Elekt – recenzja gry karcianej

elekt main

Świat był niegdyś pięknym miejscem, pełnym kolorowych świateł, błyszczącego chromu i zdumiewającej technologii. Został zniszczony w wyniku okultystycznej apokalipsy, gdy wtargnęły do niego upiory i zapanowała Ciemność” – fragment z wprowadzenia do gry Elekt.

Bardzo lubię gry, które fabularnie orbitują wokół mrocznej, tajemniczej atmosfery. Moja wyobraźnia reaguje wtedy momentalnie, a ja zacieram ręce na samą myśl o czekającej mnie rozgrywce. Elekt od wydawnictwa What The Frog jest dokładnie takim tytułem. Jednocześnie, dosłownie zachwyca jakością, zarówno pod kątem artystycznym jak i wykonania (o czym za chwilę). A dodatkowo, to karcianka, czyli jeden z moich lubionych gatunków.

Planuj ruchy, obserwuj przeciwników, działaj podstępnie

Elekt należy do gier z kategorii „easy to learn, hard to master”. Poznanie zasad zajmuje maksymalnie 15-20 minut, w czym bardzo skutecznie pomaga całkiem przejrzysta instrukcja. Reguły nie należą do specjalnie skomplikowanych, jednak już umiejętne odnalezienie się w nich jest procesem, który może zająć trochę czasu. Głównie z uwagi na ich złożoność.

O ile mechanika może wydawać się dosyć oszczędna, to sposób w jaki poprowadzone są interakcje między jej poszczególnymi etapami zadowoli nawet tych bardziej wymagających taktyków.

Nic w tym jednak dziwnego. W Elekcie wcielamy się w pretendentów do objęcia tronu władcy nowego świata rządzonego przez Ciemność. I nie będziemy w tym dążeniu odosobnieni. O ten sam tytuł walczyć będą również nasi przeciwnicy. Karcianka autorstwa Krzysztofa Głośnickiego oddaje współzawodniczy klimat towarzyszący tego typu atmosferze w sposób bardzo immersyjny.

Przygotuj się na wiele wariantów „rozegrania” przeciwników

Mamy tu do czynienia z rozgrywką opartą na budowaniu talii, rozłożoną na 4 fazy. W pierwszej, każdy dobiera karty do swojej „ręki”. Pula startowa, składająca się z czterech kart, jest identyczna dla wszystkich. Następnie gracze decydują w jaki sposób posiadane karty zagrają na stół. Karty zagrywamy do jednej z 3 stref – misji, wpływów i dworu. W zależności od liczby graczy obowiązują limity ilości kart, które możemy zagrać w danej strefie oraz we wszystkich łącznie.

Kolejna faza to tzw. konfrontacja, kiedy dzieje się najwięcej i pojawiają się najbardziej intensywne emocje. Konfrontacja, co ciekawe, odbywa się w każdej strefie oddzielnie. Najpierw sprawdzamy kto zwyciężył w strefie misji. Potem zabieramy się za strefę wpływów, a na końcu rozpatrujemy wynik potyczki w strefie dworu. Wspomniana konfrontacja odbywa się w każdej strefie na czterech poziomach: okultyzmu, podstępu, przemocy i władzy. I właśnie w tym momencie ogromne znaczenie ma to, jakie karty i gdzie posłaliśmy do boju.

Dzieje się tak dlatego, że karty, oprócz kapitalnych grafik, posiadają wybrane symbole odpowiadające poszczególnym etapom konfrontacji. Aby sprawdzić kto wygrał, należy zliczyć ilość symboli na kartach. Gracz, który w wyniku swojej taktyki uzyska najwięcej symboli władzy, zgarnia leżące w danej strefie kartoniki. W strefach misji i wpływów do zdobycia są kartoniki zawierające konieczne do zwycięstwa „tytuły”.

Gracz, który uzbiera ich odpowiednią liczbę wygrywa. Wygrana w strefie dworu nie daje „tytułów” wymaganych do zwycięstwa, jednak oferuje właścicielowi kartoniki zawierające dodatkowe bonusy działające w trakcie rozgrywki.

Szykuj się na przyjemną gimnastykę szarych komórek

Wielość i różnorodność wspomnianych mikro mechanik jest dosyć sprytnym rozwiązaniem. Niewątpliwie promuje ono podejście zakładające choć odrobinę taktycznego planowania, przemyślanego reagowania na sytuację na stole oraz odporności na niejednokrotnie raczej podstępne zagrywki przeciwników. Jest tu bardzo dużo zależności; pomiędzy kartami, strefami, a także ruchami graczy. Widoczne są one szczególnie w rozgrywce 4-osobowej, która charakteryzuje się dodatkowo solidną porcją losowości.

Partia dla 2 osób mocno przypomina swoim przebiegiem szachy. Zwłaszcza kiedy naprzeciw siebie usiądą gracze lubiący rozkładać poszczególne posunięcia na czynniki pierwsze. Trzeba się wtedy przygotować na kilkadziesiąt minut mogących solidnie przetestować cierpliwość oraz wytrzymałość szarych komórek. Niewątpliwie najlepiej grało mi się jednak we troje. Elekt staje się wtedy grą bardzo umiejętnie balansującą pomiędzy odrobiną chaosu, szczęścia w kartach, a także przygotowanej i skutecznie egzekwowanej strategii. Zdecydowanie na plus zaliczyć też trzeba jej regrywalność. Ma za sobą już całkiem sporą ilość partii (2, 3 jak i 4-osobowych) i cały czas miałem poczucie, że na stole dzieje się troszkę inna historia.

Jeżeli jednak tego wszystkiego byłoby Wam mało, to spokojna głowa. What The Frog o tym też pomyślało. Istnieje możliwość dokupienia rozszerzeń z dodatkowymi kartami. Ja przetestowałem „Artefakty” oraz „Minstrela” i muszę przyznać, że pomimo konieczności uczenia się kolejnych mechanik i zagrywek, wspomniane dodatki w bardzo ciekawy sposób ubarwiły Elekta.

Daj się ponieść uniwersum Elekta

Całość idealnie wspierają kapitalne grafiki stworzone przez Katarzynę Malinowską. Muszę przyznać, że od dawna nie spotkałem się z grą tak dobrze wydaną pod względem wizualnym i jakościowym. Karty prezentują się niesamowicie. Widniejące na nich postaci przemawiają do wyobraźni z uwagi na rewelacyjną „kreskę”  i bez dwóch zdań ogromy talent artystki. Jest to jedna z gier, którą warto mieć właśnie z uwagi na ten aspekt.

Słowa uznania należą się też What The Frog za decyzję dotyczącą sposobu prezentacji Elekta. W pudełku znajdziemy nie tylko świetnej jakości karty (sztywne, grube, przyjemne w dotyku) czy pozostałe elementy jak np. czytelne i wyraziste żetony. Jest tutaj także specjalnie na potrzeby Elekta wydany album inspiracji zatytułowany „Echo światów”, z pięknymi grafikami oraz poszerzającymi naszą wiedzę o tym specyficznym uniwersum dodatkowymi tekstami. Muszę też wspomnieć o zestawie rewelacyjnie wyglądających pocztówek z grafikami ukazującymi arkana Elekta. Chcecie wyszykować niespodziankę swoim znajomym i przesłać im absolutnie niestandardową pocztówkę z wakacji? Warto rozważyć propozycję od What The Frog!

Istną wisienką na torcie jest natomiast płyta CD z muzyką, którą specjalnie na potrzeby tego wydawnictwa skomponował Nikola Todoroski. Rewelacyjny pomysł, a do tego jeszcze lepiej zrealizowany. Brzmienia wyczarowane przez Todoroskiego wzmacniają wrażenia z rozgrywki w sposób jeszcze bardziej skuteczny. Tak się to powinno robić!

Na zakończenie jednak mała uwaga. Uniwersum Elekta nie wszystkim może przypaść do gustu. Jest mocno osadzone w mrocznych, okultystycznych, mistycznych klimatach dark fantasy, co może budzić u niektórych mały dyskomfort. Jeżeli jednak ciemne strony sztucznie wykreowanych światów nie są Wam obce, to Elekt na długo zatrzyma Was przy stole. Ja, bardzo gorąco i serdecznie tą grę polecam.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Możesz używać tych tagów HTML i artrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*