Wioska cieni z piekła rodem

Po pełnej akcji szóstej części Resident Evil, niemal straciłem wiarę w tę serię i nie spodziewałem się zaskoczenia w przyszłości. Znam wiele takich przypadków kiedy straszenie zostało zastąpione ciągłym strzelaniem więc pogodziłem się i w tym przypadku. Całe szczęście byłem w wielkim błędzie bo w studiu Capcom coś zaiskrzyło, zrobiono burzę mózgów, przemyślano to i owo, aby ostatecznie zrobić dobry ruch i powrócić do korzeni straszenia. Kapitalne Resident Evil VII to najlepsze co mogło spotkać tę znaną i szanowaną markę, bo wiele razy podczas rozgrywki miałem pełne gacie, doceniłem klimat okropnej miejscówki w Luizjanie, a światowa sprzedaż była liczona w grubych milionach egzemplarzy.

Po zapowiedzi Resident Evil Village byłem już niemal pewny, że japoński deweloper podąży tą wcześniej utartą ścieżką, dostarczy kolejny survival horror z prawdziwego zdarzenia i przedstawi dalsze losy pechowego Ethana Wintersa. Niestety nie zdawałem sobie sprawy, że „ósemka” tak bardzo mnie zachwyci, będzie jeszcze lepsza od poprzedniczki i uplasuje się bardzo wysoko jako mój murowany kandydat na Grę Roku.

Wszystkie drogi prowadzą do Village

Trzy lata po koszmarze z Luizjany, Ethan Winters prowadzi normalne życie wraz z żoną i córeczką Rose, jednak pech nie opuścił go i rodzinna sielanka nie trwa długo. Tragiczne wydarzenia pewnej nocy i porwanie córeczki, zmuszają bohatera do odwiedzenia tytułowej wioski, walki o przetrwanie i uratowania malutkiej Rose. Dlaczego ktoś porwał maleństwo? Co sprawiło, że w europejskiej dziurze zabitej dechami rządzą groza, strach i śmierć? Czy ostatecznie Ethan będzie miał szczęście w nieszczęściu i uratuje swoją rodzinę?

Odpowiedź na te pytania poznasz po około 12 godzinach i uwierz mi na słowo, że będzie to udanie i wyjątkowo atrakcyjnie spędzony czas. Zaprezentowana w materiałach promocyjnych Lady Dimitrescu i jej zamek to zaledwie ułamek całej przygody, bo w swojej misji ratunkowej natrafisz na więcej lordów, pół bossów czy przeróżnych, wyjątkowo ohydnych przeciwników. Choć robiąca furorę właścicielka zamczyska to świetnie zaprojektowana postać, to w moim odczuciu nie została należycie wykorzystana w rozgrywce, a pozostali wrogowie nie są wcale gorsi i także potrafią zjeżyć włosy na głowie. W zasadzie jednym z największych plusów „ósemki” są przemierzane obszary mapy i ich „mieszkańcy”, bo nie dość że są wyjątkowo klimatyczne, potrafią wryć się w pamięć, to razem tworzą niezwykle urozmaiconą i różnorodną opowieść.

Otwierasz kolejne wcześniej zamknięte drzwi i widzisz ledwo oświetlony korytarz prowadzący w dół. Pomału schodzisz i trafiasz do lochów pełnych martwych, torturowanych nieszczęśników. Cierpnie unosi się w powietrzu. Trochę dalej w fabule wchodzisz do starej studni i na jej dnie słyszysz przeraźliwy płacz dziecka. Czy to Rose? Szybko wracasz na górę i… To nie koniec makabry, bo w starej kopalni natrafiasz na zmutowane agresywne jednostki lub toczysz walkę z hordami wilkołaków w opuszczonej twierdzy. Cały czas coś się dzieje, ciągle coś nowego i nie ma nawet chwili, aby nacisnąć pauzę od tego koszmaru.

Mistrzowska (techniczna) robota

Jak sobie przypomnę wypowiedzi programistów, że najnowszy Resident Evil miał nie ukazać się na poprzednią generację konsol (ponoć był problem z długim wczytywaniem danych i tym samym zaburzaniem gęstej atmosfery), to wydaje się to ponurym żartem. Tytuł na PlayStation 4 Pro wygląda kozacko i działa niesamowicie płynnie wraz z krótkimi ekranami wczytywania danych. Dawno się tak nie cieszyłem podczas zabawy z tak dobrze zoptymalizowaną grą i w dodatku pełną wizualnych smaczków. Zimowa sceneria, zachodzące słońce, mrożące krew w żyłach okropne dźwięki otoczenia czy urzekające widoki w tle (zamek Dimitrescu czy dom Beneviento) wraz z płynną rozgrywką nawet podczas starć, sprawiały mi wiele wirtualnej satysfakcji. I pomyśleć, że deweloper rozważał produkcję tylko na PS5 i Xboksa Series X…

Wnętrza pomieszczeń ze wskazaniem na Zamek Dimitrescu pełne są szczegółów i wyglądają rewelacyjnie. Osobiście lubię takie detale bo to one wraz z doskonałym dźwiękiem są głównym składnikiem tworzenia niepowtarzalnej atmosfery. Zagadki i łamigłówki nie są trudne a jednocześnie dające wiele radochy i do ich rozwiązania wystarczy pamiętać o podstawowych zasadach np. znane z serii dokładne oglądanie wcześniej zebranych przedmiotów. Całość przeżywa się wyjątkowo płynnie bez frustracji czy dłuższych przestojów.

Ołowiana recepta na wilkołaki

Wrogowie nie dość, że wyglądają odrażająco i ohydnie to nie masz szans przyzwyczaić się do nich, bo za winklem już czają się kolejne rodzaje maszkar. Całe szczęście bohater nie będzie do końca bezbronny bo arsenał do walki o swoją rodzinę jest dość konkretny. Strzelby, karabiny, snajperka czy wyrzutnik grantów skutecznie potrafią ochłodzić gorącą chęć wgryzienia się w szyję czy wyrwania Ethanowi serca. Podczas walki możesz też korzystać z min czy granatów, a nawet sam je pozyskać ze znalezionych składników w przystępnym systemie wytwarzania.

Warto też odwiedzać Duke’a, intrygującego sprzedawcę oferującego nie tylko pokaźnych rozmiarów asortyment do zwalczania potworów ale też można u niego sprzedać znalezione skarby, figurki czy inne świecidełka. Jeśli dopiero masz zacząć przygodę z Village to sugeruje od razu wybrać poziom Hardcore bo Normal jest zdecydowanie zbyt prosty i w dalszej części rozgrywki miałem full amunicji i wiele pomagających w starciach upgrade’ów. Początek gry i pierwsze godziny zabawy są tak rewelacyjne, że daje o sobie znać syndrom jeszcze jednej lokacji czy przeciwnika, trudno oderwać się od ekranu i zwyczajnie wyłączyć konsolę. Atmosfera gęstnieje z każdym przeszukanym domem, z kolejnym starciem, znalezioną błyskotką a następne godziny choć już nieco mniej straszne (czyt. więcej akcji) to nadal potrafią zaskakiwać i zauroczyć klimatem.

Village of Shadows

Pełna mrocznego uroku Lady Dimitrescu, nieobliczalny Heisenberg czy świrująca na punkcie lalek Donna Beneviento to tylko niektóre z mistrzowsko wykreowanych lordów głównego wroga w grze. Pokręcone tereny przeklętej wioski, mroczny klimat z dającym sporo funu strzelaniem czy świetna optymalizacja to kolejne udane aspekty Village. W najnowszym Resident Evil w zasadzie wszystko jest poukładane, przemyślane i zrobione z pasją. Oczywiście mało uwagi dla Alciny Dimitrescu, przewidywalna fabuła, zbyt łatwy poziom trudności (Normal) czy brak polskiej wersji językowej to słabsze punkty „ósemki”, jednak nijak się mają do morza pozytywów. Po skończeniu kampanii fabularnej możesz spróbować swoich sił w trybie Mercenaries, czyli walce w znanych lokacjach z hordami maszkar. Uciekający czas, zbieranie bonusów, kupowanie przedmiotów czy śrubowanie coraz lepszych wyników z pewnością pozwoli w krótkich sesjach na udaną shooterową zabawę.

Seria z powrotem trafiła na właściwe tory, odżyła i radzi sobie znakomicie. To niemal pewne, że Village pobije wyniki sprzedaży RE7 i dostanie „zielone światło” na kolejną odsłonę w podobnych klimatach. Jestem mocno oczarowany tą przygodą i zazdroszczę każdemu, kto jeszcze ma ten koszmar przed sobą, bo dawno nie bawiłem się tak wyśmienicie. Należy też pamiętać, że latem gra dostanie darmowy tryb multiplayer Resident Evil Re:Verse, choć po wcześniejszych beta testach akurat w tym przypadku nie spodziewam się rewelacji. Panie i Panowie, pojawił się solidny kandydat na Grę Roku, wirtualna wisienka na torcie z okazji 25-lecia serii i tytuł wart pełnej premierowej ceny. Chyba jestem sadomasochistą bo od razu pragnę przeżyć ten koszmar jeszcze raz…

Plusy

  • początkowe godziny wbijają w fotel
  • klimat
  • grafika
  • świetnie wykreowani lordowie i ich lokacje
  • koktail RE4 i RE7
  • optymalizacja (PS4 Pro)
  • krótkie czasy ładowania

Minusy

  • na normalu trochę za łatwa
  • Lady Dimitrescu zasługuje na więcej uwagi
  • brak polskiej wersji językowej
5

Bardzo dobry

Choć Marcin od dziecka wychowany był na prymitywnych wirtualnych światach, zauroczony jest nimi do dziś. Gry wideo nosi w sercu i od wielu lat przelewa myśli z nimi związane na papier. Recenzjami stara się zaintrygować odbiorcę, w publicystyce zarażać zaś swoją pasją. Poszukiwacz pozytywnych stron życia, ceniący doświadczenie i nieprzychylnie nastawiony do szeroko pojętej głupoty. Tata i Ustatkowany gracz.