PlayStation Vita

Życie często płata figle, szczególnie jeśli chodzi o okres po narodzinach dziecka. Wiele rzeczy ulega permanentnej zmianie, czas przepływa Ci przez palce, a dni mijają niezwykle szybko. Czy dla gracza tak drastyczne zmiany w otaczającej go rzeczywistości i opieka nad potomkiem to wyrok wirtualnej śmierci? W moim przypadku na ratunek przybyła PlayStation Vita!

W życiu niemal każdego człowieka przychodzi taki moment, kiedy trzeba drastycznie zmienić jego styl. Narodziny potomka to nowy okres w życiorysie, w którym słowo „problem” zmienia całkowicie swoje znaczenie i rangę. Wcześniej moim bólem głowy był wybór kolejnej wirtualnej przygody na wieczorne posiedzenie; obecnie są to zakupy, opieka nad małym szkrabem i ogrom codziennych, ojcowskich obowiązków. Sedno sprawy jest jednak takie, że nie należy słuchać ludzi straszących wychowywaniem dziecka i korelującym z tym chorobliwym brakiem czasu. Prawda jest bowiem nieco inna.

Na wszystko znajdzie się czas, oczywiście po odhaczeniu rodzinnych priorytetów. Na szarym końcu trzeba umieć dostrzec promyk światła, niemal niewidzialnie tlący się codziennie. Mój przypadek na pierwszy rzut oka wydawał się beznadziejny, choć akurat dzięki umiejętności organizacji czasu krótka jak nigdy doba, pozwoliła mi się rozerwać przy pikselach. Ale po kolei…

Vitaj ponownie Vita!

Wychowywanie brzdąca to cudowna powinność, jednak na drodze ku wirtualnej uciesze stoi… moja kobieta. Konsole działają na nią jak czerwona płachta na byka, gry wideo to zło wcielone a cała otoczka wirtualnej rozrywki jest osikowym kołkiem tkwiącym głęboko w jej sercu. Cóż, w tym aspekcie się nie dobraliśmy. Gdy myślałem, że sytuacja nie może być już gorsza, okazało się, że na lato i wczesną jesień musimy zmienić miejsce zamieszkania. Obecnie konsole stacjonarne zbierają więc kurz w starym mieszkaniu, ja na peryferiach miasta zostałem z niczym. Początkowo była to sytuacja wyjątkowo patowa, ale przecież nawet z najgorszych opresji można wyjść z twarzą. Dla mnie światełkiem w tunelu okazała się PlayStation Vita. Życiowa sytuacja tchnęła w tę niedoceniony przeze mnie hardware drugie życie, aby tym razem czerpać garściami prawdziwą radość z handheldowych posiedzeń.

PlayStation Plus z odsieczą

Już od kilku lat jestem abonentem usługi PlayStation Plus. Często podczas instalacji gier na PlayStation 4, zastanawiałem się po cóż mi gry na PS Vitę. Jednak po opisywanym wyżej zwrocie akcji, raduję się pod niebiosa mogąc cieszyć się obszerną biblioteką tytułów. Dopiero teraz zachodzę w głowę, dlaczego wcześniej tak łatwo podziękowałem handheldowi Sony. Wydaje mi się, że granie na kolejnych generacjach konsol stacjonarnych doskonale zapełniało mój wirtualny ośrodek sytości.

Odpaliłem zatem Uncharted: Złota Otchłań, ciesząc się jak dziecko z kolejnego spotkania z dowcipnym Drake’em. Tytuł ogrywałem w dniu premiery ale przecież nie zaszkodzi odświeżyć sobie pamięć. Następnie ściągnąłem Resistance: Burning Skies, wyciskając ostatnie soki z pierwszego FPS-a dedykowanego przenośnej konsoli Sony. Nie zapomniałem również o MotorStorm: RC i o tym, jak wiele frajdy płynie z rywalizacji zdalnie sterowanych samochodów. Boże, jak cudownie mając problem z dostawą codziennej porcji stacjonarnych endorfin, móc wieczorem rozkoszować się zaległymi pozycjami na Vitę. Aktualnie rwę włosy z głowy przy platformówce Downwell, która w tym miesiącu jest w propozycjach PS+. Trzeba przyznać, że nie tylko prostota wykonania i założenia rozgrywki ale również wysoki poziom trudności pozytywnie mnie zaskoczyły. A przecież to dopiero początek listy…

Wirtualna vitalność

Chociaż byłem z góry na przegranej pozycji (dziecko, perturbacje z zamieszkaniem) muszę przyznać, że radość z wychowywania malucha, trudu pracy i odkrywania tajników szarej codzienności, kolorowana wirtualnymi światami jest w pełni do zniesienia. Nie wyobrażam sobie żeby było inaczej, raz po raz powtarzając, że zmiana stylu życia nigdy nie jest wyrocznią. Rozłąka z konsolami obecnej generacji nie będzie trwała wiecznie, a PlayStation Vita doskonale radzi sobie jako zastępczy portal do wirtualnych rozrywek.

Cieszę się nie tylko dlatego, że po trudzie dnia mam sposobność odreagować w sposób jaki uwielbiam, ale też ze względu na drugie życie zapomnianej konsoli oraz wielkiej biblioteki czekających na dokończenie gier. To doprawdy wspaniałe uczucie móc tych kilka chwil odstresować się po intensywnym dniu pracy pełnym niekoniecznie samych pozytywnych aspektów, robiąc coś co jednocześnie ładuje baterie do walki z problemami kolejnej doby.

  • rops

    Moja żona też nie gra, nie interesuje się, ale akceptuje ;) Ja myślę o zakupie konsoli przenośnej. Nie mam na razie żadnej, rozważałem zakup Vity, New 3DS, ale raczej będzie to Switch (Zelda wydaje się być grą idealną dla mnie). Jako, że mi się nie pali to pewnie poczekam na kolejną wersję bo 3 godziny na baterii to troszkę mało (wydajność może pozostać taka sama).

    • Marcin Wronka

      No właśnie. Akceptuje. Bo przecież o to w tym wszystkim chodzi. O troszkę tolerancji, normalności, zrozumienia. Vite polecam, szczególnie jak masz długo Plusa i worek gier do ściągnięcia.

      • rops

        Plusa niestety nie mam.

  • Tomasz Hojda

    Ja właśnie dla tych gier z Playstation Plus kupiłem sobie PS Vitę, No i muszę stwierdzić, że jest to naprawdę przydatne urządzonko. Tylko szkoda, że tak późno zacząłem pobierać gry na PSVitę

    • rops

      Przez moment nawet myślałem o zakupie plusa by zbierać gry na przyszłość :) ale na szczęście rozmyśliłem się.