Bez publiczności nie ma zabawy, czyli relacja z IEM 2020

intel extreme masters 2020

Jak co roku od dobrych kilku lat w Katowicach organizowane są finały Intel Extreme Masters. Tegoroczne zmagania z pewnością przejdą do historii z jednego bardzo przykrego powodu.

Na dwa dni przed imprezą w Katowicach zacząłem mieć pewne obawy co do organizacji tego katowickiego święta graczy. Wszystkiemu winne były doniesienia z kolejnych krajów Europy, w szczególności Włoch nt rozprzestrzeniania się koronawirusa. Jednak zdrowy rozsądek podpowiadał mi, że przecież jest już trochę późno na odwołanie imprezy, tym bardziej jeśli o chińsko-europejskim wirusie wiadomo było od dobrych kilkunastu dni.

Jak grom z jasnego nieba spadła na mnie wieczorna wiadomość (na kilkanaście godzin przed rozpoczęciem finałów) o decyzji Wojewody Śląskiego zabraniającej udziału publiczności na IEM 2020 w związku z bezpieczeństwem odnośnie koronawirusa. Myślę sobie, co u licha? Przecież tysiące graczy jest już w stolicy województwa śląskiego, imprezuje w pubach, jeździ komunikacją miejską, śpi w hotelach i potencjalnie zaraża wszystkich w około. Niestety decyzja ta stała się faktem i naszła mnie przerażająca wizja pustego Spodka oraz zamkniętych pobliskich hal Międzynarodowego Centrum Kongresowego. Wizja ta była tym gorsza, że byłem już na IEM i doskonale pamiętam tłumy graczy, klimat i ciarki na plecach podczas jednego z meczy, kiedy pół hali wiwatowało dla polskiej drużyny. Ta koszmarna ewentualność niestety stała się faktem.

W sobotę dotarłem do Katowic około 14, tak żeby zdążyć na jeden z półfinałów w Counter-Strike: Global Offensive. Puste tereny przed Halą już na samym początku zwiastowały, co będzie można zobaczyć w środku. W drodze do wejścia napotkałem młodą, zziębniętą cosplay’erkę, która dała się namówić na zdjęcie na tle Spodka. Cholera, wtedy jeszcze nie wiedziałem, że w temacie cosplayu i graczy to byłoby na tyle. Po wejściu musiałem oddać wszystkie metalowe rzeczy, a po przejściu przez bramkę zmierzono mi temperaturę. Potem pozostało tylko potwierdzenie akredytacji prasowej i można było… zwiedzać czekające na graczy puste korytarze, hale czy dwie główne sceny. Wyglądało to strasznie, tym bardziej że wszystko było już przygotowane na rozpoczęcie imprezy i tłumy odwiedzających. Hale IEM Expo zamknięte, a za drzwiami przygotowane, bądź w połowie niedokończone stoiska przeróżnych firm, developerów czy wydawców. Koszmar.

Po wejściu do Spodka na pierwszym planie dumnie prezentował się znany z poprzednich lat puchar dla zwycięzców finałów, cztery ogromne telebimy i setki świateł dodających klimatu wydarzeniu. Rozpoczęcie półfinałowej potyczki ekip Fnatic z G2 Esports oczywiście odbyło się hucznie i z przytupem. Głośna, dodająca motywacji do walki muzyka, buchające ognie, wielkie sztuczne ognie czy specjalny materiał wyświetlany na wielkich ekranach dały namiastkę tego, czym mogła być ta impreza, gdyby na trybunach siedziała, gotowa do wspierania śmiałków, publiczność. Dość nieoczekiwanie starcie wygrała ekipa G2 Esports i tym samym mogła już myśleć o niedzielnym finale. Puste siedzenia, sektory i korytarze wyglądały naprawdę smutno, bez życia i, co najgorsze, było przerażająco cicho. Rozmowy ochroniarzy, zagranicznych mediów czy osób spożywających posiłki w punkcie z jedzeniem posępnie zastępowały gwar i hałas jaki znałem z poprzedniej wizyty na IEM.

Organizatorzy ponownie stanęli na wysokości zadania, aby widzowie w internecie i TV mogli poczuć choć namiastkę otoczki imprezy na jaką czekali cały rok. Emocji nie brakowało, choć kilka pojedynków skończyło się zaskakująco szybko. Ekipa Natus Vincere druzgocąco zwyciężyła finałowe starcie z G2 Esports w Counter-Strike: Global Offensive i mogła cieszyć się wzniesieniem legendarnego pucharu i ćwierć milionem złotych. Z kolei w zawodach StarCraft II zwyciężył Koreańczyk „Rogue” deklasując swojego rodaka „Zesta” i zgarniając 150 tyś. USD. Oba finały były jednostronnymi starciami, w których zwycięzcy nie dali szans swoim konkurentom. Czy na tegorocznej imprezie mógł paść kolejny rekord odwiedzających rozgrywki IEM? Tego nigdy się nie dowiesz, jednak mam wielką nadzieję, że była to moja pierwsza impreza bez udziału gości i tym samym ostatnia. Bez publiczności jest przytłaczająco, smutno i po prostu nie ma zabawy.

Więcej zdjęć z katowickiej imprezy znajdziesz tutaj.

Choć Marcin od dziecka wychowany był na prymitywnych wirtualnych światach, zauroczony jest nimi do dziś. Gry wideo nosi w sercu i od wielu lat przelewa myśli z nimi związane na papier. Recenzjami stara się zaintrygować odbiorcę, w publicystyce zarażać zaś swoją pasją. Poszukiwacz pozytywnych stron życia, ceniący doświadczenie i nieprzychylnie nastawiony do szeroko pojętej głupoty. Ustatkowany gracz.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Możesz używać tych tagów HTML i artrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*