Czy warto zbierać gry

Nigdy nie byłem kolekcjonerem. Po ukończeniu gry starałem się ją opłacalnie sprzedać, aby zarobić na kolejny tytuł. Bez materialnych sentymentów, chęci posiadania płyty, wspaniałego wydania czy regularnego powiększania kolekcji. Ostatnio zacząłem jednak, ku mojemu zdziwieniu, polować na okazje kolekcjonerskie.

Całe moje dotychczasowe życie nie przywiązywałem większej wagi do gier, szczególnie pod względem ich wydań. Zawsze preferowałem (i dalej zresztą wolę) wersje pudełkowe, najczęściej w wydaniu standardowym. Kupując używaną grę, po obejrzeniu napisów końcowych, zawsze wymieniałem ją na inną interesującą pozycję; premierowe zaś wydania starałem się relatywnie szybko ukończyć, aby możliwie najwięcej pieniędzy z ich sprzedaży zostało przeznaczonych na… kolejną edycję pudełkową. Niegdyś gry wydawane były tylko na płytach, więc nie było problemu z odzyskaniem części pieniędzy. Nigdy nie stawiałem pudełek na półce i nie przywiązywałem wagi do ich wydania; raczej starałem się puszczać je dalej w obieg. Przecież pieniędzy nigdy nie było za dużo, a nasze hobby do tanich nie należało.

W czasach edycji cyfrowych już nie jest tak kolorowo. Choć wersje odpalane z dysku konsoli to jedynie gigabajty suchych danych, cieszą się coraz większą popularnością. Nikomu nie przeszkadza brak pudełka, a wspomnienia o wyjątkowym uczuciu rozrywania folii czy książeczce z instrukcją i przydatnymi informacjami u wielu graczy dawno odeszły w niepamięć. Wzrost osób preferujących wydanie cyfrowe jest tym bardziej zaskakujący, że takowe edycje są o wiele droższe od pudełkowych odpowiedników. Po zakończeniu zabawy pozostaje tylko kolejna pozycja w cyfrowej bibliotece. Z drugiej strony wiele osób decyduje się na zakup z powodu wygody, częstych promocji (kilka klików i załatwione) czy dożywotniej możliwości ściągnięcia danej gry.

A co z kolekcjonerami? Co daje zbieranie gier? Po co ktoś odkłada je na półkę?

Kolekcjonerski dryg

Od kilkunastu miesięcy moja subiektywna ocena dotycząca zbierania gier zmieniła się diametralnie, nabierając rumieńców. Ot, nagle poczułem chęć wyszukania ciekawych egzemplarzy, gadżetów i pudełkowych edycji (tylko specjalne i kolekcjonerskie). Już samo przeglądanie aukcji związanych z grami sprawia mi sporo frajdy, a co dopiero zakup interesującej mnie edycji czy figurki. Ciśnienie rośnie analogicznie jeśli w grę wchodzi prawdziwa perełka w naprawdę kuszącej cenie. Wówczas radość z zakupu jest największa, oczekiwanie na kuriera trwa wieczność, a kolejna pozycja na półce prezentuje się wyjątkowo okazale. No właśnie, ale dlaczego przez wiele lat nie kręciło mnie to zupełnie? Choć nie wygrałem w totka, zechciałem kolekcjonować pudła z napisem „collector’s edition”. Czy to stan permanentny? A może za kilka miesięcy czar pryśnie i zmuszony będę wyprzedać wzbudzające aktualnie przypływy radości okazy?

Nie tylko zresztą same gry mnie interesują. Moja półka zyskuje jeśli postawię nań wyjątkowo efektownie prezentujące się pudełko, figurkę bohatera ogrywanej wcześniej produkcji, oddający klimat gry artbook, medal za odwagę czy steelbookowe wydanie. Ostatni mój łup to pudełko „puszka Pandory” z serii God of War, idealne na przechowywanie przeróżnych dupereli. Na jednej tylko półce stoi dumnie prężący się Kratos, celujący w niego mroczny mściciel Aiden, spoglądający spod kapelusza Jacob Frye czy sfrustrowany i gotowy do walki z nimi wszystkimi James Heller. Ponadto, czasami do recenzji wpadnie specjalna edycja dla prasy, a jeśli jeszcze jest numerowana, czyli wydanych jest tylko kilkaset egzemplarzy na całym świecie, wówczas kolekcjonerski głód jest podwójnie zaspokojony. Kręci mnie to, nic na to nie poradzę.

Kolekcjoner z przypadku

Gram ponad 27 lat i jestem pewny, że tak już pozostanie. Bardziej interesuje mnie jednak, dlaczego wcześniej nie zwracałem uwagi na gadżety dodawane do droższych wydań czy efektowne metalowe pudełka, teraz zaś mnie to ekscytuje. Czemu nie miałem interesu stawiać pudełek na półce, a teraz naszła mnie taka ochota? Czy taki syndrom pozostanie we krwi na dłużej, czy może w przeciągu roku wyprzedam kolekcję? Pewne jest jedno – żeby być zbieraczem trzeba mieć na to miejsce w domu i finanse. Kilka dużych półek to absolutne minimum. Co się jednak stanie kiedy w mieszkaniu zabraknie miejsca na kolejną rewelacyjnie wydaną edycję ulubionej gry?

Poza tym po co je w ogóle kolekcjonujemy? Chęć posiadania bierze górę! Cena za wydanie specjalne / kolekcjonerskie często liczona jest w setkach złotych, a co za to masz? Jeśli w zestawie jest figurka, wówczas będzie ona dumnie zdobić półkę, koszulka przypomni o ulubionym bohaterze, ale szczerze mówiąc większość gadżetów wciąż będzie zalegać w wielkim pudle. Przykładem niech będzie wydanie kolekcjonerskie Mafii III. Sama edycja robi piorunujące wrażenie, jednak… cóż z tego? Oprócz gry właściwej i przepustki sezonowej na wszystkie fabularne dodatki, zestaw zawiera dwie płyty winylowe z muzyką (klimat – ok, ale nawet jak ktoś już ma gramofon to ile razy ich przesłucha w dzisiejszych czasach), nieśmiertelniki Lincolna (można powiesić gdzieś na półce i tyle) czy firmowe podkładki pod napoje ze sztucznej skóry (który kolekcjoner będzie stawiał piwo na takim rarytasie). Poza tym w ręce gracza trafia wielki, pięknie wydany artbook (który może świetnie prezentować się w kolekcji), pierwszorzędne grafiki i ładnie wykonane pudełko.

Gdzie pomieścić taką ilość fantów tylko z jednego wydania? Większość graczy wrzuci wszystko do pudełka i postawi w honorowym miejscu. Tylko nieliczni będą codziennie cieszyć się całą zawartością tak drogiej edycji. A przecież nikt nie dąży do tego, aby gadżety leżały w pudłach latami, nie widując światła dziennego.

Sprzedam całą kolekcję

Wydawcy zacierają ręce, na długo przed premierą prezentując kolekcjonerskie wydanie swojej najnowszej produkcji. W sprzedaży pojawiają się zestawy dla kolekcjonerów z mniej lub bardziej okazałym portfelem, z których część – jestem przekonany – skończy ze zbieraniem gier z przeróżnych powodów. Szukając w internecie różnorodnych okazji, natrafiałem na aukcje „sprzedam całą kolekcję”. Oczywiście zbiór gier jak również jego cena robiły piorunujące wrażenie, ale ktoś jednak postanowił pozbyć się tego, co przez wiele lat sprawiało mu ogrom uciechy. Co posunęło go do takiego czynu? Czy sprzedający nie miał już miejsca na growe przedmioty, czar prysł, pilnie potrzebował pieniędzy, a może wolał wydać fundusze na bardziej potrzebne rzeczy lub, co gorsza, skończył ze swoim hobby?

Każdy z nas ma inny powód. Ciekawy jestem jak będzie ze mną. Na tę chwilę bardzo cieszy mnie przeszukiwanie zasobów sieci i zbieranie ciekawych edycji ulubionych gier. W bliskim otoczeniu kolekcjonowanych fantów czuję się jak ryba w wodzie; przypominają mi się gry i bohaterze, z którymi, bądź co bądź, spędziłem kilkanaście godzin swojego życia. Oby trwało to jak najdłużej!

  • Nigdy nie kolekcjonowałem „pudełek”, ale oczywiście mam w swoich zbiorach ulubione tytuły. Wydaje mi się, że wiele osób wybiera teraz cyfrowe wersje – zwłaszcza, że ogromna większość gier na PC opiera się na aktywacji kodu Steam, a na nośniku jest po prostu część danych (chociaż przeważnie i tak musimy je ściągnąć jeszcze raz, ponieważ rzadko która gra po wytłoczeniu nośników nie obejdzie się bez łatania). Zauważyłem jeszcze inny ciekawy fenomen, mnóstwo osób zbiera gry na wirtualnej półce, tylko po to żeby je mieć (kupują gry na wyprzedażach, chociaż i tak w nie nie zagrają) w swojej bibliotece na Steamie. Idealnie obrazuje to jak wirtualne „zbieractwo” wyprało tradycyjne :)