Tam gdzie pojawiają się Obcy, tam są trupy. Dużo trupów. Jak się jednak okazuje, da się znaleźć na rynku produkcje, w których ksenomorfy stanowią jedynie tło, a historia kręci się wokół istoty człowieczeństwa. Komiks Aliens: Bunt wydany w Polsce nakładem Scream Comics zamyka się w dwóch tomach, przy czym – w mojej opinii – krzywdzącym byłoby ocenianie ich oddzielnie.
Gdybym dostał tylko pierwszy tom, najpewniej oceniłbym go znacznie niżej, niż po przeczytaniu całości. Wszystko przez to, że w pierwszym zeszycie momentami wieje nieco nudą. Owszem, autorzy starają się budować specyficzny dla wszystkiego co związane z Obcym klimat. Jednakże ostatecznie okazuje się, że nie wszystko wypada jak należy. Być może wynika to z faktu, że za rysunki odpowiedzialnych jest aż trzech artystów: Tristan Jones, Riccardo Burchielli oraz Tony Brescini, których style dość znacząco się różnią.
Komiks Aliens: Bunt i walka
Odpowiedzialny za scenariusz Brian Wood pokusił się o dość odważną wizję, w której tytułowy bunt dotyczy nie ludzi, lecz jednego z androidów wchodzących w skład załogi statku transportującego ksenomorfy na ziemię. Chcąc zapobiec zagrożeniu, maszyna dokonuje samoprzeprogramowania, co oczywiście spotyka się z natychmiastową reakcją Weyland − Yutani chcącej wejść w posiadanie DNA Obcego. W całym tym bałaganie odnaleźć się musi szeregowa Zula Hendricks, która zmagając się z własnymi słabościami zawiera kruchy sojusz ze zbuntowanym androidem.
Narracja jest absolutnie najmocniejszą stroną rzeczonej publikacji, przy czym sama historia jest momentami dość nierówna. Wood stawia bardzo istotne pytania o symbiozę ludzi i sztucznej inteligencji. Wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że filozoficzne rozmyślania skutecznie zaburzane są przez wybijające z rytmu sceny akcji. Obcy kojarzy mi się z horrorem, jednak komiks Aliens: Bunt raczej Cię nie wystraszy. Zdecydowanie zabrakło tu charakterystycznego elementu zaszczucia i uczucia beznadziejności sytuacji. Z jednej strony ksenomorfy przedstawiane są jako istoty, z którymi spotkania w zasadzie się nie przeżywa. Z drugiej natomiast, właściwie w każdej ze scen są raczej mięsem armatnim.
Na szczęście drugi tom jest znacznie lepszy, ponieważ historia nabiera głębi i tempa. Bardzo dobrze, że pojawiają się retrospekcje, z których można dowiedzieć się więcej o Hendricks. Końcówka, choć cholernie przewidywalna, jest absolutnie satysfakcjonująca.
Aliens: Bunt i wszechobecny mrok
Do trio rysowników z pierwszego tomu, w drugim dochodzi jeszcze dwójka artystów: Stephen Thompson i Eduardo Francisco. W zasadzie każdy z nich dobrze radzi sobie z Obcym, jednakże to Riccardo Burchielli wypada – według mnie – najlepiej. Wszystko przez to, że skupia się przede wszystkim na wyciągnięciu z każdego rysunku maksimum klimatu. Słowa uznania należą się koloryście. Dan Jackson świetnie poradził sobie z zachowaniem balansu między mrokiem a przejrzystością poszczególnych plansz.
Wydawnictwo Scream Comics ponownie dostarczyło solidny produkt. Twarda oprawa i dobrej jakości papier sprawiają, że obcowanie z recenzowanym komiksem było prawdziwą przyjemnością. Korekta niestety przeoczyła kilka literówek.
Komiks Aliens: Bunt to przede wszystkim swoisty powrót do korzeni. Bezkres kosmosu i zagubiony statek kosmiczny ze zdesperowaną resztką załogi stanowiły doskonałe podwaliny do bardzo mocnej historii. I choć potencjał nie został do końca wykorzystany, szczerze polecam Ci tę publikację. To bardzo miła odskocznia od przewidywalnych opowieści z Obcymi w tytule.