IEM relacja

Już kolejny raz Katowice były gospodarzem jednej z największych imprez dla graczy na świecie, czyli Intel Extreme Masters 2016 – mistrzostw świata w grach komputerowych. Oczywiście na takim wydarzeniu nie mogło zabraknąć dociekliwego, a przy okazji ustatkowanego gracza – redakcyjnego kolegi Marcina. Oto krótka relacja z tego wyjątkowego na mapie naszego kraju wydarzenia prosto z serca Katowic.


Moja droga do katowickiego Spodka i Międzynarodowego Centrum Kongresowego nie była szczególnie długa z racji zamieszkania i nie obfitowała w warte zapamiętania niespodzianki. W miniony piątek, czyli pierwszy dzień imprezy, przed godz. 16 była tylko jedna kolejka, choć gigantycznych rozmiarów (rano cały plac przed Spodkiem był pełen oczekujących na wejście graczy). Po odebraniu akredytacji prasowej [szczególne podziękowania kierujemy w tym miejscu do Agaty Jaworskiej, Adriana Kostrzębskiego, Pawła Magdziarza i Adama Kozłowskiego za podjęcie się procesu jej organizacji – przyp. red.] od razu udałem się do głównej hali MCK, w której odbywały się targi gier i technologii komputerowych. Wszak same mistrzostwa to nie wszystko…

Moim oczom ukazał się istny raj dla fanów gier – tak dojrzewających, jak i w pełni dojrzałych – upstrzony stoiskami znanych producentów, cosplayerów oraz punktów oferujących wszelakie gry i gadżety. Pełen był on także klimatu wirtualnej walki; zapach rywalizacji był wyczuwalny na każdym kroku. Osoby przybyłe na miejsce mogły sprawdzić swoje siły w grach Star Wars: Battlefront, Mad Max, FIFA 16, Rainbow Six: Siege, SUPERHOT, Just Cause 3 oraz Far Cry Primal. Producenci prześcigali się w jak najbardziej atrakcyjnym podejściu do odwiedzających, serwując darmowe napoje, podkładki pod myszki, smycze, koszulki czy oferując interesujące nagrody w prostych konkursach.

Następnie przyszła pora na podziwianie profesjonalnych sieciowych starć. W tym roku gracze starli się w League of Legends, StarCraft II oraz Counter Strike: Global Offensive (jeśli nie kojarzysz tych gier, nie przejmuj się. To oznacza jedynie, że jesteś już stary…). Pierwsze wrażenie po wejściu do środka to prawdziwy szok! Wszak liczba przybyłych fanów gier była miażdżąca (co zresztą dobrze ukazają fotografie będące uzupełnieniem niniejszej relacji). Miejsce dosłownie pękało w szwach, a zważ proszę na to, że ogromna ilość ludzi siedziała także na schodach, czy też w przejściach pomiędzy trybunami. Punktem kulminacyjnym wydarzenia były starcia w Counter Strike, w których jednak rodzima ekipa Virtus Pro nie podołała szwedzkiemu zespołowi Fnatic i odpadła w ćwierćfinałach. Wiele razy można było usłyszeć głośne i długie skandowanie nazwy polskiego teamu, co mimowolnie korelowało z ciarkami odczuwalnymi na całym ciele.

Na terenach wokół hali można było zjeść (zapomnij o posiłkach godnych pięciogwiazdkowych hoteli; w grę wchodziło zapełnienie żołądka, nie nowobogacka uczta), ubrać się, kupić gadżety związane z ulubionymi grami lub zagrać w tytuły doskonale znane z platform święcących triumfy w latach 80. Szarpanie joystickiem we współczesnych czasach samo w sobie może być znakomitą i fascynującą wycieczką w niedawno utraconą młodość, a co dopiero gdy można kolejny raz zagrać w doskonale znane produkcje rodem z dzieciństwa. Były też automaty z niezmordowanym Mortal Kombat w dawnym ujęciu i innymi klasykami znanymi tylko starszym – takim jak najpewniej Ty – graczom. Cieszy fakt, że nie zapomniano o dojrzalszych odbiorcach i wciąż na tego typu imprezach można przywrócić wspomnienia i uczcić pamięć starszych generacji hardware’u.

Drugi dzień upłynął pod znakiem prawdziwej inwazji fanów gier komputerowych na Spodek i Międzynarodowe Centrum Kongresowe. O ile w piątek, pomimo tłoku, można było przejść bez kolejki tudzież niepotrzebnego ścisku, tak w sobotę dało się odczuć grową kumulację na każdym kroku. Fanów gier przy każdym stoisku było zdecydowanie więcej; zainteresowani musieli czekać w znacznie dłuższych kolejkach, a darmowy Sprite nie był już tak łatwym kąskiem. Cieszy fakt, że można było zauważyć nie tylko młodszych uczestników imprezy, ale także matki z dziećmi, a nawet całe rodziny. Oczywiście w znaczącej liczbie przybyli także zawsze uśmiechnięci cosplayerzy chętni do pozowania z fanami postaci, za którą byli przebrani.

Katowicką imprezę Intel Extreme Masters 2016 uważam za wyjątkowo udaną. Fani gier komputerowych mieli okazję nie tylko w gorącej atmosferze obejrzeć potyczki prawdziwych mistrzów, ale także kilkanaście metrów dalej zakupić gadżety z gier, zobaczyć prawdziwe technologiczne cuda, sprawdzić swoje siły biorąc udział w rozmaitych turniejach, konkursach lub spotkać osoby parające się szeroko rozumianym cosplayem. Znani wystawcy dopisali, oprawa i organizacja stały na profesjonalnym, godnym naśladowania wysokim poziomie, a tysiące odwiedzających mogło intensywnie i różnorodnie spędzić poświęcony imprezie czas. Oby więcej tego typu wydarzeń miało miejsce w naszym kraju. Wszak na propagowanie growego hobby nigdy nie jest za późno. Ani za wcześnie.