Gdybym zapytał o najlepszą grę platformową na konsolę, wielu graczy bez wątpienia wskazałoby produkcję Naughty Dog – Cash Bandicoot. Sam zaliczam się do tego grona, bowiem w przygody rudzielca pogrywam do dzisiaj. Niemniej jednak, w drugiej połowie lat 90. wyszło kilka innych, niezwykle ciekawych tytułów. Wśród nich znalazł się wydany przez Black Bean Games 1 listopada 1996 roku Pandemonium!, który miał niebagatelny wpływ na sukces PSX.

Nikki to młoda, początkująca czarodziejka, której marzy się wielka kariera. Jej przyjaciel Fargus to natomiast pokręcony błazen, który żyć nie może, jeśli czegoś nie przeskrobie. Pewnego wieczoru Nikki prezentuje swojemu przyjacielowi magiczne sztuczki. Niestety, beztroska zabawa magią rzadko kiedy kończy się dobrze. W tym przypadku z pewnego miasteczka zostaje jedynie pokaźnych rozmiarów dziura, bowiem w wyniku błędnie rzuconego zaklęcia pojawia się wielki potwór Yungo i połyka mieścinę wraz z mieszkańcami. Ponieważ okazuje się, że jedynym sposobem na przywrócenie poprzedniego stanu rzeczy jest odnalezienie Maszyny Życzeń, dwójka wybiera się w długą i niebezpieczną podróż.

Prawie 3D

Aby odnaleźć Maszynę Życzeń należało przejść w sumie 18, najeżonych pułapkami i wypchanych po brzegi potworami, poziomów oraz pokonać trzech bossów. Bohaterowie odwiedzili między innymi lochy starego zamczyska, wypełnioną kwasem grotę, spaloną słońcem pustynię, las pająków, baraki żołnierzy, młyn wodny, podniebny smoczy fort, pałac ifryta, lodowe jaskinie, oraz świątynię piorunów. Levele były bardzo ciekawie zaprojektowane. Pełno w nich było ruchomych elementów i ukrytych platform. Interesująco prezentowało się samo przedstawienie rozgrywki. Choć dało się poruszać jedynie w prawo lub lewo, kamera często zmieniała kąt ustawienia, dzięki czemu miało się poczucie głębi. Ponadto, trasa po której się poruszali bohaterowie czasami przybliżała się do ekranu, lub oddalała od niego. Do tego dochodziły jeszcze levele bonusowe, do których dostęp otwierał się po zebraniu odpowiedniej ilości kosztowności rozrzuconych po całym poziomie. Oprócz tego, za zabranie łącznie 300 skarbów, wpadało dodatkowe życie. W zależności od ilości zebranych świecidełek odblokowywał się jeden z dwóch rodzajów poziomów dodatkowych. Pierwszym był Speed Greed, gdzie należało naparzać do przodu nie oglądając się za siebie i przy okazji zbierać kosztowności, a w drugim, jeśli zgarnęło się niemalże wszystkie skarby, swego rodzaju pinball nazwany Full Tilt, gdzie to Ty byłeś bilą. Trzeba było tak kierować bohaterem, aby trafiał na kolejne „łapki” i wyskakiwał coraz wyżej, zbierając przy okazji tony kosztowności.

Każda potwora znajdzie amatora

Na drodze do Maszyny Życzeń stawały wszelkiej maści dziwolągi, które trzeba było, oczywiście, posłać do piachu. Dało się to robić na dwa sposoby:albo wskakując delikwentowi na łeb, albo używając specjalnego ataku. Nikki mogła ciskać zaklęciami: kulą ognistą, promieniem zamrażającym oraz czarem zmniejszającym oponentów. Fargus natomiast mógł sprzedawać soczystego kopniaka z obrotu. Na eksterminację czekały podobne do znanych z przygód Crasha gryzące roślinki, ale także wściekłe żółwie, nawiedzone osy, obrzydliwe pająki, obślizgłe ślimaki, skaczące grzyby i cała masa innych stworów. Szkoda, że walki z bossami były niezwykle słabe. Pierwsze dwie były czystą formalnością, a z kolei ostatnia wymagała małpiego sprytu. Gra została wydana kilka miesięcy później, niż wspomniany na początku Cash Bandicoot, a mimo to wyglądała gorzej. Owszem, było kolorowo, wręcz cukierkowo, lecz pikseloza potrafiła konkretnie uprzykrzać zabawę. Ponadto, wszystko wydawało się być zbyt kanciaste. Począwszy od samych poziomów, przez potwory, a na bossach kończąc. Całe szczęście, że oprawa dźwiękowa wypadała kozacko. Wesołe melodie przygrywające w tle doskonale się komponowały z dziwacznymi dźwiękami wydawanymi przez otwory oraz samych bohaterów. Należy zaznaczyć, że mimo sielankowego klimatu Pandemonium!, ze względu na wyśrubowany poziom trudności, nie była grą dla dzieci. Końcowe poziomy stanowiły prawdziwe wyzwanie, nawet dla starych wyjadaczy.

Oczarowany do dziś

Przyznam się bez bicia, że do Pandemonium! od czasu do czasu wracam. Jednakże tylko i wyłącznie, aby przejść któryś z leveli, a nie całą grę. W dobie cudownie wyglądających, złożonych tytułów, produkcja Crystal Dynamics może być jedynie miłym, aczkolwiek chwilowym wspomnieniem sprzed lat. Jeśli nie grałeś spróbuj skombinować sobie egzemplarz, a dowiesz się, jak wyglądały pierwsze platformery na PSX. Może kiedyś pojawi się remake?

Platformy: PSX, Saturn, PC
Developer: Crystal Dynamics
Wydawca: Black Bean Games t
Gatunek: platformowa
Premiera PAL: 01.11.1996 r.

Autor Adam Ginel

Adam to ustatkowany gracz z krwi i kości. Mąż, ojciec, a także wieloletni miłośnik elektronicznej rozrywki w formie wszelakiej. Gry wideo traktuje jako coś znacznie powyżej zwykłego hobby, wynosząc je ponad inne pasje – muzykę i książkę – dostrzegając jednocześnie, jak wiele mają one wspólnego z innymi sferami jego zainteresowań.