Polskie gry mobilne

Coraz więcej polskich ekip developerskich tworzy gry mobilne. Co ciekawe, wiele produkcji jest naprawdę godnych uwagi. Postanowiliśmy więc zebrać w jednym miejscu najciekawsze, naszym subiektywnym zdaniem, pozycje. Podobne zestawienia będą pojawiały się na łamach Ustatkowanego Gracza regularnie, więc jeśli interesują Cię mobilne tytuły, wspomniany cykl dedykowany będzie właśnie Tobie!

Sierpień oferował sporo polskich gier mobilnych stworzonych przez rodzimych developerów, jednak według mnie, cztery z nich  zasługują na zainstalowanie ich na Twoim urządzeniu.

Enigmatis 3: Cień Karkhali

Enigmatis 3Finał najbardziej znanej serii w dorobku Artifex Mundi – Enigmatis – przeniesie Cię do Karakorum – tchnących mistycyzmem świątyń, tajemniczych jaskiń, malowniczych wiosek oraz tętniących dziką przyrodą niedostępnych gór.

Dwójka bohaterów powraca do Maple Creek w celu odnalezienia wskazówek, mających pomóc im ustalić dokąd udał się Kaznodzieja – główny antagonista. Udaje się im odkryć ostateczny cel podróży upiornego przeciwnika – niedostępne góry na krańcu świata, gdzie w świątyni, na ośnieżonym zboczu spoczywa sekret, który pozwoli mu przejąć władzę nad światem!

Enigmatis 3 jest tytułem reprezentującym HOPA, który z czystym sumieniem polecam, jeśli lubisz ten gatunek. Znajdziesz tu wszystko, co w nim charakterystyczne, czyli interesujące zagadki, wciągającą fabułę i piękną grafikę.

Grę na Androida możesz pobrać pod tym linkiem.

Escape from the Universe

Escape from The UniverseUwielbiam kosmiczne strzelaniny utrzymane w staroszkolnym klimacie, dlatego szybki rzut oka na screen Escape from the Universe od rodzimego Cat-astrophe wystarczył, abym pobrał grę na swój smartfon. Z czystym sumieniem mogę napisać, że w moim mniemaniu jest to najlepsza polska aplikacja mobilna w sierpniu.

Młodzi twórcy nie dość, że postarali się o tło fabularne, to jeszcze dostarczyli szereg zróżnicowanych misji oraz możliwość rozbudowy statku kosmicznego, za sterami którego przyjdzie Ci zasiąść. Wojna z kosmitami wyczerpała ludzkość, rozsiewając niedobitków po całej galaktyce. Włóczędzy, piraci oraz tajemnicze obce istoty błąkają się teraz we wszechświecie, walcząc o każdy skrawek metalu i o własne życie. Jednym ze wspomnianych rozbitków jesteś właśnie Ty. Na drodze do ucieczki z kosmosu czeka Cię jednak cała masa niebezpieczeństw…

Misji do ukończenia jest bodajże nieskończona ilość; grałem przez bite dwa tygodnie i wciąż pojawiały się nowe, podzielone na kilka rodzajów wyzwań, zaś każdą z nich poprzedza przedzieranie się przez deszcz meteorytów. Następnie otrzymujesz konkretne wytyczne, które stanowią o powodzeniu zadania. Raz będziesz musiał zestrzelić wymaganą liczbę wrogów, a innym lecieć jak najszybciej będzie to możliwe. Czasami trzeba złapać wyznaczony cel, a nawet wysiąść z kokpitu i na piechotę zająć się hordami obcych. Nie mogło również zabraknąć bossów, na których niezbędne jest odnalezienie odpowiedniej strategii.

Możesz rozbudować swój statek za zdobywane w trakcie przygody kredyty. Ulepszysz pancerz oraz wyposażysz go w lepsze uzbrojenie, co znacznie ułatwi Ci przetrwanie w kosmosie. A musisz wiedzieć, że przejście wątku fabularnego przygotowanego przez Cat-astrophe do łatwych nie należy. Chodzi o to, że zwyczajnie potrzebujesz odpowiednio dopakowanego środka lokomocji. Wrogowie atakują hurtem, często dodatkowo posyłając w Twoją stronę pociski, a dodatkowo musisz uważać na dryfujące w próżni meteoryty.

Udało mi się porozmawiać z założycielami Cat-astrophe. Michalis Kamburelis i Paweł Wojciechowicz opowiedzieli o tym skąd brali inspirację i jak powstawało Escape from the Universe:

“Chcieliśmy nawiązać do gier retro, które wspominamy z naszego dzieciństwa. Od początku jednak wiedzieliśmy, że nie chcemy iść w kierunku pixelartu, którym rynek mobile jest przesycony. Oprawa wizualna miała być minimalistyczna, oryginalna i czytelna. Postawiliśmy więc na proste, geometryczne kształty.

Zdecydowaliśmy się też ograniczyć gamę kolorów do minimum i konsekwentnie się jej trzymać – zarówno podczas rozgrywki, jak i w interface. Kolor ma pomagać graczowi. Po nim da się rozpoznać z jakim typem obiektu ma się do czynienia. Fioletowe są zniszczalne, zielonych za nic w świecie nie uda się ruszyć, a granatowe nie stanowią niebezpieczeństwa.

Poniżej przedstawiamy pierwsze projekty przeciwników. Tutaj też narodziła się paleta barw, której konsekwentnie się trzymaliśmy.

Escape from the Universe enemies

Oszczędna kolorystyka pozwoliła nam również na odpowiednie zagranie planami wszechświata, który przedstawiamy w grze. Gracz, który spędzi trochę czasu w Escape from the Universe będzie umiał rozpoznać, które elementy stanowią zagrożenie. Minimalistyczna grafika pozwoliła nam także na ograniczenie wielkości aplikacji przy naprawdę dużej ilości assetów.

Na screenie poniżej wstępne projekty przeciwników. Projekt: Zuzanna Adamczyk.

Escape from the Universe Wrogowie

Programistów może zainteresować również fakt, że fabuła w grze generowana jest losowo. Spośród kilku szablonów fabuły losowana jest jedna z wersji. To wywołuje ciąg przyczynowo – skutkowy, z którego układane są questy, w trakcie których prezentujemy fabułę. Oznacza to, że łączymy miejsca, NPC-ów oraz przedmioty jakich potrzebuje gracz. Postać X potrzebuje przedmiotu Y, znajdującego się na planecie Z. Całość jest tak skonstruowana, żeby każda fabuła była zabawna, wciągająca i prezentowała jak najwięcej assetów i sposobów rozgrywki.

Większość obiektów w grze jest dwuwymiarowych, stworzyliśmy jednak też kilka modeli 3D z myślą o materiałach promocyjnych.

Escape from the Universe Spaceship

Gra została przyjęta ciepło, dlatego zamierzamy dalej ją rozwijać i mamy nadzieję, że już niedługo będziecie mieli okazję zobaczyć w ruchu nowe lokacje, przeciwników oraz ścieżki fabularne. Planujemy również wydanie gry na sprzęt Apple.

Na koniec zapraszamy do obejrzenia zwiastuna naszej gry, przy którym pomagał nam Piotr Pawlina, któremu bardzo dziękujemy. Utwory, które słyszysz w tle naszej produkcji, skomponował Krzysztof Kowal.”

Tytuł możesz pobrać na Androida pod tym adresem

I Wanna Fly

I Wanna FlyZdążyłem się już przyzwyczaić, że proste aplikacje potrafią przyciągać na tyle skutecznie, że rzeczywiście trudno po ich zainstalowaniu na smartfonie odmówić sobie kolejnej rundy, aby poprawić poprzedni wynik. Właśnie takim tytułem jest I Wanna Fly, rodzimego Woodland Games.

Bohater gry bardzo chciał nauczyć się latać, więc wskoczył do rakiety, poleciał na orbitę i… wyskoczył z niej w nadziei, że nie zostanie z niego mokra plama. Fakt, pomysł na grę to niecodzienny, ale moc produkcji rodaków drzemie w chęci wykręcenia jak najwyższego wyniku, czyli, w tym przypadku, pokonaniu jak najdłuższego dystansu. Całość sprowadza się do szybowania i omijania nadlatujących przeszkód. Możesz to robić dotykając ekranu, co skutkuje desperackim machaniem kończynami i wzlatywaniu bohatera.

Zasady są banalne, ale dzięki temu możesz sobie pozwolić na krótkie sesje z grą w dosłownie każdym miejscu. Zdecydowanie polecam tę grę dzieciakom, ponieważ wyrabia refleks. Oprawa jest pixelartowa, a w trakcie lotu będziesz mógł podziwiać rozmaite tła. Od kosmosu, przez ziemską atmosferę, drapacze chmur, ulicę, kanały, podziemia, a nawet jądro Ziemi.

Skontaktowałem się z twórcami, którzy opowiedzieli o I Wanna Fly.

“Proces powstawania I Wanna Fly nie był szczególnie skomplikowany, a idea pojawiła się podczas prac nad większym projektem, który miał zostać wydany jako pierwszy. Jednak urósł on dość mocno i zdecydowaliśmy się wypuścić najpierw coś mniejszego, żeby nabrać doświadczenia i umiejętności.

plany I wanna fly

Zrobienie oryginalnej i fajnej mikro gry nie jest łatwym zadaniem, bo jest tego na rynku tak dużo, że praktycznie każdy temat, każda mechanika jest kopią. Ale mimo to wpadliśmy na wyjątkowy pomysł ze spadaniem, a ponieważ nie widzieliśmy nigdzie wykorzystania podobnej idei, ta wydała się nam najbardziej odpowiednia. Po zrobieniu szybkiego mockupu już wiedzieliśmy, że będzie się w to przyjemnie grało.

Najwięcej czasu zajęły nam dwie rzeczy. Po pierwsze, zrobienie grafiki, a konkretnie teł – gra przewija się przez kosmos, niebo, góry, miasto, podziemia, jądro ziemi, później znowu podziemia, jaskinia i zapętla się w kosmosie. Po drugie, implementacja reklam i płatności – ale to już bardziej problemy techniczne niż koncepcyjne.

Inspiracjami były proste retro gry z lat 80. i 90., ale większą inspiracją był chyba współczesny pixelart i najlepsze produkcje właśnie z nim związane.”

Grę na Androida możesz pobrać pod tym linkiem.

Scatterfly

ScatterflyJako młody chłopak lubiłem ganiać z siatką za motylami. Dzięki rodzimej ekipie z Leviatating Frog i ich produkcji – Scatterfly – wspomnienia z dzieciństwa wróciły. 3-osobowe studio stworzyło aplikację, którą zdecydowanie polecam najmłodszym graczom, szczególnie dziewczynkom.

Całość sprowadza się do łapania motyli siedzących na kwiatach i jednoczesnym uciekaniu przed pająkiem, dzięki czemu tempo rozgrywki jest odpowiednie i nie ma mowy o nudzie. W trakcie gry zdobywasz unikatowe gatunki motyli, które trafiają do Twojej kolekcji. Ze względu jednak na powtarzalny gameplay Scatterfly może dość szybko się znudzić, jednak po przerwie niezwykle miło jest do niego wrócić, ponieważ aplikacja pozwala się zrelaksować. Twoje dzieciaki będą zachwycone, zapewniam!

Grę na Androida możesz pobrać pod tym linkiem.

Autor Adam Ginel

Adam to ustatkowany gracz z krwi i kości. Mąż, ojciec, a także wieloletni miłośnik elektronicznej rozrywki w formie wszelakiej. Gry wideo traktuje jako coś znacznie powyżej zwykłego hobby, wynosząc je ponad inne pasje – muzykę i książkę – dostrzegając jednocześnie, jak wiele mają one wspólnego z innymi sferami jego zainteresowań.