Dead Rising 4

Większość serii umiera śmiercią naturalną, gdy sprzedaż spada poniżej oczekiwań wydawcy. Niektórym markom udaje się przeżyć i po dłuższym czasie wracają z lepszym bądź gorszym przyjęciem. Są też szczęściarze jak seria Dead Rising, którą studio Capcom wydaje regularnie od ponad 11 lat. Włodarze japońskiego publishera muszą darzyć tę markę szczególnym uczuciem, bo przecież wyniki sprzedaży nigdy nie pobijały żadnych rekordów. Właśnie przyszedł czas na powrót do opanowanego przez nieumarłych Willamette, kolejne spotkanie z Frankiem Westem – a podane idealnie w czas, czyli w świątecznym okresie.

Rok temu ukazała się czwarta odsłona Dead Rising na Xboksa One, a pod koniec 2017 rok posiadacze PlayStation 4 mogą odpalić Dead Rising 4 z podtytułem Frank’s Big Package. Czy oprócz pakietu dodatków, Frank ma do zaoferowania nieco więcej jego nowym zwolennikom?

W drodze po zgniłego Pulitzera

W Dead Rising 4 okraszone dodatkami najlepiej będą bawić się osoby nielubiące presji czasu i mające zarezerwowane kilkadziesiąt godzin wolnego czasu. Nowa-stara przygoda dziennikarza Franka Westa pozbawiona jest tykającego nad głową zegara, co szczególnie docenią sfrustrowani gracze pamiętający tę bolączkę z poprzednich części. W świątecznym Willamette możesz więc szatkować pełzające zombie do woli a oprócz kampanii fabularnej, na spokojnie wypełniać misje poboczne, zbierać projekty do kombinacji broni i pojazdów, rozprawiać się z wrogo nastawionymi maniakami, cykać fotografie lub poznawać tajemnice miasteczka zbierając różnorodne fanty.

Frank's Big Package

Mam aż nadto rozeznanie czym był upływający czas w poprzednich odsłonach (survival, presja, decyzje), jednak od pierwszego spotkania z serią marzyłem o spokojnym penetrowaniu pełnych przedmiotów lokacji, bezstresowym testowaniu nowego rodzaju broni czy poszukiwaniu różnorodnych skarbów. W tej części możesz sobie na to pozwolić. Fani nerwowych sytuacji, wyborów, spieszenia się i ciągłej presji będą jednak kręcić nosem z niezadowolenia.

Eksterminacja zombie na 101 sposobów

Frank West powraca do Willamette chcąc tym razem ostatecznie spełnić się jako dziennikarz, badający śmierdzącą na kilometry sprawę tajemniczego eksperymentu. Radośni mieszkańcy robiąc zakupy na Święta Bożego Narodzenia hurtowo zamienili się w zgniłe mięso; makabryczny plan okazał się fabryką nieumarłych (mającym na celu intratny interes), a palce w tym całym nadpsutym galimatiasie maczał nawet rząd. Doświadczony dziennikarz po części namówiony przez szukającą rozgłosu studentkę Vicky i pamiętający wydarzenia z pierwszej części Dead Rising, przyjmuje ofertę proponowaną przez jednego z agentów i postanawia wrócić do, śmierdzącego psującym się mięsem, piekła. Cała przygoda ponownie nie dostanie nagrody za fabułę, jednak rozwiązane w trakcie gry śledztwa otwierają wrota do większej afery, a Frank w poszukiwaniu prawdy przemierza nie tylko centra handlowe ale również peryferie, owianego złą sławą, miasteczka.

Jak wspomniałem wcześniej, gracz nie odczuwa czasu, więc możesz powolnie odkrywać tajemnice Willamette, nie martwiąc się upływającymi godzinami. Przy takim obrocie spraw, zarówno w centrum handlowym, jak i na ulicach czy peryferiach mieściny, możesz bez stresu szukać projektów i łączyć znalezione przedmioty. Pełno tam śmiercionośnych giwer czy spływających krwią, wymyślnych fur do hurtowego ulżenia w cierpieniu setek pałętających się bez celu zombie-istnień. Cała przygoda ponownie prowadzona jest z wielkim poczuciem humoru, jednak Frank czasami jak na ponad 50-latka, zachowuje się trochę prostacko.

Szatkuj, szukaj i śledź

W przerwie od potwornej siekaniny półżywych liczonej w tysiącach, z jakich znana jest seria, możesz wypełniać zadania poboczne zlecane przez mieszkańców. Poza fabułą są one doskonałym sposobem na zdobycie ciekawych nagród i uzyskanie kolejnych punktów doświadczenia. Frank pomimo swojego wieku szybko się uczy, kolejne levele wpadają sprawnie, więc czas w menu można przeznaczyć na wydawanie punktów umiejętności. Drzewka talentów dziennikarza są okazałe dzięki czemu możesz nie tylko polepszyć paski zdrowia lub energii, ale też szybciej pozyskiwać złom, za który kupisz przedmioty lub opanujesz nowe techniki, znacznie polepszające doznania z ubijania chodzących truposzy. Wracają tryby fotograficzne, co nieco urozmaica rozgrywkę, co pozwala wybrać tak krwawe, jak i zabawne ujęcia. Plądrując sklepy i opuszczone domostwa warto szukać kluczy do ukrytych schronów, gazet, telefonów komórkowych lub nagrań rzucających więcej światła na tę tajemniczą sprawę. W czasie kampanii dziennikarz okaże się śledczym i z pomocą aparatu będzie rozwiązywał proste łamigłówki. Trochę podobna specyfika do Batmana, lecz nieco bardziej uproszczona.

Frank's Big Package

Niestety, normalny poziom trudności rozgrywki nie stanowi większego wyzwania, więc zgniłą przygodę polecam od razu zacząć od nieco trudniejszych doznań. W pewnym momencie Frank znajduje nawet egzoszkielet i naprawdę ogromne pistolety, co w połączeniu z dodatkowym doładowaniem daje bohaterowi niemal boską siłę. Zabawa w Boga jest wyśmienita, nieumarli giną w mocno spektakularny sposób, choć cała ta wisienka na torcie jest mocno ograniczona czasowo. Brakuje interesujących bossów znanych z poprzednich odsłon serii, a ci napotkani bywają łatwi do pokonania i niewarci zapamiętania. Graficznej rewelacji nie odnotowano, choć gra trzyma standardowy poziom, szczególnie podczas widowiskowych akcji, kiedy liczba klatek na sekundę jest wyjątkowo stabilna. Szkoda, że Capcom Vancouver nie wyeliminowało błędów poprzedniczki, przez co można się uśmiechnąć gdy bohater zawiesi się na żywopłocie, a detekcja kolizji zawodzi na wielu frontach…

Pokaźny pakiet zagłady

Poza zabawą w Dead Rising 4, wersja na konsolę PlayStation zawiera wszystkie dodatki z fabularnym Frank Rising na czele. Zainfekowany bohater musi ratować się przez konsumpcją samego siebie, przez co krótkie DLC jest nieco bardziej elektryzujące. Niestety po tym rozszerzeniu obiecywałem sobie o wiele więcej, więc po dziś dzień odczuwam lekki niedosyt. Dzięki trybowi Capcom Heroes można zostać bohaterem znanych gier japońskiego wydawcy i bawić się ich umiejętnościami, a tryb mini golfa pozwala w kooperacji posyłać piłeczki do dołków pośród fal truposzy. Pokręcone pomysły potrafią wciągnąć i nieco ubarwić rozgrywkę.

Poza dodatkami pozostaje jeszcze tryb czteroosobowej kooperacji i cztery odcinki kolejnej, tym razem wspólnej ze znajomymi eksterminacji zombie. Kupując Frank’s Big Package możesz być pewny, że kilkadziesiąt godzin zabawy upłynie nad wyraz szybko, a cały pakiet potrafi być atrakcyjną propozycją na wiele wieczorów. Oczywiście fani czasowych ograniczeń, survivalu i wyborów podejmowanych pod presją czasu nie będą w pełni usatysfakcjonowani ale jeśli chcesz po prostu przeżyć bezstresową, stabilną technicznie przygodę lub najzwyczajniej w świecie sentymentalnie powrócić do Willamette, warto zakupić tę pozycję. W przeciwnym razie poczekaj na stosowną przecenę, a o wiele mniejsze pieniądze wydaj na pierwszą odsłonę Dead Rising. To właśnie czas rozdaje tu karty i dzieli graczy.


Porzucenie czasowych ograniczeń zmienia całkowicie formułę rozgrywki, co wielu graczy z pewnością doceni. Teraz można bezstresowo penetrować lokacje i bez końca szlachtować nieumarłych. Znany humor, dość długa kampania fabularna i pakiet dodatków to synonim frajdy oraz luźnej zabawy.

Rozgrywka jest niestety bardziej przystępna i ułatwiona (zabieg celowy), co sprawia że zatwardziali fani gry będą niepocieszeni. Błędy techniczne nie zostały poprawione względem wersji na Xboksa One, a brak presji może po dłuższym czasie zwyczajnie nużyć.