Planowany techniczny falstart, świetnej cyberpunkowej przygody

Stało się! Cyberpunk 2077 został wydany i narobił sporo szumu, zarówno pozytywnego jak i negatywnego. Jak wypada polska produkcja na Xboksie One i Series S?

Premiera Cyberpunk 2077 i przeróżne aspekty z nią związane na długo pozostaną w pamięci graczy i samych twórców. Afera z brakiem wersji recenzenckich na konsole poprzedniej generacji to kropla w morzu kłopotów ale ostatecznie doskonale pokazała skalę problemów polskiej gry. W końcu udało się nam dostać klucz na Xboksa One i po światowych doniesieniach z niegrywalnymi wersjami na PS4 i konsolę Microsoftu, sami spróbowaliśmy zacząć przygodę w Night City.

Po ściągnięciu dwóch łatek trzeba szczerze powiedzieć, że grać się da ale pierwsze kilka godzin męczyłem się walcząc z okropnymi problemami płynności rozgrywki, długimi loadingami i widocznymi ograniczeniami (jak choćby liczba postaci niezależnych na ulicach). Tylko czy tyle lat czekania na taki tytuł warto psuć sobie niedopracowaną rozgrywką?

Wytrzymałem tak kilka godzin i nie chcąc psuć sobie dalszej zabawy, odpaliłem grę na Xboksie Series S. Tutaj sytuacja zmieniła się diametralnie, oczywiście na plus, i Cyberpunk 2077 wyglądał i działał bez zarzutów. Płynna zabawa, ekspresowe wczytywanie danych i rewelacyjnie wyglądająca metropolia (a przecież upgrade na XS X/S i PS5 dopiero się robi), sprawiły że przez długich kilkanaście dni nie mogłem oderwać się od przygody w Night City. Już po skończeniu fabuły nadal zastanawiam się, jak można było tak dobrej produkcji, sprawić tyle negatywnych opinii, zepsuć renomę i ostatecznie wydać aż tak bardzo niedopracowany produkt.

Pukając do bram Night City

Do wyboru są trzy ścieżki przeszłości Nomad, Punk i Korp, mające znaczenie tylko podczas początku przygody i później w czasie wyboru opcji dialogowych. Po wybraniu pierwszej z nich, przygodę zaczniesz na obrzeżach metropolii, poznając charyzmatycznego Jackie Wellesa. To właśnie z nim bohater cieszył się pierwszymi sukcesami w Night City i po splocie nieszczęśliwych wydarzeń, przyszło mu długoterminowo walczyć o swoje życie. Zegar tykał i jakby tego było mało, w jego głowie „zadomowił się” rockman Johnny Silverhand, grany przez Keanu Reevesa. Co zrobić, aby jak najdłużej przetrwać w mieście pełnym niebezpieczeństw? Gdzie szukać pomocy i jak pozbyć się z umysłu nieproszonego „gościa”? Czy V faktycznie spalił tę metropolię jak zapowiadały reklamy?

Fabularnie Cyberpunk 2077 spisuje się wyśmienicie – świetna struktura misji, ciekawa historia, wciągająca i mająca w sobie magnes sprawiający, że ciężko oderwać się od konsoli. Misje główne mają ten dreszczyk emocji, potrafią zaskoczyć i wiele razy zdarzało mi się pokręcić głową z zadowolenia po ich ukończeniu. Akcja ze snajperami na paradzie, rozbita AV-ka i porwanie ważnej osoby czy cicha infiltracja wrogiego wieżowca zapadają w pamięć i z pewnością jeszcze raz będę chciał brać w nich udział. Napotykane postaci są autentyczne, mają w sobie sporo charyzmy i dodają swoją cegiełkę do ogólnego odbioru przygody w Night City.

Nic to jednak przy fenomenalnych misjach pobocznych, które są wyjątkowo mocnym punktem gry. Fabularne wątki napotkanych znajomych są prowadzone wzorowo, chce się poznawać ich życiowe problemy, radości i niepowodzenia, na które często masz realny wpływ. To jedna z nielicznych gier, kiedy nie chciałem iść fabularnie do przodu, bo pojawiające się jak grzyby po deszczu poboczne wątki, zachęcały do ich ukończenia. Szukałem porywacza dzieci, grałem rockowy koncert, nurkowałem w podwodnym mieście i nawet dowiedziałem się czym jest braindance. To odtwarzanie na nośniku zapisanych przeżyć i wspomnień bohatera filmu. Dzięki tej technologii za pomocą specjalnych „okularów”, możesz wiele razy z różnych perspektyw oglądać daną scenę, przyglądać się jej i wyłapywać ważne momenty czy detale. Braindance jest niezwykle pomocny w czasie prowadzenia śledztwa czy szukania kolejnych fragmentów danej układanki. No i oczywiście pozwala na chwilę zostać detektywem, sprawiając przy tym sporo frajdy.

Cyberpunkowe, brudne życie w futurystycznej metropolii

Amerykańskie Night City czaruje. Wszystkim. Dosłownie. Potęgą, rozmachem, detalami, klimatem, widokami i kontrastowymi dzielnicami. Takiego wirtualnego i kolorowego miasta chyba jeszcze nie było – wielkie budynki z przyszłości, ulice pełne neonów, reklam, świateł, futurystyczne smaczki, kalifornijskie powiązania czy nowoczesne aspekty często zapierają dech w piersi. Przemierzając kolejne kilometry ulicami miasta, często można zobaczyć coś całkiem nowego, kolejny raz wybijającego się ponad przeciętność, przerazić się czy po prostu pod nosem powiedzieć z uznaniem „wow”. Oczywiście metropolia nie jest idealna, a cięcia widać gołym okiem jak choćby brak metra, większej ilości sklepów czy ścigającej policji. Możesz wierzyć lub nie, ale jeśli wpadniesz w kłopoty i zjawi się (czyt. teleportuje) policja to wystarczy ukraść auto, szybko odjechać kilka ulic dalej i… dalej cieszyć się wolnością. WTF?

Nie wiem czemu twórcy zdecydowali się na brak pościgów stróżów prawa za przestępcą, bo przecież w grach sprzed wielu, wielu lat takie aktywności już dawno miały miejsce. Owszem można coś skasować, uciąć czy wyjąć z gry ale akurat to jawi się jako coś naturalnego i podstawowego. Z czasem będziesz mógł kraść czy kupować coraz lepsze fury i cieszyć się nimi jadąc od punktu A do B, podziwiając przy tym widoki miasta. Auta steruje się całkiem dobrze lecz mają tendencję do ciągłego wpadania w poślizg. Szybka podróż jest możliwa za sprawą specjalnych punktów ale wiele razy wolałem przejechać się samochodem, właśnie po to, aby zobaczyć więcej zakątków miasta i… posłuchać udanej muzyki w stacjach radiowych. Tutaj chyba każdy znajdzie coś dla siebie, bo można słuchać popowych kawałków, rapu, klasycznych pozycji czy nawet black metalowych riffów. Soundtrack powala nie tylko w radiu ale kawałki dobrane podczas misji, pozwalają na jeszcze lepsze odczucia i są integralną częścią każdego zadania. Kompozytorzy spisali się na medal.

Wszczep, ulepsz, pozamieniaj, wybierz lepiej

Odwiedzając ripperdoków (najlepiej znajomego Victora) możesz zostać posiadaczem nowego wszczepu, który pomoże i polepszy możliwości w dalszej rozgrywce. Lepszy wzrok, podwójny skok, regeneracja życia czy zwiększenie udźwigu przedmiotów to tylko niektóre bajery ułatwiające wirtualne życie V. Niestety takie futurystyczne zabiegi to drogi wydatek i chyba bardziej skupisz się na wielu drzewkach umiejętności. Za zdobywanie kolejnych poziomów doświadczenia dostajesz punkty atrybutów i atutów. Można spożytkować je ulepszając zdolności bohatera w zakładkach budowa ciała, refleks, inteligencja czy opanowanie i cieszyć się z lepszej wytrzymałości, zdrowia, przeładowania pukawki w biegu, nowymi możliwościami w hakowaniu czy szybszemu skradaniu. Wyborów jest od groma i to już tylko od Ciebie zależy w jakim kierunku upgrade’ujesz swojego/swoją V.

W Cyberpunk 2077 fani zbierania wszystkiego będą zachwyceni, bo przeróżnych przedmiotów, drzazg (chipy z danymi), kart tarota, graffiti i innych rzeczy do odnalezienia jest od groma, podobnie jak pukawek czy broni białej. Jeśli przeciążysz bohatera możesz sprzedać fanty lub je rozmontować i części przeznaczyć na wytworzenie nowych, bardziej przydatnych rzeczy. Strzela się wyśmienicie, szczególnie że wybór giwer i broni białej jest wielki, a każdą z nich można dodatkowo ulepszyć. Snajperka z tłumikiem, podrasowana strzelba, katana, wielki młot czy niezwykle mocna pukawka Johnny’ego to tylko kilka z przykładów na doskonałą zabawę z przeciwnikiem.

Niestety trochę denerwowało mnie strzelanie z dobrego shotguna do zbira z nożem, który padł dopiero za czwartym strzałem i niektóre zadania, kiedy wybór ucieczki przez magazyn pełny dobrze uzbrojonych wrogów okazał się… skuteczny. W przeróżnych misjach pomaga hakowanie przedmiotów, komputerów czy kamer, co może ułatwić przejście danego etapu, pozyskać nowe elementy wyposażenia lub odwrócić uwagę wroga. Ogólnie jeśli nauczysz się korzystać z wszystkich dobrodziejstw jakie może zdobyć V, to wtedy rozgrywka nie dość, że będzie sprawiała więcej frajdy ale też pozwoli na wiele eksperymentów. No i nie zapomnij, że w głowie masz Johnny’ego, który spisał się znakomicie i swoją osobowością, docinkami i upartością dodał tej historii jaj.

Kłamstwa, błędy, wstyd i… półprodukt

Karny kutas z prędkością światła leci w stronę twórców z CD Projekt RED, którzy wiedząc jak wygląda i działa ich produkcja na PlayStation 4 i Xboksie One, mimo to zdecydowali się wydać na rynek, pełny błędów i niedociągnięć produkt. Mało tego, przed premierą szefowie polskiego studia bezczelnie kłamali w oczy graczy o technicznej stronie ich gry i ukrywali prawdę aż do samego końca. Długo budowane zaufanie przepadło, a jak z jego odbudową jest to każdy wie. Okropne problemy z detekcją kolizji, koszmarne bugi, różnego typu błędy techniczne, cięcia i, o zgrozo, przyprawiająca o płacz płynność rozgrywki (a raczej jej brak) to prawdziwe oblicze cyberpunkowej przygody na Xboksie One. Lepiej poczekać na zapowiadane ulepszenia niż biczować się i stękać.

Poniższa ocena dotyczy wersji na obecną generację (Xbox Series S), gdzie tytuł działa bez zarzutu i widać kolosalne różnice w starciu z XO. Nie ma tu problemów z płynnością rozgrywki, dane wczytują się ekspresowo, miasto wygląda świetnie, efekty graficzne często potrafią zauroczyć, a błędów po dwóch łatkach też jest już o wiele mniej. Dla mnie wizyta w Night City to wspaniałe zakończenie tego roku, wciągająca opowieść, pełna świetnie napisanych postaci, rewelacyjnych misji pobocznych i miasta, które chce się eksplorować. Twórcom udało się stworzyć tytuł posiadający wielki magnes, przyciągający do kolejnych sesji i sprawiający, że każde codzienne kończenie przygody jest niezmiernie trudne. Już teraz doskonale wiem, że dla mnie te 35 godzin to dopiero początek cyberpunkowej wędrówki po Night City. Zwyczajnie chcę więcej i ciągnie mnie tam.

Naprawdę szkoda, że deweloper nie poczekał jeszcze pół roku i nie poprawił wielu problemów tak długo produkowanej i oczekiwanej gry. Cyberpunk 2077 po prostu nie zasłużył na tak przykrą aferę, jaka rozpętała się po premierze, rzucając cień na i tak już skorumpowane, brudne i pełne rozbojów Night City. Czy chcesz być jego częścią? Na Xboksa One odradzam (odejmij dwa oczka od oceny) ale jeśli masz już na stanie aktualne konsole lub PC to z pewnością docenisz wiele bardziej niż dobrych aspektów tej futurystycznej przygody. Opłacało się czekać te długie lata, bo wiele niedogodności opisanych w tej recenzji, momentalnie jest duszonych w zarodku przez intensywną, pełną przeróżnych wspaniałości i fabularnie pyszną rozgrywkę.

Plusy

  • wciągająca fabuła
  • konkretne misje poboczne
  • Night City
  • wygląd i charyzma postaci
  • opcje dialogowe
  • grafika i detale
  • kapitalna muzyka
  • trudno się oderwać
  • Johnny Silverhand
  • wyśmienita polska wersja językowa

Minusy

  • wszelakiej maści problemy techniczne
  • koszmarne spadki płynności i różnego rodzaju cięcia na Xboksie One
  • ograniczenia jak "leniwi" stróże prawa
5

Bardzo dobry

Choć Marcin od dziecka wychowany był na prymitywnych wirtualnych światach, zauroczony jest nimi do dziś. Gry wideo nosi w sercu i od wielu lat przelewa myśli z nimi związane na papier. Recenzjami stara się zaintrygować odbiorcę, w publicystyce zarażać zaś swoją pasją. Poszukiwacz pozytywnych stron życia, ceniący doświadczenie i nieprzychylnie nastawiony do szeroko pojętej głupoty. Tata i Ustatkowany gracz.