Planet of Lana II: Children of the Leaf rozpoczyna się od zastrzeżenia: prócz wstępniaka, nie będzie napisów ani znanego Ci języka. Gra streści Ci szybko wydarzenia z pierwszej części, ale to by było na tyle. Reszta rozgrywa się w wymyślonym języku, interpretacja wydarzeń i dialogów spoczywa na Tobie. Koncept narracyjnej platformówki opowiadającej bez słów jest, oczywiście, starszy niż węgiel. Niejednemu Ustatkowanemu Graczowi właśnie mignęły przed oczami obrazy z Another World, Flashback czy Heart of Darkness. Z kolei niejeden Młodszy Ustatkowany Gracz przypomniał sobie chociażby Limbo czy INSIDE.

No i w tym zawiera się mój problem z drugą częścią Planety Lany. Jak na grę zostawiającą mi pole do interpretacji, nalega ona na tłumaczenie mi krowa na rowie tego, co się dzieje.
Planet of Lana II za dużo gada
Planet of Lana II opowiada o tytułowej Lanie, dziewczynce, która żyła sobie w spokoju na planecie Novo w swej wiosce, aż obce roboty nie zaczęły porywać z niej ludzi. W toku pierwszej częściej udało się jej rozwiązać ten problem razem z Mui – małym, kotopodobnym stworkiem, który miał z owymi maszynami dziwny związek. Kłopot ten został rozwiązany, ale Lana jest niespokojna, pragnie przygód… I zresztą szybko dostanie swoje życzenie, bo dochodzi do kolejnej inwazji na Novo w której jej rodzina znów zostaje zagrożona.
Mój podstawowy problem z Planet of Lana II jest taki: jest to historia o zaufaniu, która deklaruje że zaufa odbiorcy… a potem nie potrafi tego faktycznie zrobić. Fantastyczną ilustracją tego są sceny z prologu. Siostra głównej bohaterki zapada w śpiączkę z której da się ją wyciągnąć za pomocą specjalnej mikstury. Ktoś maluje Lanie szybko na kartce czego potrzebuje. Gra nie dość, że podpisuje kartkę słowami „lek dla siostry”, to jeszcze wyświetla na ekranie cel Twojej misji: „znajdź lek dla siostry”. Chwilę później, rujnuje przejmującą scenę dając Ci zadanie „odwiedź rodziców” i pokazując na kartce malunek dwóch grobów, choć reżyseria wskazuje, że scena miała być niespodzianką. Przykładów jest więcej i żaden z nich się nie uzasadnia.

Jeśli dobrze pamiętam i widzę z gameplayów, to pierwsza część tego nie robiła. Nie wiem, czy to twórcom z Wishfully zabrakło pewności siebie, czy może zainterweniował wydawca. Wiem, że zwyczajnie mnie to irytowało i wybijało co rusz z rytmu. Nie będę spoilował więcej z Planet of Lana II, ale jest to prosta, chwytająca za serce historia i ona po prostu takiej łopatologii nie potrzebuje. Nawet wspomniane intro, gdzie gra łamie swoje reguły i Lana streszcza „jedynkę” po angielsku, mogłoby się obyć bez narracji. Tak jest, niestety, przez większość gry; dopiero w końcówce tytuł się „przymyka” i pozwala wreszcie zanurzyć się w tej historii.
Planet of Lana II nie wymyśla prochu, kontynuując myśl poprzedniczki
Abstrahując od tego, w jaki sposób Planet of Lana II opowiada, gra jest solidną narracyjnplatformówką. Podczas zabawy kontrolujesz Lanę i Mui. Dziewczyna może skakać, wspinać się, przesuwać przedmioty i wajchy czy przejmować kontrolę nad wyłączonymi robotami. Mui sterujesz wskazując miejsce w które ma się udać za pomocą prawej gałki i wciskając R1. Przytrzymując trójkąt kotek wysyła puls elektryczny którym wyłącza maszynerię, ale też np. przejmuje kontrolę nad wybraną fauną i florą na Novo. Gros zagadek polega więc na byciu w dwóch miejscach na raz lub zorganizowaniu trasy dla drugiej postaci z wykorzystaniem otoczenia.

Z rzadka trzeba stawić czoła zagrożeniom, zwykle przez ich omijanie. Lana i Mui padają „od jednego strzału”, więc czasem ich przeżycie będzie wymagać prób i błędów. Nie ma tu jednak bardzo wielu elementów czysto zręcznościowych. Okienka przekradania się są dość łagodne, nie ma QTE, czeka raptem jedna, prosta „walka” z bossem i dwa segmenty ucieczki. Również zagadki są tak „w sam raz”. Sfrustrowałem się może raz w ciągu zabawy z powodu czytelności otoczenia. Plusem jest też, że gra nie nadużywa swoich pomysłów i żadna mechanika nie męczy tu buły. Inna rzecz, że brakuje też tutaj takiej prawdziwej „petardy”, jakiegoś puzzla czy segmentu który zostałby z człowiekiem na dłużej.
Znowu jest ślicznie na Planecie Lany (II)
Na pewno wiele pozwala wybaczyć fantastyczna oprawa audio-wideo. Planet of Lana II nie ustępuje pod tym względem poprzedniczce, jest to po prostu piękny tytuł. Muzyka kompozytora Takeshiego Furukawy (m.in. The Last Guardian!) punktuje akcję perfekcyjnie. To „przygodowa” orkiestra, ale wolna od nachalnego sentymentalizmu czy smyczków szturchających Cię, że teraz trzeba płakać. Animacje bohaterów stoją na wysokim poziomie – to zresztą jeden z powodów, czemu tłumaczenie celów zadań czy wydarzeń jest całkowicie zbędne.
Również lokacje po których przyjdzie Ci platformować są śliczne, zwłaszcza w drugiej połowie gry, nawet jeśli nie są specjalnie oryginalne. Mógłbym się co najwyżej przyczepić czasem do czytelności w ostatniej trzeciej zabawy. Występuje tu słynna „żółta farba” oznaczająca elementy interaktywne… ale zbyt mało wybija się ona z teł w ostatniej godzinie-dwóch rozgrywki.

Przygoda mocno niezobowiązująca
Koniec końców, Planet of Lana II to udany indie platformer i udany sequel. Szkoda, że zupełnie niepotrzebnie podcina sobie skrzydła nachalną ekspozycją. To wciąż tytuł warty zagrania, ale też po prostu słabszy od „jedynki”. Obiecywano więcej, bardziej, ale trochę się przeliczono. O ile pierwszą część można było skończyć w ok. 3,5 godziny, „dwójkę” zrobisz w raptem pięć.
Jest natomiast jeden szkopuł, który chyba najbardziej wpływa na moją ocenę. Planet of Lana II jest ewidentnym „środkowym rozdziałem” trylogii i kończy się bardzo surowym „cliffhangerem”. Poprzedniczka opowiadała zamkniętą historię zostawiając sobie duże pole do dopowiadania. Z kolei część druga już niczym Halo II zapowiada, że finał zobaczysz dopiero w następnej grze. Stąd mnie, pomimo świetnie wyreżyserowanego finału, został po grze głównie niedosyt.