18 lat czekaliśmy na Metroid Prime 4: Beyond. 18 długich, pełnych perypetii lat. Wieńczące trylogię Corruption ukazało się w 2007 roku. Od ogłoszenia prac 10 lat później zaliczyliśmy reboot i zmianę studia z Bandai Namco Singapore na Retro, oryginalnych ojców serii. Aż do grudnia 2025, gdy otrzymaliśmy powrót pierwszoosobowej interpretacji kosmicznej sagi Metroid. Jak to wyszło? Cóż, widać blizny i bóle bogatej w przygody produkcji. Sprawdźmy wersję na Nintendo Switch, jeszcze to poprzednie.
Metroid Prime 4 zaczyna się od trzęsienia ziemi. Łowczyni nagród Samus Aran zostaje wezwana na planetę Tanamaar, by tam zapobiec ataku piratów na ośrodek badawczy Galaktycznej Federacji. Tam okazuje się, że piratami dowodzi Sylux – wprowadzony w Metroid Prime: Hunters łowca nagród z niewyjaśnioną urazą wobec federacji i Samus. Szybko dochodzi do kryzysu, bo promień blastera trafia w badany w ośrodku artefakt. Cała placówka, a także Aran i piraci, przenoszą się na odległą planetę Viewros. Tam, Samus zastaje ruiny zaawansowanej cywilizacji – pozostawione przez nich zapiski dają jej nie tylko instrukcję, jak opuścić planetę, ale też proszą, by kultywować pamięć o Lamorn. W tym celu obdarzają Samus mocami parapsychicznymi, które pomogły cywilizację rozwinąć… ale i zniszczyć.

Pomimo „czwórki” na końcu, Beyond stoi nieco w rozkroku jako sequel. Z jednej strony, jest to ewidentny „miękki reboot” sagi. O tytułowej Metroid Prime ani widu, ani słychu, a i przeniesienie akcji na całkowicie nową, odległą planetę sugeruje próbę ponownego wprowadzenia graczy w serię. Z drugiej, głównym antagonistą jest… postać wprowadzona w grze wydanej jeszcze na Nintendo DS, którą ostatnio widzieliśmy 9 lat temu w chłodno przyjętym spin-offie Federation Force w który nikt nie grał.
Metroid Prime 4 znajduje się w trudnej, sequelowej sytuacji
Mamy więc niby grę zarazem dla nowych i starych fanów serii, ale… ci pierwsi nie potrzebują specjalnego głaskania, a ci drudzy na faktyczne domknięcie ponad 10-letnich wątków będą musieli poczekać do „piątki”. Sylux, niestety, odgrywa dość minimalną rolę w tej historii i gra mocno sygnalizuje na końcu, że o nim będzie więcej dopiero w sequelu.
Dużo obaw wywołali „członkowie drużyny”, którzy towarzyszą Samus na Viewros. Other M zostawiło po sobie pewną pokoleniową traumę, więc teraz każda próba wprowadzenia dialogów czy głębszej fabuły do serii wywołuje (uzasadnioną) panikę. Melduję, że nie ma problemu: kompani z Federacji są w porządku. Nie gadają za dużo, udało się rozpisać wszystkim po przyjemnym wątku. Jeśli już jest problem, to… z Samus Aran. Samus zawsze była wycofaną postacią, ale tutaj trochę przegięto. Najemniczka nie wypowiada ani jednej kwestii przez całą grę, chociaż bohaterowie mówią do niej, jakby oczekiwali odpowiedzi. Większość dialogów wypada dość niezręcznie gdy ktoś zadaje pytanie, a Aran nawet nie odpowie zdawkowym „tak”. Również jej mowa ciała została mocno ograniczona, odbierając jej sporo osobowości ukazanej np. w fantastycznym Metroid Dread.

Reasumując: czy to jest dobra historia? Niespecjalnie – nie wykłada się ona na żadnej prostej, ale głównie dlatego, że nigdy nie zaczyna biegać ponad trucht. Ot, dostajesz raczej przypomnienie o Metroid Prime niż kolejny rozdział. Niemniej, historia Lamorn i upadku Viewros wyszła bardzo fajnie. Kapitalne są szczególnie momenty we wczesnej fazie gry, gdy wraz z Samus de facto absorbujesz obcą kulturę. Mogłoby być tego więcej.
Godne (kolejne) pożegnanie Nintendo Switch
Zanim przejdę do tego, jak się w Metroid Prime 4 gra, to chwilka o wydaniu na poprzednią generację Nintendo. Nie powiem, zaimponowali mi w tym Retro: gra wygląda i działa modelowo (stałych 60 fps). Dużo tutaj, oczywiście, zasługi art designu, bo na planecie Viewros żyła jedna z ładniejszych kosmicznych cywilizacji. Szczególnie dobrze wypadła Volt Forge, kosmiczna kuźnia napędzana wyładowaniami z gigantycznej burzy. Jest to spektakularny zwiastun tego, co Retro może być stać na pełnej mocy kolejnej generacji. Widać oczywiście różnicę w cieniach czy dość silnym aliasingu względem Switch 2, ale Beyond i tak jest najładniejszą grą na tym starym już sprzęcie. W sumie tylko czasy ładowania są trochę przydługie, ale nie ma ich na szczęście zbyt wiele. Fanatycy Metroid czy entuzjaści wizualnego spektaklu, którzy jeszcze nie skusili się na Switcha 2 mogą więc nie czekać na upgrade.
W kwestiach walki Retro wyszlifowało węgiel w diament
Nominalnie, gra jest first person shooterem – z tym, że trzymając ZL naprowadzasz się na przeciwników, a wtedy prawą gałką (czy żyroskopem Switcha) regulujesz kąt ostrzału. Jednak mimo to, walka nie jest clou programu. Nim są wciąż eksploracja, zbieranie ulepszeń i skanowanie otoczenia celem poznani fauny i flory Viewros. Starć niemniej jest trochę więcej, ale też rozgrywają się dużo szybciej. Dobrze, bo występuje tu najlepsza do tej pory iteracja na systemie walki. Poruszanie się i celowanie są bardzo responsywne, wszystko jest bardziej wartkie i dopicowane. Przeciwnicy mają w większości fajne projekty i są one też całkiem różnorodne, czego akurat potrafiło brakować w serii Prime.

Hitem są walki z bossami. Nominalnie, pomysł jest prosty: trzeba strzelić w konkretne punkty na przeciwniku, żeby móc strzelać w jego „pasek życia”. Brzmi prosto – albo jak demonstracja sterowania „myszką” na Switch 2 – ale w praktyce pomaga to ogarnąć chaos starć. Bossowie wymuszają na Tobie opanowanie nowego, wartkiego poruszania się. Areny czy okoliczności starć zmieniają się, każąc Ci improwizować i próbować mocy. Czasem gonisz za bossem na motorze albo walczysz z kompanami, innym razem unikasz pędem ataków obszarowych. Starcia te są najjaśniejszym punktem całej gry i każda okazja do naparzanki z wielkim przeciwnikiem była miłym zaskoczeniem.
W strukturze spajającej skakanie, walkę i eksplorację wychodzi wspomniany konflikt między starym, a nowym. Ostatnią grą w serii jest w praktyce remaster pierwszego Metroid Prime, któremu bliżej do klasycznych Metroidvanii ustanowionych przez starszą, dwuwymiarową siostrę. Metroid Prime 4 kontynuuje jednak kierunek obrany w Echoes i Corruption: bardziej liniowych etapów, z bardziej kinową prezentacją. Ci, którzy wchodzą w Beyond po przygodzie z remasterem mogą zaliczyć spore zdziwko. Prime 4 ma więcej wspólnego strukturalnie z The Legend of Zelda niż z podgatunkiem, który Metroid pomogło stworzyć; choć obowiązkowy powrót do wcześniej zwiedzonych lokacji wciąż tu jest.
Metroid Prime 4 jest „oldskulowe” i to niekoniecznie jest zaleta
Z każdego z poziomów trzeba wyjąć specjalny klucz, żeby wydostać się z Viewros. Same etapy są dość liniowe, prowadząc często z windy do windy. Miejsca wymagające nowego sprzętu otwierają raczej pomniejsze trasy do „znajdziek”, nie całe segmenty lokacji. Zamiast tego, Metroid Prime 4 zmienia poziomy podczas ponownej wizyty. Blokuje ścieżki i drzwi, wymagając od Ciebie szukania alternatywnych dróg z pomocą nowych zdolności. Chociaż ta liniowość jednak przeszkadza, to jest to fajny pomysł i całkiem ciekawa zmiana tempa. Nieźle rekompensują one „korytarzowość” większości lokacji.

Tym bardziej szkoda jednak tej liniowości, że marnuje ona nowe, psychiczne zdolności Samus. Możliwość telepatii czy tworzenia własnych, telepatycznych pocisków to fajny koncept, który mógłby prowadzić do ciekawego łamania ustalonej sekwencji… ale gra ostatecznie dość mało z nimi robi.
Wiele z tego dałoby się łatwiej wybaczyć, gdyby plamy nie dał hub spinający ze sobą lokacje. Pomiędzy poziomami podróżujesz na motorze przez Dolinę Sol, ogromną pustynię… w której w zasadzie niewiele się dzieje i jest mało ciekawa wizualnie. Pustynia zabija iluzję połączonego świata i mocno podcina skrzydła tempu gry. Wrogów jest mało, pobocznych „świątyni” niewiele, do zebrania jest multum obowiązkowych znajdziek w postaci kryształów. Od bazy wypadowej do której musisz czasem wracać oddziela Cię często cała mapa i ekran ładowania. Do tego jedziesz w ciszy – żeby posłuchać jakiejś muzyki, potrzebne Ci do tego specjalne amiibo. Widać resztki jakiejś pierwotnej koncepcji otwartego świata, a ta jedna decyzja mocno podkopuje grę. Dało się te etapy połączyć ze sobą inaczej i zdecydowanie powinno było.
Prime 4 na 4
Koniec końców, Metroid Prime 4: Beyond to dobry tytuł… i to by było na tyle. Jest to bezpieczny powrót w bardzo starym stylu, który jednak niekoniecznie zwiastuje przyszłość serii. Na pewno nie jest to triumfalny powrót na miarę Dread. Z wypowiedzi developerów dowiesz się, że do pewnego stopnia Beyond musieli pozszywać z pozostałości dawnych koncepcji i pomysłów. Szczególnie tej o otwartym świecie, którą moim zdaniem Retro powinno zakopać. Jest więc możliwe, że „piątka” będzie wyglądać już mocno inaczej.
Z dużej chmury był relatywnie mały deszcz, ale to taka przyjemna, wręcz wiosenna mżawka. Dla fanów Metroid jest to mus, dla niedzielnych – już niekoniecznie. Jeśli spodobało Ci się Metroid Prime Remastered i chciałbyś więcej zabawy w tym stylu: bierz. Jeśli nie, to cóż – może warto poczekać, aż na Switcha trafią jeszcze remastery Echoes i Corruption.
