concrete genie

Nowy tytuł na wyłączność PlayStation 4 to kolorowy miks uroku, kreatywności, magii i przygody z morałem. Zdecydowanie warto zainteresować się produkcją studia Pixelopus.

Ustatkowani gracze nie mają lekko. Dysponując ograniczoną ilością wolnego czasu, często muszę (z własnej woli oczywiście) mozolnie przedzierać się przez produkcje z wielkimi otwartymi światami czy długimi przygodami na kilkanaście godzin, co niekiedy jest mocno uciążliwe. Czasami wręcz marzę o krótkiej, niezbyt wymagającej grze, która czymś mnie zaskoczy i zauroczy, da chwilowo odsapnąć od taśmowo katowanych strzelanin i sandboksów. Tutaj rękę do tatusiów, mam i ich pociech wyciąga ekipa z Pixelopus proponując baśniową, pełną kolorów i śliczną opowieść o uzdolnionym chłopcu.

Ostatnio brakowało mi w ekskluzywnych produkcjach Sony, właśnie takiej kreatywnej, przemyślanej i udanej propozycji. To jak, masz ochotę oderwać się od rzeczywistości i dać się porwać fantazji, przebudzić wyobraźnię i spędzić kilka godzin dobrze się bawiąc?

Denska wysyła SOS – pomoc jest już w drodze

Ash to zwykły, bardzo wrażliwy i zdolny chłopiec. Wraca do Denska, opuszczonego ponurego i szaroburego nadmorskiego miasteczka, w którym doszło do katastrofy przez zanieczyszczenie środowiska. Dziwny szlam i mrok zmienił mieścinę nie do poznania, obracając ją w smutną, bezludną wielką ruinę. Spokojny chłopiec pięknie rysuje, a swoje prace trzyma w szkicowniku. Niestety od czasu do czasu jest prześladowany przez pałętającą się bez celu grupkę znudzonych rówieśników. Pewnego razu wpada w sidła rozrabiaków, którzy niszczą jego notes, rozrzucając po okolicy prace młodzieńca. Na ratunek załamanemu bohaterowi przychodzi Luna, dżin dający mu prawdziwe pole do popisu i magiczny pędzel. Od tego czasu Ash ma okazję zamienić szare, brudne i pełne przygnębienia ulice, w kolorową ucztę barw i żyjących motywów.

Oczywiście nie wszystko na raz. Chłopiec stopniowo eksploruje ponure zakątki miasteczka w poszukiwaniu kartek ze swojego szkicownika i dzięki nim może rysować na murach, ścianach czy dachach swoje prace. Malowanie jest proste i to od gracza zależy czy będzie tworzył swoje dzieła wychylając kontroler (żyroskop) czy malował używając gałek. Magiczny pędzel ożywia nie tylko narysowane kształty, całe malowidła ale też daje życie dżinom. Wygląd każdego z nich zależy od grającego i z dostępnych cech można tworzyć swoje dziwaczne stworki.

Żonglowanie paletą barw i ożywianie tworów wyobraźni

Każdy dżin to projekt w pełni osobisty, z cechami i wyglądem jaki sobie wybierzesz. Można mu dopiąć rogi, cztery nogi, długie wąsy czy o wiele więcej różności. Te przedziwne żyjątka uwielbiają figle, psoty i co rusz proszą abyś się z nimi powygłupiał. Biegają po połączonych ze sobą murach i lubią towarzystwo bohatera. Jeśli spełnisz ich zachcianki, wtedy otrzymasz małą pomoc przy trudnościach stojących na drodze czy dodatkową super farbę do eliminacji mroku. Dżiny znajdą ukrytą kartkę, pomogą w wejściu na gzyms, ogniem otworzą nową drogę, włączą zasilanie czy sprawią, że nie raz się uśmiechniesz.

Oprócz zabawy, odczarowywania ulic i wszechobecnego malowania, Ash musi uważać na grupkę łobuzów i uciekać przed nimi. Jeśli mu się nie uda, nieprzyjaciele próbują odebrać mu pędzel i wtedy dochodzi do wizji z przeszłości każdego z dzieci. Okazuje się, że mieli oni trudne życie, pełne przeróżnych okropnych czy smutnych wydarzeń. Końcówka gry zmienia sielankowy charakter rozgrywki w etapy walki, co nie każdemu może się podobać. Tym bardziej, że twórcy nie do końca przemyśleli ten aspekt lub nie mieli już czasu na jego dopracowanie. Wciskanie jednego z trzech przycisków potrafi szybko zniechęcić, powtarzalność nudzi, a walka z ostatnim bossem może być wymagająca dla młodszych graczy. Na szczęście starcia bohatera to krótki epizod, a zdecydowana większość to kolorowe dzieła.

Concrete Genie rodzinnie, z dobrym przesłaniem

Wspomnieć wypada o prześlicznej kolorowej oprawie graficznej, będącej chyba największym atutem Concrete Genie. Ulice naprawdę żyją. Na jednym z murów świeci słońce na łące pełnej kwiatów, gdzie indziej pada deszcz i akurat wyszła tęcza, kolejna ściana pełna jest spadających na ziemię owoców, a następny malunek przedstawia drzewa, księżyc i szczyty gór. Wszędzie między tymi tworami co chwila przedzierają się dżiny, wariując tu i tam. W przerwie od ożywiania ulic miasta warto czytać znajdowane gazety, aby zgłębić się w historii miasteczka. Poza malunkami na murach można też rozejrzeć się i poszukać billboardów, które potrafią dosłownie ożyć i jeszcze bardziej urzec grającego.

To wszystko daje obraz interesującej pozycji dla całej rodziny. Niestety to co dobre szybko się kończy i kolorową przygodę ze stworkami można zamknąć w dwa wieczory (3-5 godzin). Potem oczywiście można szukać pozostałych stron z notatnika, ożywiać kolejne dżiny, wejść w zakładkę swobodnego malowania lub po prostu cieszyć się swoją wyobraźnią. Widać jak na dłoni, że małe studio miało ciekawy pomysł na rozgrywkę ale też garściami kopiowało wiele pomysłów od bardziej doświadczonych kolegów, z takich tytułów jak choćby Uncharted czy inFamous. To nie grzech, jednak można było całkiem iść na całość i spróbować czegoś świeżego.

Ogólnie produkcja studia Pixelopus to relaksująca, pobudzająca wyobraźnię i przepiękna przygoda z głębszym przesłaniem dla całej rodziny. PlayStation 4 bym dla tej gry nie kupił, jednak mając na stanie japoński sprzęt i dziecko z niego korzystające, grzechem byłoby nie poznać opowieści zdolnego chłopca. Choćby po to, aby sprawdzić swoje malarskie (nieodkryte) talenty i obudzić (dawno nie ruszane?) pokłady wyobraźni.

Kopię gry Concrete Genie (PlayStation 4) do recenzji otrzymaliśmy od firmy Sony.

Kolejny tytuł na wyłączność Sony to niesamowita uczta dla oka, wyobraźni i prawdziwy relaks. Warto uczestniczyć w tym wydarzeniu i z boku patrzeć jak Denska z ponurej, smutnej miejscówki zmienia się w magiczne nadmorskie miasteczko pełne kolorów i życia. Gra bawi jednocześnie podejmując trudne tematy. Cena adekwatna do zawartości.

Końcowe napisy pokazują się zbyt szybko. Mało wymagająca, a etapy z walką nie każdemu mogą się podobać.

Autor Marcin Wronka

Choć Marcin od dziecka wychowany był na prymitywnych wirtualnych światach, zauroczony jest nimi do dziś. Gry wideo nosi w sercu i od wielu lat przelewa myśli z nimi związane na papier. Recenzjami stara się zaintrygować odbiorcę, w publicystyce zarażać zaś swoją pasją. Poszukiwacz pozytywnych stron życia, ceniący doświadczenie i nieprzychylnie nastawiony do szeroko pojętej głupoty. Ustatkowany gracz.