Kapitalna kampania, udany tryb Zombie i niepociągający multiplayer

Jak wypada tegoroczna odsłona najbardziej znanej strzelaniny? Co ma do zaoferowania i czy przyciągnie fanów serii na dłużej?

Nastała jesień więc to znak, że na horyzoncie pojawiła się nowa część Call of Duty. Fani wirtualnego strzelania tym razem zostają przeniesieni w czasy zimnej wojny, ponownie dostając kampanię fabularną, tryb Zombie i wieloosobowe starcia. Od razu przyznaję się, że w tym roku osobiście miałem inne wirtualne priorytety (choćby Assassin’s Creed Valhalla), nieco zapominając o shooterze wydawanym przez Activision.

Trochę na to wpływ miał setting, przejedzenie się marką Call of Duty i mniejsze zainteresowanie wątkiem Black Ops (na rzecz Modern Warfare). No i stało się, drugi raz w tym roku zostałem pozytywnie zaskoczony już po pierwszych chwilach z kampanią fabularną. Uwielbiam takie momenty, kiedy oczekiwania są niewielkie a wychodzi z tego kapitalna opowieść z czasów kiedy przychodziłem na świat. Zimna wojna pełną gębą!

Tajniacy na nuklearnym tropie

Sprawa jest prosta i zarazem najbardziej skomplikowana. Rok 1981, rosyjski szpieg Perseus może być w posiadaniu, wykradzionej Stanom Zjednoczonym, bomby atomowej która zagraża całemu światu. To nie jest człowiek, który żartuje, zostawia za sobą wiele śladów czy rzuca słowa na wiatr. Trzeba działać szybko i niezwykle skutecznie, więc do tajnej grupy agentów CIA, dołącza niejaki Bell. To właśnie nim będziesz brał udział w większości misji, a sam początek kampanii daje wybrać swoje dane personalne czy umiejętności, pozwalające dopasować je do własnego stylu rozgrywki.

Oczywiście nie wszystko idzie zgodnie z planem, a powracający do gry Woods i Mason (znani z Black Ops) dodają tylko pikanterii całej opowieści. Największym atutem świetnej kampanii fabularnej jest klimat i od czasów pierwszego Modern Warfare i rewelacyjnego World at War nie pamiętam, abym tak wkręcił się w wydarzenia z serii Call of Duty. W Cold War nie tylko się strzela, ale możesz liczyć na przeróżne misje szpiegowskie, nawet z infiltracją głównej siedziby KGB. Ukrywanie ciał, rozwiązywanie prostych zagadek, ciche eliminacje, dreszczyk emocji, kilka wyborów kwestii dialogowych (i rodzajów ukończenia misji) i na końcu konkretna rozpierducha na rosyjskiej ziemi – Cold War ma moc!

A może masz ochotę na szturm kryjówki Perseusa z podejrzeniem miejsca ukrycia bomby? Dynamiczne, spektakularne i pełne akcji misje to oczywiście wizytówka Call of Duty i tego w najnowszej odsłonie nie zabrakło. Pogoń jeepem za samolotem? Jest. Eliminacja wrogów ze snajperki? Naturalnie. „Fruwające samochody”, festiwal wybuchów i wrogowie hurtowo padający jak muchy? Oczywiście. Podczas przerw w zadaniach można wejść do swojej kryjówki i wybrać kolejną misję, przejrzeć dowody (rozwiązywać zagadki) lub spróbować sił w pobocznych wątkach. Sporo frajdy miałem też w pewnej misji, gdzie trafisz do rosyjskiego ośrodka eksperymentalnego pełnego… automatów z grami pokroju Pitfall! czy River Raid, a kiedy indziej nawet spotkasz starego „znajomego” z Modern Warfare. Palce lizać!

Klimat wybornego filmu akcji i mooore braaain

Strzela się bardzo przyjemnie, arsenał jest obfity, a dźwięki pukawek dodają swoją cegiełkę do ogólnego zadowolenia. Szpiegowska intryga ma oczywiście zwroty akcji, ciekawe scenki przerywnikowe i wybór pozytywnego lub negatywnego zakończenia tej intensywnej przygody. Kampania dla pojedynczego gracza choć krótka, to tak bardzo trafiła w moje oczekiwania, że gdybym nie miał w tym czasie jeszcze dwóch innych tytułów do recenzji, od razu ukończyłbym ją jeszcze raz na wyższym poziomie trudności.

Po zadowoleniu z ukończenia trybu dla pojedynczego gracza, od razu wszedłem w kolejną zakładkę, tym razem z obrazkiem umarlaka. Tryb Zombie choć nie odkrywa niczego nowego, przypadł mi do gustu i wcale nie chodzi, że mapa „Die Maschine” ma miejsce w Polsce. Poza tym są jeszcze dwa tryby ale to właśnie penetracja tajemnicy nazistowskiego bunkra daje najwięcej radości. Rdzeń rozgrywki nie zmienił się i ponownie wraz z kompanami trzeba na 1001 sposobów rozprawiać się z półżywymi, odliczać kolejne fale, kupować wspomagacze i odkrywać wejścia do kolejnych obszarów mapy. Bunkier jest wielki, a podczas walki dzieją się dziwne rzeczy wraz z teleportami do innych wymiarów, co tylko dodaje jeszcze więcej świetnej atmosfery do zabawy.

Frajdy jest masa, rozgrywka wciąga i wreszcie nie musisz patrzeć, jak umarlaki w końcu dobiorą Ci się do tyłka. Co pięć fal masz okazję na ucieczkę z miejsca rzezi i cieszyć się z wygranej, z satysfakcją podziwiając końcowe statystyki. Poza tym twórcy połączyli wszystkie tryby sieciowe i tym sposobem grając w Zombie, masz okazję powiększać swój dorobek – doświadczenia i zdobytych giwer, aby potem użyć go w multi i na odwrót.

Jeszcze szybciej, trochę nudniej i bez chwili oddechu

Niestety tryb multiplayer nie oczarował mnie, przegrał z umarlakami i jest najsłabszym ogniwem w produkcji. Oczywiście ponownie dostajesz kilka map i trybów (m.in. Deathmatch, Deathmatch Drużynowy, Kontrola, Umocniony Punkt czy Znajdź i Zniszcz) ale pojawiają się też nowe wariacje – Brudna Bomba, Połączone Siły czy Eskorta VIP-a. Nie jestem doświadczonym graczem trybów multi w Call of Duty ale moje odczucia to kolejny raz to samo, brak jakiegoś naprawdę interesującego trybu czy intensywność rozgrywki ponad normę. Na początku zdarzało mi się umierać raz za razem, nawet podczas… skoków ze spadochronem.

Oczywiście zdobywanie kolejnych poziomów i odblokowywanie arsenału wraz z coraz lepszym skillem, poprawia nieco zabawę, jednak fun nie był tak odczuwalny jak choćby z umarlakami. Brudna Bomba pozwala na starcie 10 czteroosobowych oddziałów, zdobywanie surowca i uzbrajanie bomb. Tutaj rządzi chaos, brak taktyki i pogoń za surowcem – przygotuj się na wiele respawnów i niecenzuralne zwroty. Z kolei Eskorta VIP-a to już bardziej „spokojniejsza” walka wraz z kooperacyjnymi umiejętnościami. W drużynie jest VIP i trzeba go eskortować do jednego z punktów. Pozostali gracze muszą zrobić wszyskto, aby powstrzymać ważną osobę. Taktyka, uwaga i rozwaga to klucz do sukcesu. Warto pamiętać, aby podczas czekania na kolejne mecze dobierać atuty, ulepszać pukawki (dobieranie dodatków do broni) czy sprawdzać postępy wyzwań.

Ogólnie czuję się pozytywnie zaskoczony Cold War bo jest tu co robić i z pewnością kampania fabularna zasługuje na wyjątkową uwagę. Zaskakuje, ma kopa i klimat jakiego dawno nie czułem. Choć graficznie produkcja prezentuje się przyzwoicie (PS4 Pro) i wraz z muzyką pozwala wczuć się w te zimnowojenne wydarzenia, to niestety zdarzyło mi się zauważyć kilka błędów, brak doczytywania tekstur pojawiał się nagminnie, a niebieski ekran z kodem błędu i wywaleniem z rozgrywki (tryb Zombie), niestety nie był przypadkową anomalią.

Jeśli zdecydujesz się na zakup Cold War z pewnością się nie zawiedziesz, bo jest tu co robić i wielu graczy znajdzie coś dla siebie. Przeżyjesz krótki ale intensywny i pełny interesujących misji „wirtualny film”, walkę z umarlakami jaką dobrze znasz i rozgrywki sieciowe pełne trybów ale przewidywalne i niezaskakujące. Wybór należy do Ciebie – całkowicie zawiedziony z pewnością nie będziesz, bo to przecież solidne, nieco zaskakujące i na poziomie Call of Duty.

Plusy

  • kapitalna kampania dla pojedynczego gracza
  • klimat!!!
  • kilka starych klasyków do zagrania (PitFall!, River Raid itp.)
  • tryb Zombie

Minusy

  • niepociągający tryb multi
  • błędy techniczne (doczytywanie tekstur, wyrzucanie z gry)
4

Dobry

Choć Marcin od dziecka wychowany był na prymitywnych wirtualnych światach, zauroczony jest nimi do dziś. Gry wideo nosi w sercu i od wielu lat przelewa myśli z nimi związane na papier. Recenzjami stara się zaintrygować odbiorcę, w publicystyce zarażać zaś swoją pasją. Poszukiwacz pozytywnych stron życia, ceniący doświadczenie i nieprzychylnie nastawiony do szeroko pojętej głupoty. Tata i Ustatkowany gracz.