Komiks Żywe trupy, tom 4 – recenzja

Komiks Żywe trupy, tom 4 – recenzja

Lektura trzech pierwszych tomów Żywych trupów rozbudziła mój apetyt na zgniłe mięso. Muszę przyznać, że zamykając czwarty tom z jednej strony czułem się w pełni “najedzony”, ale z drugiej – nie mogłem się doczekać kontynuacji.

W czwartym tomie akcja nabiera jeszcze większego tempa, pojawiają się nowe kultowe postaci, ale – przede wszystkim – sama opowieść trzyma nadal bardzo wysoki poziom.

Zeszyt otwiera scena z Michonne, która ostatecznie trafia za pozornie bezpieczne mury więzienia. Tam Rick staje w obliczu nowego zagrożenia z wewnątrz, a w dodatku – wraz z przybyciem Michonne – sprawy między kilkoma lokatorami zakładu karnego mocno się komplikują. Rick traci autorytet grupy, przez co sytuacja coraz bardziej wymyka mu się spod kontroli. Główny bohater zaczyna staczać się po równi pochyłej, gdyż przestaje sobie radzić z presją, a to z kolei wywołuje jedynie kolejne słowa krytyki. I tak błędne koło się zamyka, czego efektem jest finał, w którym Rickowi ostatecznie puszczają nerwy.

Bardzo podoba mi się sposób narracji. Nie ma tu zmarnowanych stron – niemalże każdy kadr wnosi coś do opowieści. Świetnie sprawdza się wielowątkowość. Autor sprytnie przeplata kilka historii, dzięki czemu całość tworzy bardzo smaczne danie. W trakcie lektury złapałem się na tym, że komiks Żywe trupy w rzeczywistości faktycznie nie jest wcale opowieścią o zombie. Umarlaki szybko zeszły na drugi plan, zdążyłem się do nich wręcz przyzwyczaić.

Za rysunki ponownie odpowiedzialny jest Charlie Adlard. Nadal nieco tęskniłem za kreską Moore’a z pierwszego tomu, jednak zacząłem się też przyzwyczajać do stylu Brytyjczyka. Bez wątpienia świetnie wychodzą mu krwawe sceny w odcieniach szarości. Najbardziej podobały mi się jednak duże kadry, szczególnie z truposzami w roli głównej. Przykład znajdziesz poniżej. Jak dla mnie to małe dzieło sztuki. Wciąż mam natomiast niedosyt, jeśli chodzi o ilość detali oraz małe kadry z twarzami. Czasami jest bardzo nierówno. Są sceny dopieszczone w najdrobniejszych szczegółach, a z kolei niektórym zdecydowanie przydałoby się “dopieszczenie”.

Końcówka czwartego tomu to poruszający monolog Ricka, w którym ewidentnie coś “pękło”. Co tu dużo gadać – od razu chce się sięgnąć po kolejny zeszyt.

Adam to ustatkowany gracz z krwi i kości. Mąż, ojciec, a także wieloletni miłośnik elektronicznej rozrywki w formie wszelakiej. Gry wideo traktuje jako coś znacznie powyżej zwykłego hobby, wynosząc je ponad inne pasje – muzykę i książkę – dostrzegając jednocześnie, jak wiele mają one wspólnego z innymi sferami jego zainteresowań.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Możesz używać tych tagów HTML i artrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*