem jeszcze tej mafijnej przygody, z ciekawości sprawdziłem w napisach końcowych ludzi odpowiedzialnych za jakość. Czy piętnastu beta testerów z szefem na czele jest winnych takiej katastrofie w finalnym produkcie?

Niestety nie. Wydaje mi się, że ekipa osób testujących, podobnie jak było to w Unity, codziennie sumiennie zdawała relacje i meldowała o ogromnej liczbie błędów i niedociągnięć frapujących klimatyczną rozgrywkę. To termin premiery gry i korzyści dla wydawcy były priorytetem w produkcji. Chciałbym osobiście być na ostatnim zebraniu developerów i wysłuchać jak dyrektor, wiedząc o tylu niedogodnościach, ostatecznie daje zielone światło na wydanie gry zgodnie z planem. Następnie jak gdyby nigdy nic z uśmiechem na twarzy przemawia do programistów, chwaląc ich za włożony trud pracy, sącząc przy tym szampana za status „gold” swojego projektu. Przecież to prawdziwy skandal i jawne wyłudzanie pieniędzy graczy!

Mafia III

Sprawdzona marka wszystko przyjmie

Najgorsze jest jednak to, że za taki stan rzeczy sama sobie jest winna… marka. Serie takie jak Mafia czy Assassin’s Creed mają rzesze fanów czekających na kolejne części swoich ulubionych gier. Dlatego właśnie zamiast przełożyć datę premiery o pół roku i zapiąć wszystkie techniczne anomalie na ostatni guzik, wydaje się na rynek produkt niemalże w wersji beta, świadomie oszukując konsumentów. Gdybyśmy mówili o całkiem nowym IP, wtedy taki szef trzy razy zastanowiłby się nad wydaniem technicznego badziewia…

Choć ryzyko finansowej klapy i zniszczenia na starcie nowej marki jest o wiele większe, to właśnie na nową Mafię czy kolejne przygody skrytobójców, większość graczy otworzy swoje portfele nie czekając na opinie krytyków, a nawet dużo wcześniej zamówi w pre-orderze. Tylko gdzie w tym wszystkim jest zwyczajna ludzka uczciwość, dobra wola czy solidność w wykonywaniu swojej pracy? Piszę tu o rzetelności szefów, bo w umiejętności programistów i testerów (jeszcze) wierzę. Nawet najlepsi specjaliści nic nie zrobią, jeśli termin ukończenia pracy jest zbyt krótki, a wszelkie zgłaszane kłopoty są zamiatane pod dywan. Przecież pospieszanie twórców Mafii i sztywna data premiery w przypadku 2K Games to nie wyjątek, bo zaraz po Ubisofcie można wymienić włodarzy Electronic Arts, którzy nawet narzucili programistom z Visceral Games dość drastyczną zmianę gatunku z horroru na strzelaninę w Dead Space 3. Co z tego wyszło, wszyscy wiemy.

Komfort i przyzwoitość towarem deficytowym

Dlaczego twórcy Uncharted i The Last of Us zawsze kojarzeni są z wysokimi umiejętnościami i solidnością? Czemu studio Naughty Dog wydaje gry kompletne, przetestowane aż nadto i warte każdej złotówki? Receptą na taki stan rzeczy wydaje się wzorowa polityka Sony, tj. wydawca nie ingerujący w powstawanie tytułu. Premierę Uncharted 4: Kres Złodzieja przekładano nie raz, ale efekt końcowy jest piorunujący a sprzedaż liczona w grubych milionach. Takie traktowanie biznesu pewnie można wytłumaczyć troską o świetny tytuł na wyłączność, w reklamach kojarzony tylko z PlayStation 4. Bo przecież EA czy Ubisoft to także giganci a jednak w efekcie końcowym czasami bezduszni dusigrosze.

Mafia III to nie jest całkowita katastrofa. Podoba mi się klimat opowieści,wytworzony wokół całego New Bordeaux, kapitalna muzyka potęgująca doznania oraz wykonanie lokacji, które często urzekło mnie detalami. Szkoda tylko, że podczas pościgu przez policję zamiast martwić się o skórę, niepokoję się czy za następnym zakrętem zobaczę kolejną żałosną niedoróbkę. I choć strzela się całkiem przyjemnie, to już skradanie się nie ma najmniejszego sensu. Głupota niemal wszystkich napotkanych gangsterów woła o pomstę do nieba. Myślę, że kilka zmian w różnorodności misji, dłuższy czas na eliminację opisywanych wyżej glitchy czy powiew ogólnej jakości całkiem zmieniłby odbiór gry. W obecnym stanie mamy do czynienia z gangsterską parodią, reżyserowaną przez amatorów z niedowierzaniem oglądaną przez łzy rozpaczy.