No Man's Sky

Kiedy znajduję (co rzadko się zdarza) chwilę przerwy w codziennych obowiązkach, spędzam ją na komentowaniu karambolu, który rozgrywa się w najlepsze od około tygodnia. Inaczej nie potrafię. Szczególnie, kiedy widzę prawdziwą kraksę samochodową – będę na nią patrzył, choćby przez palce.

To, co dzieje się przy okazji premiery No Man’s Sky zwyczajnie nie mieści się w głowie. To chyba największa, najmniej zrozumiała lawina ataków wokół gry, jaką kiedykolwiek widziałem. Prześledź zresztą wraz z mną wybrane informacje:

  • Swego czasu miał miejsce wyciek gry Mass Effect 3 i słynny już „ogrom spekulacji”. BioWare i Electronic Arts dostali prztyczka w nos – Dragon Age: Inkwizycja zmyło wprawdzie lekki niesmak; Andromeda z wolna buduje pod siebie stosowny i wyczekiwany przez jej twórców hype. Przy tamtej okazji mogłeś również przeczytać kilka interesujących artykułów podejmujących temat granic autorstwa i licentia poetica.
  • SimCity – gra fatalna i niekoniecznie działająca, ale przynajmniej szum wokół niej bezceremonialnie obnażył to, jak w żywe oczy potrafią kłamać zarówno twórcy, jak i wydawcy. Szkoda jedynie marki…
  • Aliens: Colonial Marines lepiej w całości przemilczeć. W tej chwili ostał się jeszcze prezes Gearbox Software Randy Pitchford, który od trzech lat zdaje się nie robić nic innego, jak tylko kłamać na temat kolejnych etapów jej produkcji. Pośrednio gracze otrzymali przynajmniej całkiem dobre Alien Isolation; Sam Pitchford z kolei będzie przez następną dekadę gnił ciągany po sądach, aż w końcu zarząd Gearboksu zorientuje się, że człowiek ten szkaluje dobre imię firmy, w wyniku czego po prostu go stamtąd wypierdolą.
  • Assassin’s Creed Unity bardziej przypominało płonący śmietnik niźli grę. Wyszło z niej chociaż tyle dobrego, że twórcy i wydawcy zostali brutalnie wybudzeni z sennej mary, w której depczą po marmurowych pokojach wytapetowanych gotówką. Spłynęła na nich ogromna w całym swoim majestacie fala krytyki produktu, w wyniku którego seria udała się na zasłużony odpoczynek (tuż po wydaniu Syndicate, którego recenzję znajdziesz w tym miejscu). Można liczyć, że ktoś wyciągnął wnioski nie tylko z katastrofalnego launchu, ale również ze stagnacji gameplayowej, jaka zaczęła trawić rzeczoną serię.
  • Był w końcu Batman: Arkham Knight był zwyczajnie skandaliczny i w przeciwieństwie do powyższych tytułów dalej nie działa wszystkim zainteresowanym. I nie będzie działać, bo Warner Bros. już zarzuciło próby doprowadzenia gry do stanu stuprocentowej używalności. Tutaj pozytywy wymienić w tej chwili trudno; w skrytości ducha liczyłem na to, że porażka tak dużego tytułu będzie niczym kubeł zimnej wody i okaże się być ostatnią taką klęską. Niebawem przekonam się, czy moje życzenie ziściło się choćby w połowie…

Jak na tym tle wypada No Man’s Sky?

Patrząc na tę pokaźną listę, zastanawiam się nad No Man’s Sky. Naprawdę tego nie rozumiem. Czy nikt w siedzibach Hello Games / Sony nie ma internetu? Czy nikt z zainteresowanych nie dostrzegł masywnego hype’u budowanego wokół gry? Czy w końcu nikt nie śledził nawet jednej ze spraw wymienionych powyżej; nie zorientował się, że rzeczony tytuł i tak będzie miał pod górkę, bowiem zbudowano wokół niej niesamowite oczekiwania? Dlaczego nikt nie połączył faktów, że przy takim nagłośnieniu No Man’s Sky (absolutnie legendarnym, bo gry mimo dochodów, jakie przynoszą, rzadko goszczą w telewizji, a jeszcze rzadziej goszczą ich twórcy) jakikolwiek fałszywy ruch będzie równoznaczny z samobójstwem?

No Man's Sky

Najpierw sprawa z wyciekiem gry – sprzedawcy fizycznych kopii złamali embargo i wyłożyli No Man’s Sky na swoje półki, a wraz z nimi związany zawód. Ale to jeszcze drobiazg. Nie pierwszy raz internet napalił się na coś tylko po to, aby w najlepsze się rozczarować. Bądźmy szczerzy – większość ludzi nie ma bladego pojęcia o tym, jak wygląda proces tworzenia gier i w jaki sposób się je sprzedaje, w efekcie czego nie jest w stanie odsiać PR-owego bełkotu od faktycznych opinii ich dotyczących. Część z tego audytorium to – mówiąc dosadnie – zwyczajni debile, o czym świadczą listy z pogróżkami wysyłane do twórców opisywanej pozycji po przesunięciu premiery tytułu… Nie pierwszy raz też gra wyciekła, co jest swoistym argumentem ku temu, aby GameStop i Best Buy w końcu odeszły do lamusa, dając branży możliwość cyfrowego przepoczwarzania się.

Okazało się jednak, że wyczekiwana przez wszystkich łatka wprowadziła nazbyt duże zmiany. Day One Patch jest teraz smutną koniecznością, więc z początku nie zdziwiłem się szczególnie, ale logi dołączone do łatek No Man’s Sky są podejrzanie obszerne. Dużo pytań pojawia się wokół embarga recenzenckiego – źródła takie jak Polygon pierwsze wrażenia publikowały z zakupionych przedwcześnie kopii, grając w mniej reprezentatywną wersję. Po co zatem wysyłać kopie recenzenckie, skoro teksty na ich podstawie nie mogą być miarodajne? To wprowadza chaos, bo czy możemy się spodziewać kolejnych gruntownych zmian? W tym roku ukazała się już jedna duża gra, która do lipca była patchowana do zapowiadanej postaci – to Street Fighter V. Polecam poczytać, jak „udało się” wydanie produktu AAA w formie pseudo-Early Access. Nie byłoby jednak nad czym się zastanawiać, gdyby twórcy grali w otwarte karty i uspokoili wszystkich zainteresowanych. No właśnie, a skoro już mówimy o kontakcie z odbiorcą…

Nagle okazuje się, że równie dużo niejasności związanych jest z multiplayerem. Gracze spotkali się bez najmniejszego problemu, chociaż Sean Murray zapowiadał, że szanse na to są znikome; wychodzi na to, że postacie graczy nie mają fizycznych modeli, a ponadto progres rozgrywki w ogóle się nie zapisuje. Generalnie rzecz ujmując, nikt nie wie, na czym tryb multiplayer w No Man’s Sky polega. Włącznie z twórcami, bo Murray również nie potrafi odpowiedzieć i był w stanie jedynie plątać się na potęgę, zrzucając winę na problemy z serwerami i cieszyć na Twitterze, że tylu ludzi gra w jego grę. Nie ma nikogo (ani w Hello Games, ani w Sony), który potrafiłby zdjął człowieka ze sceny i zastąpił go PR-owcem z twardą linią partyjną, który sprawnie zamiótłby kontrowersje pod dywan i uspokoił fanów, dając klarowne odpowiedzi na zadawane pytania. Gra sypie się na oczach wszystkich zanim oficjalnie się ukazała, a nikt nie reaguje. Wyluzowana postawa Murraya działała na E3 tudzież w wywiadzie dla Stephena Colberta – wtedy, gdy No Man’s Sky miało jeszcze ponad dwa lata do premiery i funkcjonowało w świadomości branży jako pieśń przyszłości i pierwsza gra indie, którą zaprezentowano na dużej konferencji jako równoprawnego w batalii gracza. W momencie, w którym de facto najważniejsze, najgłośniejsze i największe wydawnictwo tego roku ma potężne problemy, na scenę powinna wkroczyć jednostka co najmniej ogarnięta. Efekt jest taki, że Murray z niezależnego wunderkinda przerodził się w najlepszym wypadku w człowieka, który nie ma pojęcia, co się dzieje wokół jego gry, w najgorszym – w cynicznego aktora.

Wreszcie 12 sierpnia, w dniu premiery wersji PC-towej, obraz na stronie gry na Steamie był następujący: około 10 tysięcy recenzji, z których ponad połowa ma negatywny wydźwięk. 15 sierpnia recenzji jest już ponad 35 tysięcy i pozytywne zaczynają powoli przeważać, w wyniku czego gra osiągnęła status „mieszany”. Co zaskakuje, w nieprzychylnych grze opiniach niewiele jest ocen odnoszących się do rozgrywki czy merytoryce tytułu. Oto bowiem największa gra roku zaserwowała nam powtórkę z Arkham Knight – port na PC w pocie czoła trzeba było dostosować do stanu jakiejkolwiek używalności. Części graczy tytuł nie działa, części działa żałośnie pomimo mocnego sprzętu, a pozostałym dławi się w najlepsze, po czym wysypuje się i nie uruchamia. Fanowskie społeczności miast cieszyć się odkrywaniem rozległego wszechświata musiały doprowadzać tytuł do osiągnięcia jako takiej stabilności.

No Man's Sky

Dość! Kurwa, dość!

Nie potrafię nawet zgadnąć, jakim cudem można doprowadzić do takiej sytuacji mając:

  1. a) świadomość tego, jakim popkulturowym fenomenem została wydana gra
  2. b) wiedzę na temat wymienionych na początku tego tekstu kontrowersji, a tym samym mając narzędzia, aby nie dopuścić do takiej sprawy we własnym podwórku.

Naprawdę nie zazdroszczę laikom, którzy niegdyś przypadkiem usłyszeli o tej grze i obecnie chcieliby poszerzyć zakres swojej wiedzy. Jedyne informacje, na jakie można obecnie natrafić to morze pomyj. W ciągu 24 godzin od premiery okazało się, że gracze zarejestrowali ponad 10 milionów odrębnych gatunków No Man’s Sky – to więcej niż szacowanych 8,7 miliona zidentyfikowanych na naszej planecie. To zajebisty news! Wszak to zestaw cyferek, który sprzedaje gry. Polecam spróbować znaleźć tę informację samodzielnie, wpisując sam tytuł w wyszukiwarkę. Jak sądzisz, uda Ci się? A teraz zgadnij dlaczego…

Dużą rolę w tej aferze zagrała specyficzna, obsesyjna fanbaza, która zbudowała się wokół No Man’s Sky: ludzie oczekujący, że gra da im odpowiedzi na wszystkie pytania. Ale to nie są wszyscy odbiorcy tytułu Hello Games. Ba, jestem pewien, że to mniejszość! Większości natomiast należą się odpowiedzi i traktowanie z szacunkiem. Na przykład poprzez dostarczenie im gry, która nie będzie technologicznym wrakiem samej siebie.

Przy tej okazji, chciałbym poprosić tak polskich, jak i zagranicznych wydawców i developerów o jedną rzecz. Przestańcie wydawać zepsute gry! Nie chodzi mi o tytuły pozbawione błędów; wiem doskonale, że nie jest to możliwe. Mówię o przypadkach, w których produkt nie działa wcale lub co najmniej tragicznie. Odbieracie w ten sposób swoim grom możliwość ich sprawiedliwej oceny – specyfika medium sprawia, że problemy techniczne i realizacyjne po prostu uniemożliwiają pełne poznanie tytułu. Fatalnie zmontowany film, źle nagraną płytę lub książkę, której żaden korektor nie widział na oczy można jeszcze obejrzeć, przesłuchać, przeczytać. W grę, która na mocarnym sprzęcie crashuje co pół godziny grać po prostu się nie da. Nie zyskujecie nic na cięciu po kątach, więc miejcie dwie krzty szacunku dla swoich odbiorców. Osobiście nie wierzę w to, że ludzie odpowiedzialni za pecetowe wersje Batman: Arkham Knight czy No Man’s Sky mogą być zaskoczeni ogromem problemów technicznych. To nie casus Metal Gear Solid V: The Phantom Pain, gdzie gra po premierze nie działała na wybranych procesorach starszej generacji, bo ktoś pomylił się przy pojedynczych linijkach kodu – błąd, który udało się naprawić w parę godzin po premierze. Tych problemów jest tutaj zwyczajnie za dużo.

Najsmutniejsze (i najdziwniejsze zarazem) jest jednak to, że obiegowa opinia na temat No Man’s Sky jest całkiem pozytywna. Absolutnie w to wierzę – pomijając zbudowaną wokół tytułu nierealną otoczkę, wszystko co zdążyłem poczytać o tym tytule sugeruje paradoksalnie, że będę się przy nim… dobrze bawił.