Zbieraj ekipę i walcz!

Ostatnimi czasy kilka razy świetnie bawiłem się z shooterowymi kooperacyjnymi doznaniami, choćby w World War Z czy Zombie Army 4: Dead War. Na kolejne takie wspólne strzelanie jestem łasy i bardzo cieszyłem się ze zbliżającej premiery Back 4 Blood. Ekipa z Turtle Rock Studios ma spore doświadczenie w temacie krwawych strzelanin, choćby z cieszącej się uznaniem serii Left 4 Dead. Okazuje się, że i tym razem twórcy nie zawiedli i dostarczyli (nie tylko fanom L4D) kawał mięsistego, kooperacyjnego i wciągającego shootera.

I choć bawiłem się wyśmienicie to Back 4 Blood ma swoje za uszami. Przed premierą rozgrywka potrafiła zniechęcać błędami technicznymi i lagami, jednak twórcy uporali się z większością problemów. Brak postępów w trybie solo również należy zaliczyć do strzału w kolano, ale ponoć deweloper intensywnie myśli jak wyeliminować to dziwne rozwiązanie. Co się zmieniło? Czy warto ponownie zebrać znajomych i zarywać noce, hurtowo rozprawiając się z umarlakami?

Robaczywy świat

W grze do wyboru jest ośmiu Czyścicieli, którzy posiadają swoje unikalne cechy i zdolności. W tego typu produkcjach fabuła schodzi na dalszy plan i nie inaczej jest w Back 4 Blood. Pasożyt zaatakował ludzi zwanych teraz Robaczywymi, a Czyściciele mając swoje mniejsze cele, muszą przedzierać się od punktu A do B, aby wreszcie (po 4 aktach) wziąć udział w czymś większym i… spektakularnym. Walker, Holly, Mamuśka, Doktorka czy Hoffman choć sami ze swoimi zdolnościami nie zdziałają cudów, to już w czteroosobowej ekipie mają szansę krok po kroku uratować świat.

Czemu tak ważna jest współpraca? Po udanym zabijaniu u Walkera wzrasta precyzja, Doktorka leczy dogorywających bohaterów, Hoffman dodaje amunicji, a Mamuśka szybko podnosi członka drużyny po upadku. Jeśli dobierzesz się w sam raz, to walka nie tylko będzie łatwiejsza ale też każdy będzie na swój sposób pomagał zespołowi. Nie raz przekonałem się o idealnym dobraniu towarzyszy, co wielokrotnie uratowało ekipę przed niepowodzeniem. Lepiej trzymać się blisko siebie i walczyć z głową, bo poza zwykłymi utrudnieniami (horda, bossowie), możesz liczyć na niespodzianki „reżysera sztucznej inteligencji”, sprawiającego że każda potyczka może być inna. Więcej Robaczywych, bardziej wymagający wrogowie, noc czy inaczej rozlokowane stada ptaków, które po spłoszeniu robią hałas informujący o dodatkowych umarlakach do ubicia.

Wybierz swojego ASA

W menu do wyboru masz szybką rozgrywkę, kampanię kooperacyjną i tryb Rój. Choć można grać samemu wraz z pomocą NPC, to twórcy wybrali dziwne rozwiązanie, które nie pozwala w pojedynkę rozwijać się postaci i zmusza do gry ze znajomymi lub szukania śmiałków podczas automatycznego dobierania graczy. Po rozegraniu kilku meczy samemu i braku możliwości odblokowania nowych kart, od razu postanowiłem poszukać ekipy. No właśnie, kart. To jest prawdziwy strzał w dziesiątkę twórców, którzy wymyślili świetne urozmaicenie gry, z pewnością znacznie przedłużające jej żywotność. Po każdej wspólnej rozgrywce dostajesz punkty, za które możesz odblokowywać nowe karty do swojej talii.

Wspomagacze z kategorii Refleks, Dyscyplina, Tężyzna czy Szczęście nie tylko ułatwiają zabawę ale też dają zielone światło na zdobywanie coraz to nowych umiejętności, pozwalających zmieniać rozgrywkę. Nóż zamiast pięści, większa torba na amunicje/granaty, rękawice strzeleckie ułatwiające szybszą zmianę broni, kombinezon ochronny, energetyk dodający szybkości, witaminy czy lepsza widoczność miedziaków to tylko niektóre z kart. Im dalej w robaczywy las, tym karty są bardziej zaawansowane i jeszcze bardziej przydatne w użyciu. Nie wszystko złoto co się świeci i podczas rozgrywki często pojawiać się będą karty utrudniające strzelanie, jak dodające zdrowia dla wroga czy sprawią, że zaatakują drużynę dodatkowe hordy. Dla fanów długiego i skrupulatnego dobierania umiejętności, ten aspekt będzie wybornym podwieczorkiem po pysznym obiedzie.

Nieco gorzej zapamiętam tryb Rój (PvP), polegający na jak najdłuższym pozostaniu przy życiu w starciu z hordami Robaczywych, kierowanych przez graczy. Kolejna runda to skok w buty tych złych i krwawa walka z Czyścicielami. Choć na papierze ten tryb mógł być interesującym dodatkiem to osobiście przeszkadzał mi chaos na mapie, błędy i… najzwyklejsza nuda podczas starć.

Poczuj ten strzał

Niezaprzeczalnie największymi plusami Back 4 Blood po talii kart, z pewnością są świetnie zaprojektowane miejscówki i fun ze strzelania. Każdy z aktów to całkiem inne amerykańskie tereny do odwiedzenia, różnorodne lokacje i wpadające w pamięć miejscówki. Mały kościółek na wzgórzu, domki kempingowe nad jeziorem, kopalnia, ulice miasta czy… szkoła wraz z salą gimnastyczną, momentalnie kojarząca się z podobną akcją w The Last of Us. Jeśli dodasz do tego genialny dźwięk i wszelkie robaczywe odgłosy (stękanie, piski, wycie – wypisz, wymaluj Clikery z TLoU) to możesz przygotować się na szaloną jazdę, szczególnie na wyższych poziomach trudności. Lokacje wyglądają świetnie, cieszą detalami i co najważniejsze, można poczuć klimat odwiedzanych miejsc, maksymalnie wczuwając się w rozgrywkę.

Pukawek do wyboru jest wiele i każdą z nich możesz przetestować, przebywając w Fort Hope, czyli takim hubie gry. Tam nie tylko możesz odpocząć od intensywnego strzelania ale też przetestować giwery, spersonalizować postać, sprawdzić swoje dokonania czy zaopatrzyć się w nowe karty w dziale linie zaopatrzenia. Poza kartami dodającymi zdolności, możesz też odblokować nowe skórki, odznaki, graffiti czy inne elementy kosmetyczne. Co byś nie wybrał w temacie giwer to radocha ze strzelania jest na najwyższym poziomie. Bronie wyglądają wyśmienicie, pozwalając swoim użyciem na dodatkową satysfakcję z ubijania hord Robaczywych, a każdy kupiony czy znaleziony dodatek (kolba, celownik, powiększony magazynek) jeszcze bardziej zachęcają do kolejnego eksperymentowania. Z pewnością wiele w tym zasługi kontrolera DualSense z adaptacyjnymi triggerami, które choć na początku nieco „przeszkadzały” i kręciłem nosem, tak po dłuższym użytkowaniu dodawały realizmu.

Zostań Czyścicielem

Poza skandaliczną decyzją o braku rozwijania postaci w trybie dla pojedynczego gracza czy zdarzających się błędach technicznych (detekcja kolizji, lagi przed premierą) to można też narzekać na małą różnorodność wrogów. Wielki Ogr, frustrujący Wyjec, denerwujący Łamacz czy palące się jednostki, szybko się powtarzają i choć podczas atakujących hord, potrafią zjeżyć włosy na głowie, to przydałoby się jeszcze więcej odmian przeciwników. Z drugiej strony prawda jest taka, że przez kilkanaście długich godzin, za każdym razem ciężko było zakończyć tę shooterową przygodę i czas licznych misji leciał błyskawicznie. Radocha ze strzelania, kapitalny design lokacji, szybkie wyszukiwanie meczy, wachlowanie talią kart, płynna rozgrywka czy rewelacyjne dźwięki otoczenia (grałem na słuchawkach) sprawiły, że Back 4 Blood dostarczyło mi świetnych emocji i samych pozytywów w temacie kooperacyjnego strzelania.

Można być niemal pewnym, że tytuł zapewni setki godzin fanom Left 4 Dead, a reszta również będzie bawić się wyśmienicie. Planowane dodatki urozmaicą i przedłużą rozgrywkę wraz z talią kart, dzięki której na długo można zatracić się w planowaniu, wymienianiu kart czy dopasowaniu talii do swoich preferencji. Po beta testach byłem średnio nastawiony ale pełna wersja całkiem mnie kupiła i chcę dużo więcej. Zaraz wracam do czyszczenia, a Tobie radzę zawitać do Fort Hope i spróbować swoich sił. Łatwo nie jest ale satysfakcja z ukończonego poziomu daje wiele radości, wręcz nie pozwalając na zakończenie robaczywej przygody.

Plusy

  • kapitalny design miejscówek
  • fun z zabawy
  • klimat
  • strzela się wyśmienicie
  • talie kart dają radę
  • dźwięk

Minusy

  • błędy techniczne, lagi
  • brak postępów w trybie solo
  • chaos w trybie Rój
4

Dobry

Choć Marcin od dziecka wychowany był na prymitywnych wirtualnych światach, zauroczony jest nimi do dziś. Gry wideo nosi w sercu i od wielu lat przelewa myśli z nimi związane na papier. Recenzjami stara się zaintrygować odbiorcę, w publicystyce zarażać zaś swoją pasją. Poszukiwacz pozytywnych stron życia, ceniący doświadczenie i nieprzychylnie nastawiony do szeroko pojętej głupoty. Tata i Ustatkowany gracz.