Gdybyśmy sięgnęli pamięcią do słodkich lat 80. znaczonych Coca-Colą, Levisem i Baltoną z pewnością dałyby znać o sobie wspomnienia przesiąknięte godzinami spędzonymi przy SNES-ie lub Amidze. Gdybyśmy zatrzymali się na latach 90. sygnowanych logotypem PlayStation, przed oczami mielibyśmy słynny dysk demo, giełdy komputerowe i systemy kodowania obrazu PAL / NTSC, które niejednokrotnie spędzały sen z powiek graczom rozkochanym w japońskich RPG-ach. Gdybyśmy z rozrzewnieniem wspominali pierwszą dekadę XXI wieku, z niedowierzaniem patrzylibyśmy na kubki z logotypami konsol, miejskie autobusy pokryte reklamami gier czy branżowe wyjazdy na Gamescom, stanowiące europejski wzorzec tego, co można było osiągnąć w kwestii promocji produktu, a czego tak bardzo brakowało w Polsce znaczonej pirackim oprogramowaniem…

Na szczęście nie musimy tego robić. Przyszło nam wychowywać własne dzieci w czasach znacznie ciekawszych niż opisane. Co nie znaczy, że zapomnieć można o ich rodzicach, którzy wszystko powyższe znają nad wyraz dobrze. To właśnie do nich kierowany jest ten blog – do ustabilizowanych życiowo i finansowo ludzi, którzy ogładę i ustatkowanie wyssali z mlekiem matki. Do ludzi zapracowanych, nie mających czasu na własne przyjemności, ale szukających sposobu na odskocznię od codziennych obowiązków. Odskocznię w tak dobrze im znany ale pokryty kurzem świat gier, w którym znów będą mieli okazję znaleźć chwilę dla siebie.

Świat retro miesza się tutaj z najnowszymi doniesieniami z polskiego gamedevu. Wspieranie polskich twórców niezależnych stoi na równi z poleceniem dobrej książki, która wieczorami będzie działać niczym energetyk po zabawie z ukochanym dzieciakiem.

Pozostaje nam zatem zachęcić wszystkich do lektury bloga. Nie raz damy ciała, nie dwa potknięcia pojawią się u nas. Liczymy jednak na drobny kredyt zaufania, ale i na słowa konstruktywnej krytyki. Taka bowiem pozwoli nam jeszcze lepiej dopasować Ustatkowanego Gracza do Twoich oczekiwań.