Wampiry odchodzą w zapomnienie

Końcówka 2022 roku to jak zwykle jesienno-zimowy wysyp gier, na których czele pewnie stanął Kratos z God of War: Ragnarok. Jednak w tym samym czasie bez wielkiego rozgłosu, na rynku pojawiła się polska produkcja Evil West. Dostając obie gry do recenzji i poznając nowe przygody Kratosa i Atreusa, postanowiłem zrobić sobie przerwę i udać się na Dziki Zachód opanowany przez wampiry. Okazało się, że slasherowa strzelanina studia Flying Wild Hog, nie tylko wciągnęła mnie bez reszty, ale dodatkowo jest moim pozytywnym zaskoczeniem roku.

Głównym bohaterem jest Jesse Rentier, najskuteczniejszy agent organizacji zwalczającej nadprzyrodzone siły. Łowca potworów ma ręce pełne roboty, bo wampiry postanowiły zaatakować Amerykę, knując spisek mający na celu zniszczenie ludzkości. Miejscem akcji jest alternatywna wersja Dzikiego Zachodu i to fani westernowej otoczki będą najbardziej usatysfakcjonowani.

Możesz przygotować się na liczne, krwawe starcia z siłami ciemności, które toczą się w małych miasteczkach, na górskich szlakach czy w ciemnych kopalniach. Bohater bez chwili zwątpienia strzela z rewolweru, strzelby czy obrzyna, ale najwięcej frajdy sprawia mu prototypowa elektryczna rękawica. Ten popisowy „bajer” z dodatkiem srebra, nie tylko ma wielką siłę rażenia, ale też pozwala na wiele różnorodności na polu walki. Dzięki wyjątkowym możliwościom rękawicy, możesz przyciągać wrogów, wyrzucać ich w powietrze czy ciskać nią o ziemię, tworząc wielką falę uderzeniową.

Podczas walki musisz pamiętać o kapsułach energii, wypadających z pokonanych przeciwników i zręcznym połączeniu arsenału z umiejętnościami Jessego. Giwery w późniejszym czasie można upgrade’ować, dodając im elektryczny bonus, szybsze odnowienie strzału czy zwiększone obrażenia. Ulepszanie możliwe jest za pomocą zbieranych dolców, rozsianych po lokacjach. Choć tytuł jest liniowy, to warto sprawdzać dodatkowe drogi, których odwiedziny w większości są opłacalne. Niestety czasami wybierając jedną ścieżkę, nie mogłem już wrócić do tej drugiej i chcąc dowiedzieć się co kryje, trzeba było zaczynać poziom od początku.

Z kolei zdolności to już osobne drzewko, pełne efektownych i efektywnych nowości na polu walki. Tym razem do odblokowania potrzebne są punkty atutów, zdobywane za kolejne punkty doświadczenia bohatera. Jesse może dostać większy pasek zdrowia, skuteczny strzał zabierający dużą ilość energii wroga, szybsze uderzenia pięściami lub inne przydatne nowe ciosy i techniki. Wybór jest wielki i po zdobyciu większości umiejętności, starcia są nie tylko bardziej spektakularne ale sprawiają o wiele więcej frajdy.

Pokonani oponenci często chwieją się na nogach, co daje możliwość wykonania atrakcyjnego i niezwykle brutalnego finishera, rodem z serii God of War. Zresztą nawiązań do znanej slasherowej serii jest wiele – choćby wyrzucanie wrogów w powietrze i tam też kończenie ich żywota. Bestiariusz jest obiecujący, począwszy od szeregowych przeciwników, po bardziej wymagających i czasami frustrujących napastników, aż po wielkich, opancerzonych półbossów. Znikający rewolwerowcy, agresywne jednostki z kosami, grube pijawki z tarczami, wybuchające purchawki czy latające wielkie wampiry, to tylko część piekielnych zastępów.

Kluczem do pokonania całych hord armii ciemności, szczególnie w późniejszych etapach pełnych chaosu, jest umiejętne łączenie strzelającego oręża z zaawansowanymi możliwościami rękawicy i korzystanie z uników czy odskoków. Co pewien czas pojawiają się też bossowie, którzy psują wyjątkowo dużo krwi, więc warto szybko poznać ich słabe strony. W chwilach oddechu warto węszyć po mapach, bo możesz nie tylko powiększyć stan dolców, ale też znaleźć wiele notatek nawiązujących do fabuły czy sekretnych skrzyń. Często też będziesz odkładał pada, bo w Evil West jest naprawdę wiele scenek przerywnikowych. Aż zbyt wiele.

Filmiki są pełne humoru i nawiązują do historii, która choć na pierwszy rzut oka wydaje się tylko tłem, to dla chętnych zgłębienia się w niej, będzie wystarczająco wciągająca. Grając na PlayStation 5, czasami podczas intensywnych bojów odczuwałem spadki płynności rozgrywki, która ogólnie była wyjątkowo płynna (60 fps). Graficznie mogło być trochę lepiej, bo niektóre momenty są świetne, ale jest nierówno i czasami natrafiałem na brzydsze sceny. Podobnie jest z animacjami w przerywnikach, jednak to nie jest gra AAA i warto mieć to na uwadze.

W Evil West kwintesencją jest walka i proste zagadki środowiskowe. Jeśli odwiedzasz kolejną lokację, to możesz być pewny, że za chwilę pojawią się zastępy okropnych stworów. Fani tego typu gier akcji będą bawić się znakomicie, dla innych rozgrywka może być zbyt powtarzalna. Jednak co najważniejsze – strzelanie, używanie rękawicy, uniki i ciągłe doskonalenie skilla, dają wyjątkowo dużo radości. Dodatkowo kampanię możesz przejść w kooperacji (niestety tylko ze znajomymi) i ramię w ramię z kolegą, stawić czoła licznym grupom krwiopijców.

Podczas kilkunastu godzin rozgrywki, bardzo przyjemnie było poznawać nowe zdolności bohatera, walczyć z kolejnymi rodzajami potworów i uczyć się lepszych rozwiązań na polu walki. Studio Flying Wild Hog znów pozytywnie zaskoczyło, a ja nie spodziewałem się, że Jesse oprócz eliminacji wampirów, skutecznie odciągnie mnie od przygód boga wojny. Teraz już bez przeszkód i na spokojnie mogę wrócić do opowieści w God of War: Ragnarok.

Plusy

  • walka sprawia wiele frajdy
  • rękawica
  • klimat
  • humor
  • arsenał

Minusy

  • spadki płynności rozgrywki
  • powtarzalność
5

Bardzo dobry

Choć Marcin od dziecka wychowany był na prymitywnych wirtualnych światach, zauroczony jest nimi do dziś. Gry wideo nosi w sercu i od wielu lat przelewa myśli z nimi związane na papier. Recenzjami stara się zaintrygować odbiorcę, w publicystyce zarażać zaś swoją pasją. Poszukiwacz pozytywnych stron życia, ceniący doświadczenie i nieprzychylnie nastawiony do szeroko pojętej głupoty. Tata i Ustatkowany gracz.