Gry na Game Boya

Zanim jeszcze ktokolwiek zamarzył o Nintendo Switch, wąsaty hydraulik Mario i reszta ferajny spod znaku wielkiego N przez lata towarzyszyła nam na serii konsol Game Boy. Kiedy mur berliński chwiał się w posadach, światło dzienne ujrzał pierwszy z tych przenośnych sprzętów. Ostatni z nich zjechał zaś z taśmy produkcyjnej niemal dwie dekady później.

Gry na Game Boya wiecznie żywe

Przez cały okres swojego istnienia Game Boy zyskał status kultowej marki, a i Ty z pewnością do dziś wspominasz go z łezką w oku. Najlepiej o jego sukcesie i niesłabnącej wartości sentymentalnej świadczy projekt Retrobit, którego celem jest wskrzeszenie kieszonkowego staruszka pod nową nazwą Super Retro Boy. Trudno się temu dziwić, bo chyba każdy z nas ma w głowie kilkanaście tytułów stworzonych na tę platformę, po które – nie zważając na upływ lat – z chęcią sięgnąłby ponownie. Bariery nie stanowi ani trącająca myszką oprawa audiowizualna, ani niedzisiejsza mechanika. Ba, to nawet ma swój nostalgiczny urok! Tak silny, że i ja postanowiłem wybrać gry na Game Boya, które żyć będą wiecznie. W każdym razie na pewno w mojej pamięci.

1. Super Mario Bros. Deluxe – GB Color – 1999

Myślisz: Nintendo, mówisz: Mario. I na odwrót. Pulchnego Włocha w czerwonym kombinezonie nie sposób oddzielić od jego japońskiej matki. W świetle powyższego, któż inny jak nie on, miałby otworzyć naszą listę gameboyowych hitów? Konkretnie mowa o Super Mario Bros. Deluxe, czyli odświeżonej (jakkolwiek zabawnie może to dzisiaj brzmieć) wersji klasyka z NES-a. Czy trzeba mówić więcej? Są monety do zebrania, księżniczka do uwolnienia i żółwie do pokonania. Zresztą, doskonale wiesz o co chodzi, bo to formuła nieśmiertelna. Podobnie zresztą, jak towarzysząca jej frajda.

2. Pokemon Red i Blue – GB – 1996

W latach dziewięćdziesiątych co bardziej ortodoksyjne katechetki najchętniej straszyły dwoma ikonami popkultury – Harrym Potterem i Pokemonami. W szczególności te ostatnie były podejrzewane o konszachty z diabłem. Wszak kto by ufał dalekowschodnim potworom siedzącym w najlepsze w kieszeniach uczniaków? A one tam rzeczywiście były. I to w dwóch kolorach! Chodzi o dwie edycje gameboyowego hitu – Pokemon Red i Blue. W obu przyszło Ci wcielić się w trenera szukającego po świecie gry nowych rekrutów do kieszonkowej armii. Jednak nie starczyło zużyć worka Poke Balli i zatryumfować w potyczkach z przeciwnikami, żeby uzupełnić swój Pokedex. Trzeba było jeszcze odszukać kumpla posiadającego komplementarną kolorystycznie wersję gry i pohandlować z nim za pomocą archaicznego odpowiednika dzisiejszego Bluetootha, czyli starego dobrego kabla.

3. Donkey Kong – GB – 1994

Mawia się, że w każdym człowieku drzemie zwierzę. Za młodu w umysłach wielu z nas siedziała małpa o imieniu Donkey Kong. Obok Mario to chyba właśnie z tą postacią najczęściej kojarzone są gry na Game Boya. I chociaż poświęcono jej osobny tytuł na przenośną platformę Nintendo, jego głównym bohaterem wciąż pozostał znany Ci dobrze hydraulik. Szykowny goryl pod krawatem robi za nemezis wąsacza, a drogą do pokonania bestii (i ocalenia księżniczki – ten leitmotiv tutaj też znalazł swoje miejsce) jest przedarcie się przez dziesiątki plansz pełnych zaryglowanych przejść i małpich sługusów. Oj, to była nie lada odyseja!

Gry na Game Boya

4. Mario Kart: Super Circuit – GBA – 2001

Mario, Mario, Mario… Na początku lat dziewięćdziesiątych strach było otworzyć lodówkę, żeby nie zobaczyć w niej wiadomego wąsa. Wtedy też zaczęto się zastanawiać, gdzie jeszcze można upchnąć bijącego rekordy popularności hydraulika, celem stworzenia nowej, ekscytującej formuły. Koniec końców zdecydowano się posadzić go za kierownicą i zgłosić do wyścigu z resztą cyfrowej ekipy Nintendo. Mario Kart, bo o tej serii mowa, po latach doczekała się także swojej odsłony na Game Boy Advanced opatrzonej podtytułem Super Circuit. Idea pozostała równie prosta co atrakcyjna. Niby to zwykła samochodówka, ale zawsze było w niej coś magicznego! Może chodziło o znanych Ci dobrze bohaterów a może o tę nieziemską satysfakcję, jaką dawało podłożenie rywalowi skórki od banana? Tego nie doprecyzuję; każdy bowiem definiuje powyższe inaczej.

5. Tetris – GB – 1989

Tetris to już nie gra, ale niemal kulturowy archetyp. Jednak mało kto pamięta, że ten tytuł narodził się w najtęższych umysłach sowieckiej nauki. Można powiedzieć, że to jeden z ciekawszych towarów eksportowych ZSRR, który przebił się przez żelazną kurtynę i zadomowił między innymi na przenośnej konsoli Nintendo. Cel rozgrywki? Ułożyć klocki, które nijak do siebie nie pasują. No, czuć w tym ducha pierestrojki! Nie pozwala o nim również zapomnieć oprawa muzyczna gameboyowej wersji, która dobitnie podkreśla wschodni rodowód Tetrisa. I nieważne, że Rosja z Japonią od dziesięcioleci trwają w stanie wojny. Jak widać, gry na Game Boya łączą nawet zwaśnione mocarstwa!

6. Metal Gear: Ghost Babel – GB Color – 2000

Dwa słowa: Solid Snake. To gieroj, którego z powodzeniem można stawiać pomiędzy Rambo a Jamesem Bondem. Z tym, że jego domeną nie są filmy, a gry. Wśród nich tytuł wydany na Game Boy Color, który ukazując akcję znad głowy głównego bohatera, pozwalał na infiltrację wrogich baz. Zakończenie misji sukcesem wymagało nie lada sprytu, bowiem w technologicznych kazamatach otwarta walka nie wróżyła sukcesu. Trzeba było wykazać się umiejętnością do przemykania w cieniu, jakiej nie powstydziłby się rasowy ninja. I cóż z tego, że przeciwnicy to zaledwie garść zlepionych ze sobą pikseli? Adrenalina nie dba o grafikę!

7. Castlevania: Aria of Sorrow – GBA – 2003

Wampiry z założenia są nieśmiertelne, toteż nic dziwnego, że Castlevania: Aria of Sorrow wciąż żyje w moich (i najpewniej Twoich również) wspomnieniach. To tytuł, który brawurowo łączył japońską estetykę z zachodnim dziedzictwem Stokera. Po świecie gruchnęła wieść o rychłym powrocie Draculi, w wyniku czego bohater musi skonfrontować się z upiornymi zastępami ciemności, które chcą wykorzystać tę okazję do realizacji swoich niecnych planów. W tej posępnej przygodzie nie zabrakło bijatyk, zręcznościowego skakania po półkach oraz gromadzenia ekwipunku na wzór solidnej produkcji RPG; a wszystko to, rzecz jasna, w nastrojowych wnętrzach nawiedzonego zamczyska.

Gry na Game Boya

8. The Legend of Zelda: Link’s Awakening – GB – 1993

Zelda, jak sam tytuł wskazuje, jest legendą. Nintendo udało się wyczarować oniryczny świat, który chcesz poznawać wciąż od nowa, wraz z każdą kolejną częścią tej niezwykłej serii. Wprawdzie w odsłonie wydanej na Game Boya nie było Ci dane trafić do królestwa Hyrule, ale w niczym to nie przeszkadzało. Wyspa Koholint równie silnie pobudzała wyobraźnię, a miała tę niekwestionowaną zaletę, że mieściła się w kieszeni. Z dzisiejszej perspektywy trudno uwierzyć, że wyspiarskie krajobrazy szkicowane czarno-białymi kropkami i kreskami, w oczach odbiorców wyglądały równie monumentalnie jak fotografie z Władcy Pierścieni. A tak przecież było! Liczyła się przede wszystkim porywająca przygoda i cięty, zaskakująco autoironiczny humor. Natomiast wizualne niedoskonałości były uzupełniane przez naszą fantazję. A ta zawsze działa przecież w 3D i 4K!

9. Gargoyle’s Quest – GB – 1990

Mówi się, że hybrydy pośród gier to znak naszych czasów. Trzeba jednak zauważyć, że już Game Boy obfitował w takie międzygatunkowe krzyżówki. Jednym z najwyraźniejszych i najwcześniejszych przykładów łączenia różnorodnych elementów w spójną całość jest Gargoyle’s Quest. Jego twórcy przeplatali platformówkowe etapy sekwencjami osadzonymi w swego rodzaju otwartym świecie. I chociaż przygody gargulca to spin-off Ghosts ’n Goblins, który przefarbował antagonistę na protagonistę, nie można mu odmówić oryginalności. Starczy wspomnieć RPG-owe akcenty, pozwalające rozwijać umiejętności i gawędzić z napotkanymi postaciami, albo też mechanikę, która w sensie ścisłym… dodawała Ci skrzydeł.

10. Final Fantasy VI Advance – GBA – 2007

Final Fantasy VI trafiło na Game Boya stosunkowo późno. Zarówno, jeśli wziąć pod uwagę premierę „stacjonarnej” wersji gry, jak i zmierzch samej platformy. Ale, jak mawia stare porzekadło, lepiej późno, niż wcale. Było na co czekać! Oto przeniesiono na konsolę mobilną wszystko to, za co pokochałeś tę legendarną serię – olbrzymi otwarty świat, turowe bitwy i porywającą opowieść. Wprawdzie szósta odsłona serii nie była pierwszą częścią cyklu zaadaptowaną na przenośną konsolę Nintendo, ale to właśnie ona wielu graczom zapadła w pamięć najgłębiej.


Autorem tekstu jest Jakub Jakubowicz – z zawodu psycholog, z zamiłowania gracz. Uwielbia dobre jedzenie, złe filmy i tych twórców gier, którzy nie boją się płynąć pod prąd obowiązujących trendów.