Fallen London

Zakładam, że prawie każdy z nas miał pewien epizod z internetowymi grami przeglądarkowymi. Dla wielu tym, co kiedyś regulowało ich czas, były kultowe simy pokroju OGame, Plemion czy The Crims. Produkcje do ogrywania w okienku przeglądarki przez długi czas kojarzyły mi się właśnie z ekonomicznymi czy strategicznymi zabójcami czasu i nie sądziłem, że w tym typie gier internetowych jest miejsce na coś ambitniejszego.

Było tak przynajmniej do momentu, gdy trafiłem na Fallen London, działającą od 2009 roku grę zespołu Failbetter Games. Warto przyjrzeć się tej produkcji nie tylko dlatego, że to z niej wywodzą się ciekawe „pełnoprawne” gry, czyli Sunless Sea i znajdujące się dopiero w fazie alfa Sunless Skies. Fallen London to również ciekawa propozycja, jeśli nie masz zbyt wiele czasu na „duże” gry, szukając raczej czegoś, na co zerkasz co kilka godzin – a przy tym masz ochotę na coś o bardziej mięsistym charakterze. Jedynymi warunkami są rozsądna znajomość angielskiego oraz chęć czytania.

Witaj, przepyszny przyjacielu!

Darmowe Fallen London stanowi jedną z bardziej literackich gier na rynku. Sam pomysł na świat wygląda, jakby siedzieli nad nim Juliusz Verne, Jorge Luis Borges i H.P. Lovecraft, a za narrację odpowiedzialny był Terry Pratchett. Oto Londyn za czasów rządów królowej Wiktorii… spadł w głąb Ziemi, dokładnie milę pod powierzchnię i podróż łodzią od piekła. Miasto spadło, ponieważ w tej wersji naszego świata Jej Ekscelencja postanowiła uratować swojego męża, zawiązując pakt z tajemniczym Bazarem Echa – w zamian za życie małżonka, władcy Bazaru będą mogli zagrabić Londyn.

W świecie gry, trwa to już przynajmniej od trzydziestu lat. Mieszkańcy podziemi mają ograniczony kontakt z powierzchnią, ale gros intryg rozgrywa się właśnie w upadłym mieście i jego okolicach. Londyn przeżuty jest dekadencją i nihilizmem – trudno się dziwić, gdy za sąsiadów ma się m.in. diabły – a każdy kręci tutaj swoje intrygi. Kombinujesz i Ty! Grę rozpoczyna jedynie krótki prolog opisujący Twoją ucieczkę z więzienia, po czym Fallen London puszcza Cię samopas po świecie, byś sam kształtował swoje przeznaczenie oraz badał zastałą, przedziwną rzeczywistość. Oto dusze stanowią jedną z wielu walut i to niezbyt cenną, bo łatwiej tu zarobić tysiąc skondensowanych istnień niż dwadzieścia funtów. Oprócz ludzi różnych ras i formatów, ulicami kroczą ożywione przedmioty czy Gumowi Ludzie (Rubbery Men), bełkoczący dżentelmeni wyglądający jak Cthulhu. Nieco dalej, za wielkim morzem pełnym grzybów, znajdują się inne państwa-miasta, które w nieznanych okolicznościach spadły pod ziemię na długo przed Londynem.

Fallen London

Literackość Fallen London leży również w tym, że opiera się przede wszystkim na tekście. Znajomość angielskiego jest tu więc mocno wskazana, ale gra szybko pokazuje, dlaczego trudno byłoby zaprojektować ją inaczej. Atutem tekstu jest to, że pozostawia on pole do popisu dla wyobraźni; Failbetter umieściło w swym świecie koncepcje, które w zasadzie niemożliwym jest przedstawić inaczej. Oto odwiedzisz m.in. założoną przez diabły Żelazną Republikę – miejsce, które wolne jest od zasad i tyranów. Dosłownie, bo władzy w Republice nie mają prawa fizyki czy geometrii, a o pierwszeństwo walczą nawet części zdania i reguły gramatyki; zmienna topografia miasta z kolei doprowadziła już tysiąc kartografów do szaleństwa. Gdzie indziej, orientacyjnie na północy, znajduje się zaś wyspa Irem, gdzie czas działa kompletnie inaczej. W momencie odwiedzin, miejsce to „już istnieje, choć dopiero zacznie”, a odpływając z niej zarówno się na niej było, jak i będzie. Fallen London rozwiązuje przedstawienie tych krain z pomocą gramatyczno-logicznych łamańców oraz reakcji bohaterów, oddając szaleństwo świata lepiej, niż udałoby się to graficznej dosłowności.

Ponadto, same teksty czyta się przyjemnie, bo narracja w grach Failbetter stoi na wysokim poziomie – scenarzyści dobrze operują słowem i wypracowali pewien charakterystyczny, ironizujący ton, który przypomina m.in. książki o Świecie Dysku. Tekstowość oznacza również, że twórcy mogą wcisnąć w grę o wiele więcej zawartości w szybszym tempie; a rzeczy do zrobienia w Fallen London jest naprawdę sporo.

„Zagrajmy w kości. Jeśli wygram, dostaniesz moje wiśnie. Jeśli ja wygram, zdzielę Cię tym oto kijem.”

Fallen London strukturą przypomina tekstowe, turowe MMO. Odwiedzając poszczególne lokacje, możesz otwierać unikatowe wątki, wydając na nie określoną ilość akcji; akcje odświeżają się zaś w dość szybkim tempie w czasie rzeczywistym. Część z nich to proste czynności zmieniające Twoje statystyki czy dodające punkty określające Twoją gotowość do wykonania trudniejszego zadania. By do nich podejść, zwykle potrzebne są konkretne przedmioty lub wartości cech – wpływają one na Twoją procentową szansę powodzenia. Te dwa systemy działają całkiem sprawnie i udaje się im nie frustrować; głównie dzięki niespiesznemu tempu rozgrywki.

Gwiazdami są tu jednak przeróżne wątki fabularne, które potrafią ciągnąć się całymi łańcuchami misji i konsekwencji, mając często wiele różnych zakończeń. Pomijając wyśmienitą jakość ich scenariuszy i samej narracji, Fallen London ujmuje sposobem, w jaki czyni Cię jednym z mieszkańców przedziwnego świata. Poszczególne wątki lubią ciągnąć się długo w czasie, więc ich konkluzje możesz często zobaczyć dopiero po kilku pozornie niezwiązanych ze sobą zadaniach. Innym razem, oto kochanek czy zlecenie z początku Twojej gry otwiera drzwi, o istnieniu których nie wiedziałeś, a konstabl, któremu pomogłeś, miga gdzieś w Twojej skrzynce pocztowej lub przemyka pod innym imieniem.

Ustatkowany Twitter

Jedno z najciekawszych zadań dotyczy poznania przeszłości Pana Pożartego (Mr. Eaten), jednego z dawnych władców Bazaru. Założyciel Failbetter, Alexis Kennedy, postanowił zaszyć w nim znany z niektórych opowiadań Lovecrafta motyw tragicznej pogoni za zakazaną, obcą wiedzą. Misje w ramach wątku celowo zaprojektowane są tak, by pozbawiać Cię horrendalnej ilości zasobów czy statystyk w imię czegoś, co nie może mieć szczęśliwego zakończenia – gra zresztą się z tym nie kryje, wielokrotnie ostrzegając Cię o konsekwencjach. Autorzy dobrze czują temat, na którym poległo wielu innych twórców; mają też sporo pomysłów na opowiadanie interaktywne, co szczególnie udaje się w ich „pełnoprawnych” produkcjach z „Sunless” w nazwie.

Innym udanym przykładem jest mechanika porażki. W Fallen London Twój upadek może mieć wiele wymiarów, bo oprócz wylądowania w więzieniu czy śmierci ciała, może również dojść do zgonu umysłu czy wygnania po licznych skandalach. Gra ogranicza wtedy Twój wybór zadań i wątków, wrzucając Cię do swego rodzaju „czyśćca” – musisz się z niego dopiero wygrzebać wykonując proste zadania zanim wrócisz do gry właściwej. Może to być desperacka próba przypomnienia sobie czasów, nim oszalałeś; innym razem, przekupujesz ponurego przewoźnika, którego łódka ma zaprowadzić Cię do Hadesu. Nawet przegrywając, nie siedzisz bezczynnie na rękach.

Fallen London dostępne jest na podlinkowanej stronie (kliknij!), dostępna jest również z poziomu aplikacji mobilnych na iOS i Androida. Gra dostępna jest w większości za darmo – wybrane wątki zamknięte są za jednorazowymi opłatami za specjalną walutę, której niewielkie ilości można zdobyć w grze. Jest ich trochę, ale to ledwie krople w morzu. Tytuł oferuje naprawdę dużo mięsistej, a przy tym prostej zabawy; nieważne, czy zamierzasz zerkać do upadłej mieściny dwa razy dziennie, czy co godzinę.