Nex Machina

Uwielbiam kiedy ktoś jest mistrzem w swoim fachu, dodatkowo pasjonuje się tym i pełen sukces jest zawsze w zasięgu jego rąk. Tak właśnie jest ze studiem Housemarque, serwującym kolejną dynamiczną strzelaninę zatytułowaną Nex Machina: Death Machine. Solidni Finowie ponownie przekazują fanom szybkiego strzelania zero-jedynkowe morze uciechy, ciągłej akcji i wyśrubowanych do szaleństwa wyników końcowych.

Długo nie zapomnę klimatycznych jęków w Dead Nation, ujmującego Outland czy kosmicznej jatki w Resogun. Ojcami tych tytułów byli programiści z Housemarque właśnie, najbardziej znani z dynamicznych, kolorowych i płynnych strzelanin. Na wakacyjne wieczory fińskie studio proponuje intensywną walkę z maszynami bez możliwości złapania oddechu. Czy królowie żywiołowych starć, podczas których fabuła schodzi na drugi plan, a zręczność i szczęście mają kluczowe znaczenie, ponownie oddają w Twoje ręce możliwość wydania pieniędzy na w pełni udaną i okraszoną tysiącem pocisków zabawę?

Nex Machina – oddech mierzony tonami ołowiu

Grając w Nex Machina musisz mieć na uwadze, że od pierwszej do ostatniej chwili spędzonej ze skandynawską produkcją będziesz oddychał… ołowiem. Dosłownie. Spustu nie puścisz przez całą przygodę, mimowolnie zostając specjalistą ds. unikania pocisków a dodatkowo wystawisz na próbę swoją cierpliwość, ponieważ w moim odczuciu nie będzie w domu ściany, w którą nie będziesz chciał rzucić padem. Chcesz uratować świat od panowania maszyn? Tylko cierpliwi, skoncentrowani i opanowani gracze wycisną ostatnie soki z potyczek; reszta musi liczyć na liczne zgony, trwające w nieskończoność próby poprawy i ciągłe samodoskonalanie swoich umiejętności.

Możesz liczyć na sześć światów podzielonych na kilkanaście mniejszych i większych plansz, po ukończeniu których w efektowny sposób zostaniesz przeniesiony na kolejny etap. Bohater nie tłumaczy jednak powodu, dla którego walczy, nie uświadczysz również długich wstępów czy wprowadzających sekwencji filmowych. Przyszłość nie jawi się w kolorach tęczy, inteligentne maszyny wzięły sprawy w swoje ręce, a nasz śmiałek musi ratować ludzkość przed napotykanym na każdym kroku upierdliwym złomem. To równoznaczne jest z niezwykle szybką walką i drogą ku wygranej usłaną tonami żelastwa. Na końcu każdego ze światów znajduje się przyprawiający o ból głowy boss, taktyka połączona z precyzją i radość z pokonania nad wyraz wymagającego oponenta (najczęściej w kilku fazach). Twórcy oferują kilka poziomów trudności; radziłbym umiejętnie, raczej na chłodno dobierać ów poprzeczkę.

Nex Machina

Zdominowany przez machiny, zniewolony wyzwaniem

Dodatkowym utrudnieniem w zabawie są wyzwania jakie stawiają programiści i tak już przygnębionemu bohaterowi. Nie dość, że musi posyłać nowoczesne rupiecie na złomowisko to jeszcze ratować ludzi, rozbijać latarnie czy w tej intensywnej zadymie szukać ukrytych leveli. Każdy komplet uratowanych członków społeczności czy podołanie innym wyzwaniom to kolejne punkty na koncie, a co za tym idzie lepszy wynik. Odwiedzane światy pełne są komór, tranzystorów, pudeł, latarni czy innych części otoczenia do rozbicia, a te z kolei wybuchają na drobne cząsteczki w iście efektowny sposób, doskonale znany z wcześniejszych projektów.

Odwiedzane areny walki wyglądają pięknie; pełne są detali, intensywnych kolorów, oślepiających laserów. Cała ta wojna z mechanicznym wrogiem jest ponadto niesamowicie płynna. Efekty świetlne wgniatają w ulubiony fotel, a w dodatku pożoga serwowana jest hurtowo. 60 klatek na sekundę masz tu w pakiecie, tak żeby walka o ludzkość była szybka, a każdy błąd był efektem złej taktyki czy niedoskonałych umiejętności. Elektroniczna muzyka nie odstaje poziomem od reszty wykonania, bacznie dodając zapału do walki. Oprócz trybu zręczności jest też arena i medale do zdobycia oraz tryb kooperacji. To właśnie poprawianie osobistych rekordów, branie na barki kolejnych wyzwań, opanowanie gniewu i ciągła chęć bycia lepszym są tu rdzeniem zabawy. Co do arsenału to jest raczej standardowy; podczas stalowej orgii lepiej mieć oczy dookoła głowy i sprawdzać wszystkie zakamarki areny. Czasami pojawi się małe ułatwienie w postaci wyrzutni rakiet, pancerza, dodatkowego życia, większego rozrzutu broni czy detonacji ładunku. Bierz, celuj i korzystaj do woli!

Nex(t) Machina please!

Wszyscy zagorzali zwolennicy intensywnych strzelanin wystąp! Przyszła pora na dynamiczne ganianie się z oponentem. Twórcy robią to co wychodzi im najlepiej, kolejny raz dają popis swoich programistycznych umiejętności. Starali się oni zresztą jak mogli, by z technicznego punktu widzenia oddać w Twoje ręce produkt kompletny, niemal pozbawiony błędów czy wszędobylskich niedoróbek.

Nex Machina to kolejna świetna produkcja Housemarque. Każdy fan fińskiej twórczości powinien zainteresować się ich najnowszą propozycją. Wielkich zmian względem poprzednich produkcji ich autorstwa nie uświadczysz, ale sprawdzone patenty, wykorzystane pomysły, kunszt wykonania i techniczne mistrzostwo powinno zapewnić kilka godzin furiackiej zabawy. Chcesz się odpowiednio nastroić po nudnym jak flaki z olejem dniu? Na tę chwilę nie znajdziesz nic lepszego!


Sprawdzona formuła dedykowana fanom strzelania, pełna szalonej akcji, wybuchowej grafiki połączonej z płynnością rozgrywki i dostępna w odpowiedniej cenie. Pobijanie rekordów wciąga jak diabli.

Mało rozbudowana, brak sieciowej rywalizacji.

  • rops

    Sama idea twin-stick shoterów mi się bardzo podoba, niestety nie potrafię w nie grać :/ Fajnie, że jest Co-op, ale oglądając filmiki z niego jest po prostu za duży chaos na ekranie by sensownie grać. Grałeś może w tym trybie? Jak wyszło?

    • Marcin Wronka

      Hej. Dzieki za opinie. Masz tutaj duzo racji – do tego rodzaju tytułów potrzeba sporych umiejętności, anielskiej zawzietosci i szczęścia. Skill sam przyjdzie po kilku godzinach zabawy ale jeśli szybko się denerwujesz lepiej odpuścić. W Co-op grałem niedlugo u kolegi i z pewnością jest bardziej intensywnie niż np.w Dead Nation. Jeśli każdy wie co ma robić i współpraca wychodzi to chaos nie jest przeszkodą. Rozgrywka z głową pozwoli cieszyć się gra choć gwarantuje ze zgonów będzie niemało. Polecam pomału uczyć się strzelania choćby na najniższym poziomie a potem systematycznie podwyższyć poprzeczkę. W Resogun miałem podobnie jak Ty (chaos mnie przerazal) a potem bawiłem się przednio i pobijalem kolejne rekordy. Poczekaj na przecene i daj grze szansę. Warto.

      • rops

        Może spróbuję, aktualnie walczę z Hyper Light Drifter. Jak ogarnę to może i z tym powalczę.