W zasadzie każdy kolejny tom komiksowej serii z żywymi trupami w tle oferował nowe, emocjonujące sceny. Dlatego sięgając po piąty zeszyt spodziewałem się naprawdę mocnego uderzenia. Tak też się stało.
Za każdym razem gdy wydaje się, że gorzej być nie może, a złe emocje osiągnęły apogeum, grupa rozbitków pod nieformalnym przywództwem Ricka staje w obliczu nowego zagrożenia. Dokładnie o tym jest rzeczony tom komiksu Żywe trupy.
Gdy na niebie pojawia się spadający śmigłowiec z więzienia wypuszczona zostaje grupa wypadowa (Rick, Michonne i Glenn, przyp. red.), która ma zbadać miejsce katastrofy. Szybko okazuje się, że najprawdopodobniej w niedalekiej okolicy znajduje się większa grupa ludzi, która przejęła rozbitków. Wraz z nadzieją pojawiają się obawy. Kim są nieznajomi? Jak zareagują na innych ocalałych? Patrol trafia do nowej osady, przewodzonej przez człowieka nazywanego Gubernatorem…

Piąty tom ryje beret. Zeszyt jest do granic możliwości napakowany emocjami. Z każdą kolejną stroną autor sprawdza granice wytrzymałości czytelnika. Jest brutalnie i bezkompromisowo. O ile poprzednie tomy mocno skupiały się na relacjach międzyludzkich, tak tutaj pierwsze skrzypce gra bezsilność wobec przemocy. Kirkman prowadzi narrację tak, że nie sposób się oderwać od lektury. Ciężko też nie czuć wewnętrznego wkurwu związanego z tym, co przechodzą Rick, Michonne i Glenn.
Charlie Adlard trzyma poziom, jeśli chodzi o ilustracje. Największe wrażenie, ponownie, robią duże kady. Jest kilka scen, które nadal mam przed oczyma, gdy myślę o rzeczonym zeszycie. Brytyjczyk ma swój styl, którego konsekwentnie się trzyma. Być może to celowy zabieg, że niektórym kadrom poświęcił mniej czasu i są one uboższe w detale. Nie zmienia to faktu, że wielokrotnie zatrzymywałem się w trakcie lektury, żeby dokładnie przyjrzeć się scenom.
To, co wyróżnia tę serię, to tempo opowieści. Autor nie daje zbyt wiele przestrzeni na złapanie oddechu. Dzieje się bardzo dużo, momentami czułem się jak na emocjonalnej kolejce górskiej. Tradycyjnie, końcówka to dobry cliffhanger, więc z wypiekami na twarzy czekam na kontynuację!