Test słuchawek HyperX Cloud Alpha S Blackout

Test słuchawek Hyper-X Cloud Alpha S Blackout

Solidne słuchawki do grania podążają podobną trajektorią, co kiedyś gamepady. To już nie tyle przedmiot luksusowy czy specjalistyczny, a kolejne narzędzie w asortymencie gracza konieczne, żeby do rozrywki zasiadać możliwie najwygodniej. Najlepsze doświadczenia z grami kojarzą się oczywiście z telewizorem zajmującym większość ściany i zestawem kina domowego, które łoi po membranach, jakby człowiek był w centrum wydarzeń. Ale nie każdego przecież na to stać, a czasem trzeba do grania innych narzędzi, jak w przypadku online’owych strzelanin. A w nocy na nic dziki zestaw, który będzie tylko przeszkadzał – bo dźwięk surround po cichu równie dobrze można wyciszyć całkowicie. Z pomocą przychodzą wtedy słuchawki; ale wystarczy jeden problem, żeby w graniu przeszkadzały, zamiast je ułatwiać.

Cloud Alpha S Blackout to słuchawki przewodowe należące do kultowej w wielu kręgach serii słuchawek z rodziny HyperX. „Blackout” odnosi się do koloru – sprzęt jest niemal całkiem czarno-czarny, od aluminiowego pałąka po szwy i okablowanie; jedynym akcentem są kontrolki basu koloru… szarego. Efekt jest elegancki: Cloud Alpha S prezentują się stylowo i subtelnie. Być może nie wygrają konkursu na „stylowe słuchawki, które doskonale dopełnią kurtkę z wiosennej kolekcji”, to na szczęście daleko im do obciachowego przepychu, na który cierpi wiele sprzętu gamingowego.

Hyper-X Cloud Alpha S Blackout

W skład zestawu wchodzą słuchawki, para nauszników z tkaniny, wypinany kabel mini-jack 3,5mm (1 metr długości) oraz przewód USB z mikserem dźwięku (2 metry), wypinany mikrofon oraz materiałowa torebeczka ze ściągaczem. Paczka jest więc ekstraklasą i dzięki tej modularności słuchawki wygodnie można zabrać w trasę; mikrofon wykrywa też telefon, choć nie chciały już mobilne wersje Messengera i Discorda.

Wygoda na głowie

Na początek, trochę prywaty: mam uszy o specyficznym kształcie. Sprawia to, że przy większości słuchawek nausznych całkowicie odpadam, w czym często nie pomaga też niewielka przewiewność nauszników w wielu modelach. Trzy godziny przesiadywania i małżowiny pobolewają mnie na tyle, że potrzebują długiej przerwy, zanim mogę znowu coś na nie ubrać. Stąd przyzwyczaiłem się właśnie do grania przy głośnikach, co nie zawsze jest opcją – wieczorem czy w nocy zmuszony jestem do grania we względnej ciszy. Wiedziałem więc, że o być albo nie być tych słuchawek przede wszystkim będzie stanowić to, jak bardzo polubią się z nimi moje uszy.

Melduję z niekrytą ulgą i przyjemnością, że Cloud Alpha S to naprawdę wygodny sprzęt, nieważne, co w nim robię. Moje uszy mieszczą się idealnie w poduszeczkach i nic ich nie gniecie, a słuchawki wygodnie sadzają się na mojej głowie. Mam relatywnie dużą głowę, ale po wygodnym ustawieniu wciąż miałem jeszcze 2-3 stopnie wyciągnięcia pałąka, więc gracze marudzący na dziwny kształt swoich czaszek nie muszą się o nic martwić. Zdały egzamin zarówno podczas grania na PC i konsoli, sprzątania przy podcastach i audiobookach z masą schylania się i wychylania, a także w trakcie leżenia i słuchania muzyki. To sprzęt dla graczy, ale jest komfortowy w zasadzie w każdej sytuacji; nie pamiętam, kiedy ostatni raz prawie cały dzień spędziłem ze słuchawkami na uszach. Domyślne nauszniki z imitacji skóry są wygodne i nie naciskają specjalnie na głowę, nie mogę też narzekać na przesadne pocenie się uszu, choć jest mi w nich ciepło. W zestawie są też delikatniejsze materiałowe – choć trzeba przyznać, że te gorzej tłumią dźwięk. Obie poduszeczki mają w środku piankę, która „zapamiętuje” kształt głowy (memory foam). Nie będę wyolbrzymiał że całkiem zapomnisz o tym, że masz słuchawki na głowie – ale mogę obiecać, że nigdy nie będą Ci przeszkadzać.

Stylowa czerń przebita odrobiną szarości

Słowem ostrzeżenia: jeśli nie musisz wymieniać tych poduszeczek, to raczej tego nie rób. Zakładanie nowych jest męczące, bo materiał nie jest tak elastyczny, jak można by marzyć i trudno go naciągnąć na słuchawki. A chociaż sprzęt i poszczególne części są wytrzymałe, to wymianie i tak towarzyszył odruchowy stres, że zaraz coś rozerwę albo połamię. Komentarze pod starszymi modelami w serii Cloud mówią mi, że nie tylko ja miałem z tym problemy; trudno uwierzyć, że jeszcze nie wymyślono w tej kwestii czegoś lepszego. Nie jest to jednak minus, który kładzie się cieniem na całym produkcie.

Dźwięk

Jedna z pierwszych rzeczy, jakie rzuciły mi się „w uszy” to basy. Dudnią aż miło, co przy słuchawkach gamingowych nie jest może szokiem – eksplozje i strzały mają aż boleć, sprzedając „kinowe” wrażenie w bardziej intymnych warunkach. Cloud Alpha S wyposażone są w dwukomorowe przetworniki: oddzielenie tonów niskich od średnich i wysokich ma pozwolić na czystość brzmienia i minimalne zakłócenia. Obietnice producenta to jednak jedno. Ja przyznam, że po prostu nie znam się na technicznej stronie na tyle, żeby to mnie uspokoiło. Sprawdziłem więc, jak to działa na chłopski rozum: szybko podbiłem głośność tak wysoko, jak tylko mogłem, żeby każdy dźwięk nie pozbawiał mnie przytomności. Z przyjemnością zauważyłem, że… było słychać coś innego, niż basy! Wiele sprzętów audio dość szybko dobija do poziomu, przy którym basy zaczynają „pierdzieć” i zagłuszać resztę dźwięków. Tutaj mi się to nie przydarzyło wcale. Słuchawki fantastycznie zachowują niuanse muzyki, ale też audio w grach.

Dużo czasu spędziłem ze słuchawkami przy Personie 5 Royal – Cloud Alpha S doskonale wyłapywały poszczególne instrumenty jazzowego soundtracku Shojiego Meguro, z których część ginęła przy puszczaniu z głośników. Sprzęt zdaje też egzamin przy oddawaniu dźwięku przestrzennego: jakość jest bardzo dobra i łatwo jest utopić się w dźwiękach świata. Udało mi się to choćby w remake’u Final Fantasy VII – słuchawki trzymały klarowność audio zarówno podczas dynamicznych walk z bębniącą muzyką, jak i podczas spacerów po slumsach, gdy naraz potrafi mówić kilkanaście osób z różnych kątów. Słuchawki zdały też egzamin przy podcastowym horrorze The Left Right Game oraz muzyce. W słuchawkach dousznych ani nie łapałem połowy dźwięków Steeza na „Art Brut 2”, ani nie trzęsłem portkami od drobnych szumów i przestrzennych niuansów podcastu grozy, który lubi gwałtownie odbijać dźwięki od kanału do kanału. Również surowa studyjność albumu „Spiderland” grupy Slint – odtwarzana w formacie FLAC – wybrzmiewała wyraźnie i żywo.

Warto nadmienić, że powyższe wrażenia są z trybu stereo. Tryb 7.1 przetestowałem przede wszystkim w pecetowej wersji Control. Gra Remedy Entertainment zalewa uszy oceanem różnych dźwięków. Drony szumią i buczą na ścieżce dźwiękowej, gdzieś z oddali dobiega elektronika czy rock z radia… Tysiąc głosów w sekcji Parapsychologicznej podszeptuje na raz, wrogowie syczą i wrzeszczą niezrozumiałe rzeczy. Do tego dochodzą naprawdę głośne, suche odgłosy wystrzałów, stukot obcasów oraz dźwięki wyrzucanych telekinezą kawałków marmuru, odbijające się echem po pustych korytarzach i halach o wysokich stropach. No i jeszcze monolog wewnętrzny głównej bohaterki! Control bombarduje Twoje uszy, żeby oddać męczącą, wzbudzającą paranoję atmosferę gry… i wszystko to, oprócz głośnych wystrzałów, umykało mi, gdy dźwięk płynął z głośników. Cloud Alpha S dały mi te niuanse usłyszeć i nie zgubiły też klarowności audio, zdając test na piątkę.

Komfort w grze

Wspomniany wcześniej komfort przenosi się też na granie i ogólne użytkowanie. Kabel USB wyposażony jest w pilota, którym wygodnie można kontrolować dźwięk bez odrywania się od rozgrywki. Osobno można regulować głośność audio gry i czatu, zarówno w grze, jak i innych aplikacjach. Nie jest to oczywiście perfekcyjny poziom kontroli – jedynie balansu dwóch źródeł dźwięku – ale wystarcza w zupełności, by w locie móc wyciszyć słaby mikrofon na voice chacie czy wyrównać głośność znajomych na Discordzie, gdy trwa ważna cutscenka. Wygodnie można przełączyć się między trybem zwykłym, a 7.1 surround oraz wyciszyć mikrofon – wystarczy wcisnąć guzik na pilocie. Są również przełączniki kontrolujące moc tych ciepłych, wyraźnych basów w nausznikach, więc można indywidualnie dostosować je w każdym uchu. Na najniższym bas brzmi faktycznie dość płasko w porównaniu do wyższych poziomów, na których basy są już porządnie soczyste. Przy czym różnice pomiędzy ustawieniem wysokim a średnim wyłapią raczej tylko audiofile. Myślę, że też niewielu będzie korzystać z „dolnego” ustawienia pstryczków: skórzane nauszniki na tyle dobrze izolują dźwięk, że nie ma potrzeby spłycać brzmienia nawet w miejscach publicznych.

"dynks" USB do kontroli dźwięku

Jedynym, pomniejszym problemem wpływającym na komfort użytkowania jest długość kabla. Kabel mini-jack nie przewyższa znacznie długością typowych słuchawek dousznych, natomiast z przewodem USB daje to już 3 metry. Pilota można co prawda przypiąć do koszuli, ale szkoda, że w zestawie nie znalazł się spinacz, który pozwoliłby od razu dostosować okablowanie do warunków przy biurku. Jest to ostatecznie drobnostka, jeszcze mniej ważna niż problemy z wymianą poduszeczek – jestem pewien, że niektórzy uznają ten przewód za zbyt krótki.

Cloud Alpha S działają wyśmienicie z PC – wystarczy wpiąć dowolne z wejść i w moment można z nich korzystać, z kolei po wpięciu przez USB system od razu rozpoznał pilota jako urządzenie 7.1. Jeśli chcesz dostosować coś indywidualnie, potrzebna jest aplikacja HyperX NGENUITY, która niestety wymaga zalogowania się do konta Microsoftu. Tak naprawdę nie jest ona potrzebna, bo „Cloudy” śmigają z marszu. To fantastyczna odmiana, że nie trzeba biegać za sterownikami i dostosowywać poziomów, żeby wyciągnąć maksymalną jakość dźwięku. Dobrej jakości audio i pilot rozwiązały mój odwieczny problem: dostosowanie głośności czatu i gry tak, żebym był zadowolony jeszcze zanim zacznie się pierwsza runda. Jedynym „zonkiem” był fakt, że przyciski z jakiegoś powodu działały na odwrót – przycisk z padem zwiększał balans czat – co było z początku mało intuicyjne. Mikrofon dobrze tłumi zakłócenia w tle. Ten w moich poprzednich słuchawkach często łapał jeszcze dźwięki gry puszczonej z głośników czy rozmówcy niedaleko mojego biurka, ale ten w Cloud Alpha S nie robił tego już wcale.

Gorzej, niestety, jest ze wsparciem dla PlayStation 4. Słuchawki i mikrofon działają bezproblemowo po wpięciu do DualShocka, a konsola natychmiast wyłapuje mikrofon. Natomiast zapomnij o korzystaniu z pilota. PS4 rozpoznaje headset jeśli podepniesz go przez USB do samej konsoli, ale nie będzie przesyłać dźwięku, ani nie rozpozna „dynksu”. To pomniejszy problem, bo spora większość użytkowników wpinać będzie słuchawki do pada, ale sprzęt reklamujący się kompatybilnością z PlayStation 4 zachęcił do takich eksperymentów.

Podsumowanie

HyperX Cloud Alpha S jest bardzo przyjemnym zaskoczeniem. Sprzęt gamingowy kojarzy się często z kiczem i ostrymi krawędziami oraz naręczem bzdurnych ficzerów, które cieszą może przez pierwszych 10 minut użytkowania. Tymczasem „Blackouty” oferują tylko konkret: bardzo dobre, klarowne brzmienie; wyraziste basy, które nie rozwalą reszty dźwięków; wygodę na głowie, która powinna być standardem; konfigurację, z którą poradzi sobie po prostu każdy; wreszcie stylowy, estetyczny wygląd. No i jest to paczka pełna przydatnych bajerów. Już bez dodatkowych nauszników, modularnej konstrukcji czy pilota USB Cloud Alpha S byłyby świetną propozycją, ale razem dają zestaw wzorowy. Mogę powiedzieć, że moje „Blackouty” będą benchmarkiem, według którego będę patrzył na inne słuchawki w tym przedziale cenowym.

Strona produktu

Dawniej student projektowania gier na Uniwersytecie Śląskim w Sosnowcu, przez chwilę nawet doktorant. Kurator gier wideo katowickiego festiwalu Ars Independent. Wierny fan twórczości Hideo Kojimy, Yoko Taro i Shigesato Itoiego. Podobno napisał kiedyś tekst, który miał mniej niż 13 000 słów, ale plotka ta pozostaje niepotwierdzona. Ustatkowany Gracz. Z twarzy.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Możesz używać tych tagów HTML i artrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*