Piotr Musiał – część 2 wywiadu z kompozytorem muzyki m.in. do Frostpunk i This War of Mine

piotr musiał interview 2

Niewiele ponad dwa tygodnie temu opublikowaliśmy pierwszą część wywiadu z Piotrem Musiałem. Dziś serwujemy Wam kontynuację naszej rozmowy. Szykujcie kawkę/herbatkę i zapraszamy do lektury!

Pierwszym tytułem przy którym spotkałem się z Twoją muzyką był This War of Mine. Kapitalna atmosfera soundtracku w dużej mierze na długie godziny przykuwała mnie do ekranu laptopa. Teraz nawet kiedy ogrywam planszową wersję tytułu z głośników puszczam stworzone przez Ciebie kompozycje. Jak byś opisał siebie z 2014 roku vs Piotr Musiał a’la 2020? Jaką drogę przeszedłeś od rewelacyjnego This War of Mine, aż po święcącego sukcesy na całym świecie Frostpunka?

Ścieżka do TWoM to bardzo osobisty projekt. Specjalnie dla niego nauczyłem się grać na gitarze. Tzn. „nauczyłem” jest słowem bardzo na wyrost, ale wszystkie partie gitarowe są nagrane przeze mnie. Surowa stylistyka i ciężka tematyka gry szybko podpowiedziała mi, że muzyka też powinna brzmieć dość surowo, a amatorsko zagrane gitary pasowały do tej koncepcji idealnie.

Potem był też trailer TWoM: The Little Ones, przy którym mój kilkunastomiesięczny wtedy syn miał okazję zagrać parę dźwięków. To takie małe smaczki, o których pewnie mało kto wie sprawiają, że projekt miło się wspomina i że zostaje w nim dużo pozytywnych emocji.

TWoM pokazał mi, że mogę się dzielić z ludźmi tymi emocjami w muzyce do gier i że gracze są bardzo wdzięcznymi słuchaczami. Myślę, że to był dla mnie przełomowy projekt, nie tylko ze względu na sukces jaki osiągnął, ale też dlatego, że dzięki niemu bardziej ufam swoim instynktom i czasami daję się im ponieść, nawet jeśli wydaje się to nieco ryzykowne.

Osobiście uważam, że powinieneś takie ryzyko podejmować jak najczęściej, gdyż jak widać w Twoim przypadku to się niesamowicie opłaca. Integralną częścią takiego podejścia wydaje się być nieustanny dopływ motywacji i kreatywności. Jak dbasz o to, aby w Twojej codziennej pracy ich nie zabrało?

Staram się zachowywać równowagę i po pracy się odmóżdżać. Spędzam parę godzin z dziećmi i z mózgu zostaje wata. Mission accomplished. Rano startuję na świeżo. Tzn. po paru godzinach z dziećmi, więc w rzeczywistości mózg z waty mam od chwili wsunięcia klucza do studyjnych drzwi.

A tak serio, to większość projektów jest inspirująca i motywująca sama w sobie. Jeśli nie mam w danej chwili nic konkretnego do zrobienia (co jest ostatnio luksusem), to czekam aż się znudzę „nic nierobieniem” i inspiracja przychodzi sama.

Jeśli mam blokadę kreatywną i coś mi nie wychodzi, to w odróżnieniu do wielu kompozytorów z którym rozmawiałem, nie idę na spacer, nie maluję pejzaży, nie składam modeli czy słucham podcastów. Siedzę i dłubię, aż coś wyjdzie. Nieraz to kwestia czasu aż mi się mózg wkręci. A innym razem mam za dużo opcji do wyboru i to mnie blokuje, bo wszystko wydaje mi się, byle jakie. Często wystarczy że po prostu zaakceptuję ten fakt i przyłożę się do pracowania nad tym, co mam.

Z kompozycją to jest trochę jak z układaniem puzzli. Czasami nie wiesz od czego zacząć, czasami nie wiesz co Ci z tego wyjdzie. Ale jeśli postawisz już parę klocków i się przyłożysz, to powoli dojdziesz do celu.

Mam taki jeszcze jeden trick, który mi zawsze pomaga. Lubię sobie zostawić coś do dopracowania na następny dzień. Czyli jeśli np. mam minutę muzyki gotową pod koniec dnia i pomysł co dalej, ale brak czasu na dopracowanie – to szkicuję na szybko tę część. Następnego dnia zacznę od dopracowania, tego co naszkicowałem i w ten sposób wrócę we flow z dnia poprzedniego.

Nawiązanie do układania puzzli to ciekawe porównanie. Co w Twojej dotychczasowej karierze było dla Ciebie największym wyzwaniem pod kątem właśnie takiej układanki i dlaczego?

Ta cała moja podróż muzyczna to jedno wielkie, życiowe wyzwanie, ale w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu. Od plumkania przez szkoły muzyczne, studia, potem szukanie punktu zaczepu w filmie, gamedevie – to wszystko przygoda.

Ale jest jedna błaha rzecz, która ciągle jest dla mnie wyzwaniem. Gdy wchodzę na scenę orkiestry, na pierwszej próbie czy na nagraniu, dyrygent mnie przedstawia i prosi o kilka słów do muzyków. Taki głupi stres, a potem nie pamiętam co w ogóle mówiłem. Ale przyjmuję takie wyzwania. Mam nadzieję, że kiedyś wejdzie mi w krew.

Gdybyś miał cofnąć się w czasie, to jaki moment swojego życia byś wybrał? Oczywiście proszę o uzasadnienie!

Na pewno chciałbym jeszcze raz przeżyć koncert muzyki z Wiedźmina 3, na Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie i koncert muzyki z polskich gier, w tym suity z Frostpunka w Shanghaiu w 2019 r. To naprawdę piękne móc zrobić coś tak fajnego z tak fajnymi ludźmi, dla tak fajnej publiczności. Takie doświadczenia pozostają we mnie na długo i dają potężną dawkę energii do dalszych działań. A potem się wraca stęsknionym do domu, do dzieci i godzinę później – mózg wata, haha!

Skoro nawiązałeś do Wiedźmina, to powiedz jak wspominasz współpracę z Marcinem Przybyłowiczem i Mikołajem Stroińskim? Co Cię najbardziej zaskoczyło?

Zaskoczyło mnie to, jak bardzo fajna i otwarta była to współpraca. Po krótkim briefie miałem prawie pełną dowolność. Przy czym akurat tak się stało, że w odróżnieniu od „podstawki”, „Krew i Wino” było absolutnie w moim klimacie i odnalazłem się w nim bardzo szybko. Bardzo pomogło też, że zanim zaproszono mnie do współpracy, miałem okazję orkiestrować muzykę Marcina i Mikołaja „Wiedźmina 3” i przy tym poznałem podstawy ich stylistyki, do której później łatwiej było mi się dostosować.

A przyznam, że wejście w projekt, gdzie masz już bardzo precyzyjnie ustanowioną stylistykę muzyki potrafi być nie lada wyzwaniem. Bardzo mnie to początkowo stresowało, ale takie wyzwania bardzo lubię i szybko się w nim odnalazłem.

Czy jest jakaś osoba/osoby, na których się wzorujesz, kogo możesz nazwać swoim idolem?

To pytanie pojawia się bardzo często :). Ja po prostu kocham muzykę, przy czym bardzo mało jej słucham. A słucham jak muzyk, więc robię to bardziej analitycznie, co potrafi być niesamowitą przyjemnością, a zarazem i przekleństwem.

W każdym gatunku muzyki można znaleźć coś fajnego, coś co nas zainspiruje czy zaintryguje. Kilku z tych kompozytorów, którzy przez lata mi towarzyszyli i nie przestali intrygować to John Williams, Jerry Goldsmith, Maurice Ravel. Niemniej uważam, że jest tyle ciekawej i różnorodnej muzy na świecie, że grzechem byłoby przykuwać się do jednego stylu czy autora. Wolę czerpać z tej różnorodności i budować coś, co bliżej pasuje temu, co mi w środku gra.

Co możesz powiedzieć o aktualnej sytuacji branży gier z perspektywy kompozytora muzyki. Jakie są w tym momencie największe wyzwania z którymi musisz się zmagać?

Żyjemy w ciekawych czasach, gdzie muzyka w pełni interaktywna/adaptacyjna a nawet generatywna w grach zaczyna być istotnym trendem. Szczerze mówiąc, nie jestem w 100% przekonany do tej koncepcji. Tzn. absolutnie doceniam dokonania Wintory’ego, Deriviere czy Cockera, ale moje doświadczenie opiera się prawie w całości o muzykę w gruncie rzeczy linearną. Przy czym rozróżniłbym temat adaptacyjności i interaktywności w muzyce, gdzie pierwsze z nich dopuszcza „pionowe” przełączanie np. między utworami eksploracyjnymi a combatami nieraz za pomocą krótkich przejść (Wiedźmin 3), a drugie opiera się o skomplikowaną fragmentację „poziomą”. Czyli jeśli np. jesteśmy poza walką, gra nam 15s loopa, a jeśli podniesiemy przedmiot leżący obok, to włączy nam się przejście do innego loopa, który będzie grał do momentu gdy wyciągniemy miecz.

Taka interaktywność w niektórych gatunkach gier wydaje się być zupełnie uzasadniona („Erica” Wintory’ego), ale w moim odczuciu, większość gier skorzysta na swobodzie w muzyce. Bo pomyślmy, że jeśli mamy kompletny scenariusz na muzykę, to paradoksalnie doświadczenie gracza możemy spłaszczyć. Jeśli robimy muzykę wg skryptu, to podajemy graczowi na tacy tylko to, co sami zaprojektujemy. I ograniczamy miejsca na samodzielne myślenie i odczuwanie gracza. Coś, co wydaje mi się jest kluczem w grach. Pewna doza ciągłości, konsekwencji muzycznej, ale i losowości, jaką oferuje muzyka linearna (czy to adaptacyjna czy nie), a dzięki której gracz ma przestrzeń na swoje odczucia, wydaje mi się dostatecznie dobrym argumentem, żeby kontynuować w tym kierunku.

Ale możliwe, że kiedyś zmienię zdanie.

Nad czym teraz pracujesz?

W tym roku przyznam, że dzieje się w mojej pracy bardzo dużo i z takich najświeższych rzeczy (ostatnie kilka miesięcy):

Dopiero co zakończyłem pracę nad serialem „Penny Dreadful: The City of Angels”, do którego skomponowałem część muzyki jako kompozytor dodatkowy.

Miałem też okazję stworzyć muzykę koncepcyjną do vertical slice gry o bardzo znanym IP, której to tytułu nie mogę wyjawić. Gra jest na razie we wczesnej fazie, więc jeśli pojawi się jakieś oficjalne info, to najwcześniej w 2021.

Dołożyłem się też muzycznie jako kompozytor muzyki dodatkowej do koreańskich gier „Blade & Soul” oraz „Aion”

Chyba mogę już powiedzieć, że pracuję nad muzyką do finalnego DLC do Frostpunka – „On the Edge”. Pojawi się kilka nowych, muzycznych rozwiązań. Kto wie, może tak, jak w przypadku „The Last Autumn” usłyszymy nowy motyw główny? Premiera dodatku już niebawem. Myślę, że fani muzyki do podstawki będą zadowoleni.

Życie kompozytora do mediów potrafi być bardzo smutne, bo nie mogę wprost Wam napisać co tam słychać, żebyście się mogli tym podekscytować. Ale mam w tym roku w planach przynajmniej jedną jeszcze grę i spodziewam się po drodze projektów niespodzianek.

Jaki sprzęt pozwala Ci wyzwolić pokłady kreatywności konieczne do sprostania tylu różnorodnym projektom? Opisz proszę swoje studio.

Obecnie mieszkam w bloku, w którym na poddaszu znajdowała się kiedyś pralnia, około 12m2. Stała tu 50-letnia wanna, gazowy piec do podgrzewania wody a w podłodze była dziura na odpływ. Miałem możliwość wynajęcia i zaadaptowania tego pomieszczenia na studio i od kilku lat to moje ulubione miejsce kreatywne.

Mam tu takie ogromne, ale zawsze za małe biurko, na którym stoi mnóstwo sprzętu, który trudno wymienić w całości, a pewnie i nie byłoby to zbyt ciekawe dla większości czytelników. Pracuję na dość mocnym PC (i9 14-rdzeni, 128GB RAM, wiele SSD), na Cubase i Sibeliusie. Mam 3 ekrany – centralnie 32”, obok monitor 24” (na mikser/partytury), na ścianie nad monitorem głównym zawiesiłem TV 32” na którym puszczam video.

Moje odsłuchy to Genelec 8330A z systemem SAM, który dostosowuje je do charakterystyki akustycznej mojego pomieszczenia. Ale i tak większość czasu spędzam na słuchawkach Sennheiser HD650. Na nich komponuję, miksuję i potem sprawdzam na monitorach.

Myślę, że jeszcze w tym roku stanie tu także cyfrowe pianino.

A Jakiej muzyki słuchasz? Ostatnio popularny na FB jest temat „10 albumów, które ukształtowały Twój gust muzyczny”. Jak wygląda Twoja lista?

Stanowię ślepy zaułek dla tego typu tematów :). Bo ja praktycznie nie słucham muzyki tak po prostu, żeby słuchać. Ale mogę sięgnąć w przeszłość i było mniej więcej w tej kolejności:

Elvis Presley (moja pierwsza kaseta od rodziców)

Rod Steward (ogólnie)

Queen

Roxette

Tytus Wojnowicz

Potem już poszło bardziej poważnie:

Romeo & Juliette (1996)

Waterworld (J.N. Howard)

Walk Away (jazz)

Poluzjanci

Im dalej w las, tym rzadziej pojawia się coś konkretnego. Czym więcej tworzę, tym mniej słucham.

I na zakończenie, pytanie z kategorii tych pojawiających się zawsze w naszych wywiadach. Co wg Ciebie oznacza stwierdzenie ustatkowany gracz? Czy możesz siebie zaliczyć do tego grona? Masz jeszcze czas, żeby ogrywać jakieś tytuły?

„Ustatkowany gracz” kojarzy mi się ze stereotypowym obrazem ojca siadającego w weekendy z synem przy konsolowej grze w salonie. Albo może z kimś, kto zamiast competitive multi wybierze tytuł single player – coś dojrzalszego. To ktoś, kto potrafi docenić gry jako medium, formę sztuki. Ale też po prostu wie, kiedy warto odłożyć pada. W pracy lubię sobie robić przerwy na Heroes of the Storm. Sięgam też po inne tytuły, najczęściej grubo po premierze. Bardzo lubię strategie (Starcraft, Civilization), serię Borderlands. Nie lubię gier, w których czuję, że gram w grę. Ale polubiłem walking simulatory i gry fabularne. Kończę właśnie serię gier od Quantic Dream. Można powiedzieć, że chyba się statkuję. Na pewno się starzeję, bo tryb easy jest już dla mnie domyślny w większości gier. Wyczekuję momentu, gdy syn będzie na tyle duży, żeby można było z nim utworzyć ten stereotypowy obraz.

Piotr, bardzo dziękuję za tą obszerną rozmowę! Trzymamy kciuki za aktualne i kolejne projekty!

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Możesz używać tych tagów HTML i artrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*