Millennium

W poprzednich recenzjach komiksowych paczek, które dzięki uprzejmości Egmontu opiniujemy na łamach Ustatkowanego Gracza, nie raz napomknąłem o albumie opartym na trylogii Stiega Larssona – dziennikarza i pisarza szwedzkiego pochodzenia, zajmującego się w swojej karierze zjawiskiem rasizmu i prawicowego ekstremizmu. Albumie co najmniej bardzo dobrym, nietuzinkowym i dedykowanym jedynie czytelnikowi dorosłemu.

Oto dziennikarz śledczy Mikael Blomkvist przegrywa proces z wpływowym przedsiębiorcą. Jest to jednak nie tylko jego osobista porażka, ale także cios dla „Millennium” – magazynu, którego Blomkvist jest współwłaścicielem. Okazuje się jednak, że dostaje on szansę odbudowy wizerunku – zarówno osobistego, jak i zawodowego. Szansę wynikającą jednak z nietypowego zlecenia, które zahacza o krwawe tajemnice jednej z najbogatszych rodzin Szwecji, neonazistów, handel ludźmi oraz opacznie rozumiane więzy rodzinne i przemoc domową podaną w całej swojej brutalnej rozciągłości. Komiks ten stanowi smakowity kąsek nie tylko dla wielbicieli tego medium, ale dobrych opowiadań ogólnie. Dlaczego?

Głównie z powodu poruszanej tematyki, dosadności języka, doskonałych rysunków, twistów fabularnych oraz operowania tematyką książkowo-filmową. Szweckie kryminały znane są z wyrazistości przekazu, mocnego skryptu scenariusza i bezkompromisowości. I dokładnie taki jest ten komiks, którego belgijski scenarzysta Sylvain Runberg gościł na niedawno zakończonym Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi, wrzucając na swój oficjalny Instagram relację z pobytu w naszym kraju. Towarzyszy mu José Homs, hiszpański rysownik, znany chociażby z ilustracji do komiksu Red Sonja, stworzonego na podstawie prozy Roberta Howarda i wydawanego przez Dynamite Entertainment. To właśnie ci ludzie tchnęli ducha w postać Lizbeth Salander, której nie da się jednoznacznie zaklasyfikować; jest to bowiem bohaterka pełną przeciwieństw – tak seksualnych, jak i behawioralnych, w dodatku z poważnymi dysfunkcjami społecznymi. Nie przeszkadza jej to jednak emanować niespotykanym magnetyzmem, wynikającym zapewne z jej złożonego charakteru i nietuzinkowego usposobienia, przez co częściowo zabiera Blomkvistowi pierwszoplanową rolę w komiksie.

Millennium

Nie potrafię sprecyzować jednak dlaczego ta trylogia tak bardzo do mnie przemówiła; zrzucam to na karb dojrzałości psychicznej i osobistego podejścia do komiksów, na których się wychowałem. Obecnie jednak nie ma na mojej półce miejsca na Myszkę Miki. Za to bez najmniejszego problemu, nawet kosztem innych wydawnictw znajdę miejsce na trylogię Millennium. Choć dla niewprawionego oka posiadacz komiksów na półce może jawić się jako niedojrzałe dziecko, już pierwszy kontakt z tym albumem natychmiastowo rozwiewa wszelkie wątpliwości. No chyba, że analny gwałt przez społecznego opiekuna na swojej podopiecznej jawi się takiemu niedzielnemu odbiorcy jak niedzielny obiadek na wsi…

Po powyższej recenzji wnioskować możesz tylko jedno – jeśli jesteś dojrzały, sięgnij po ten komiks. Nie spodziewaj się jednak grzecznej historyjki spisanej na kolanie. To historia pełna mrocznych wizji autorów, które niestety całkiem często mają miejsce w realnym świecie.