Sezon ogórkowy trwa w najlepsze. Można więc nieco przystopować, przypomnieć sobie interesujące tytuły, przejrzeć własną bibliotekę gier czy upolować promocje i w letnie wieczory nadrobić zaległości. Przecież jak nie teraz to kiedy?

Jak co roku nadszedł letni, spokojny okres, bez hucznych premier i kilku oczekiwanych gier wydawanych dziennie. Sezon ogórkowy w pełni, więc akurat w ciepłe dni warto nieco zwolnić i zastanowić się jakie interesujące tytuły przeszły Ci koło nosa od czasu poprzednich wakacji. W moim przypadku stos gier zalegających na półce bądź dysku, w najlepsze czekających na odpalenie nie jest przesadnie duży, ale i tak nie mogę specjalnie narzekać bo regularnie (czasami z przeszkodami) staram się włączać konsolę.

Czasu na granie od ostatnich wakacji miałem zdecydowanie mniej niż zwykle z uwagi na oczekiwanie na narodziny potomka. Frywolny, zdrowy bobas od trzech miesięcy jest już na świecie i to właśnie on teraz jest moim oczkiem w głowie. Głównie z tego względu czasu na gry jest mniej, rodzinne obowiązki są na pierwszym planie ale… mając chwilę czasu zrobiłem własny, ustatkowany rachunek sumienia, przejrzałem tytuły leżące „w poczekalni” i zdecydowałem się wybrać kilka z nich, tym samym lekko zmniejszając uczucie wstydu. Czy uda mi się wyrobić z zaległościami do czasu elektryzującej jesieni?

Mafia III

Do tej chwili sam nie wiem jak to się stało, że jeszcze nie udałem się w gangsterską podróż do New Bordeaux. Na długo przed premierą rzeczonego tytułu, rozpalałem zmysły oglądając zwiastuny i krótkie fragmenty rozgrywki. Po jej wydaniu czar jakby prysł, prawdopodobnie po przeczytaniu kilku recenzji. W dodatku nie mogę narzekać na nadmiar gotówki, pocieszny szkrab to przecież niemały wydatek; staram się zatem czytać i kalkulować wszystko dwukrotnie przed potencjalnym zakupem. Niestety zarówno oceny, jak i argumenty samych recenzentów (głównie trafił do mnie ten o powtarzalności misji) sprawiły, że zapomniałem o przygodach Lincolna. Problem w tym, że kolekcjonerskie wydanie zalega na półce i coraz częściej główny bohater przemawia do mnie z okładki wielkiego pudła. Może właśnie w to lato przemówi nieco… dosadniej?

Watch Dogs 2

Uwielbiam gry z otwartym światem, ale ich „problemem” dla starszego stażem gracza jest długi czas rozgrywki. Ustatkowany wielbiciel wirtualnych światów często niemal walczy o chwilę przeznaczoną na własne hobby, a późną nocą dochodzi jeszcze zmęczenie, co ostatecznie po długim dniu potrafi zniechęcić lub dosadnie przerwać zabawę. Dotyczy to właśnie rozległych terenów, dziesiątek misji pobocznych czy rozciągającej się w czasie prowadzonej akcji. Już po samej zapowiedzi Watch Dogs 2 pokładałem wiele nadziei związanych z tym sequelem, choć zaznaczam, że całkiem przyjemnie spędziłem czas sterując Aidenem. I choć definitywnie nie jego przygoda nie była tym, co zapowiadali twórcy, daleki jestem od zmieszania z błotem sandboksa Ubisoftu. Czy przemierzając ulice wirtualnego San Francisco bardziej docenię luźny klimat rozgrywki od przepełnionych goryczą misji zdesperowanego mściciela?

Dishonored 2

Dishonored II

Dishonored zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Choć wiele razy w trakcie gry żałowałem swoich decyzji, na długo zapamiętam produkcję Arkane Studios. Twórcy poszli za ciosem i zaprezentowali losy nie tylko Corvo Attano, ale również starszej o 15 lat Emily Kaldwin. Trudno mi jest się sensownie wytłumaczyć dlaczego dotychczas nie zagrałem w tę krwawą skradankę… To z pewnością wina redaktora prowadzącego Adama, który co rusz, hurtowo załatwia kolejne gry do recenzji. Tym razem postaram się udać do słonecznej Karnaki sprawdzając ulepszenia, nowości tudzież niespodzianki zawarte w rozgrywce.

Quantum Break

Pierwsze zapowiedzi nowej gry twórców Alana Wake’a zrobiły na mnie piorunujące wrażenie. Z czasem jednak programiści postanowili nieco zmienić pierwotne założenia, samych aktorów i od tego czasu nie mogłem się ostatecznie przekonać do produkcji Remedy. Wprowadzona metamorfoza zgubiła gdzieś po drodze poprzedni klimat. Takim właśnie sposobem jeden z moich faworytów, musiał trafić do „poczekalni”. Choć znajdujących się w tym miejscu gier mam niemało, pamiętam o Quantum Break. A dopiero teraz cena gry mocno zachęca do strzelania połączonego z zabawą czasem i pokonywania kolejnych anomalii ukazanych w serialowej formie.

Dead Rising 4

Jak dzisiaj pamiętam oczekiwanie na premierę i pierwsze wrażenia z obcowania z Dead Rising. Pierwsza część oprócz rzezi na nieumarłych, kojarzy mi się głównie z czasową frustracją podczas przemierzania szybkim krokiem centrum handlowego w Willamette. Świetnie bawiłem się z kolejnymi epizodami i tak oto, ponad dekadę później, jestem fanem tej właśnie serii. Od samej zapowiedzi domyślałem się, że Dead Rising 4 nie będzie upstrzona ulepszeniami w stosunku do poprzedniczek, ale powrót Franka Westa i bożonarodzeniowy klimat emanujący od zombie ostatecznie przekonał mnie do jej zakupu. Niestety w okresie tak gorącego końca ubiegłego roku, przygody fotografa podzieliły los wspomnianych wyżej pozycji, zasilając growe rezerwy. Wcześniej taki obrót spraw był nie do pomyślenia…

Firewatch

Czasami odpoczywając od krwawych strzelanin doceniam bardziej ambitne projekty. Firewatch urzekło mnie swoją prostotą i klimatem. Losy strażnika leśnego choć pozornie nudne, potrafią intrygować, szczególnie gdy wokół zaczynają się mnożyć dziwaczne przypadki. Recenzenci dali zielone światło na bieganie po lesie, więc wypada bliżej przyjrzeć się Henry’emu i jego przygodom. Tylko jakie gry finalnie wybrać? Wrzesień przecież coraz bliżej, a w przypadku ustatkowanych już jednostek czas na granie to towar deficytowy. Przecież pod koniec sierpnia ponownie uderza studio Naughty Dog z Uncharted: Zaginione Dziedzictwo. Tylko po to, aby sezon ogórkowy nie był za bardzo… nijaki.

Wakacyjne granie ma wiele plusów – niższe ceny, ciągłe promocje, brak wielkich premier i możliwość sprawdzenia długo oczekiwanej produkcji. Czy Ty również masz problemy z wyborem gier do odkurzenia w sezonie ogórkowym? A może w ciepłe dni robisz sobie trzy miesiące przerwy od grania? Jakie są Twoje tytuły, które chciałbyś nadrobić i czy zakładany plan zawsze udaje się wykonać? Daj znać w komentarzu; chętnie zapoznam się z Twoją odpowiedzią!

  • rops

    Też nie wiem za co się zabrać, gier do ogrania mam kilkadziesiąt chyba, ciągle coś nowego wpada (jak choćby wczoraj kolekcja Legacy of Kain za 1$, a w weekend Jotun za darmo – którego już udało mi się przejść). Czasami tęsknie za czasami gdzie nie miałem w co grać. Gratuluję potomka, moja mała do roczku była w miarę bezobsługowa – jedzenie i spanie – ale wiem, ze ni wszyscy mają tak łatwo.

    Wracając do tematu gier to „kupka wstydu” rośnie. Ostatnio nawet nawet udało mi się trafić na grę której po prostu nie potrafię przejść, nawet nie potrafię do pierwszego bosa dość i o dziwo strasznie mnie to irytuje – utknąłem w moim queście ogrania wszystkiego ;) Mowa o Hyper Light Drifter, gra jest dla mnie niewyobrażalnie trudna i nie daje mi spokoju to, że zostałem pokonany (ja który Dark Soul ogarniam bez problemu ;). Co „najgorsze” dobrych gier jest coraz więcej, a czasu coraz mniej … granie to jednak strasznie czasochłonne hobby.

    • Marcin Wronka

      Hej. Dzieki za obszerny komentarz. Kupka wstydu zawsze wygra bo interesujących gier wychodzi od groma a im człowiek starszy tym ma mniej czasu na hobby. Trudnymi grami się nie przejmuj bo chyba każdy tak ma że czasami trafi na godnego przeciwnika :-) jak nie idzie to nie ma co próbować bo frustracja obrzydza przyjemność z zabawy. Lepiej odetchnąć, wyłączyć konsole i spróbować później lub na drugi dzień. Z pewnością rozgrywka będzie bardziej owocna. Poza tym… starość nie radość :-)

  • VNV

    Ja z kolei do ogrania mam kilkaset większych lub mniejszych tytułów i wiem, że większości nawet nie tknę, ale chciałbym w zdecydowaną większość jednak zagrać. Powoli to wszystko nadrabiam i pomimo pracy, obowiązków rodzinnych nadrabiam te 60 tytułów rocznie, ograniczając zakupy bundli i pojedynczych tytułów do produkcji, które są w ścisłej czołówce moich zainteresowań. U mnie akurat lato nie służy do grania, ale coś tam ogrywam. Wszystko to kosztem bezproduktywnego siedzenia w sieci, ale też niestety książek czy filmów. Coś za coś (tego pierwszego jednak nie jest mi żal). Jednak zadowolony jestem i nierzadko cieszę, że zapoznałem się z ciekawym niszowym tytułem, który dostarczył mi wielu pozytywnych emocji…