Łotry

Półmetek wakacji szkolnych za mną. Pierwszy miesiąc minął… zbyt szybko, tym bardziej, że akurat w lwiej części został spożytkowany na wyczekiwaną przerwę urlopową. W tym roku doświadczyłem prawdziwej rozpusty, bo aż dwóch tygodni bezwstydnej laby.

Tegoroczny odpoczynek od korporacyjnego świata wyglądał jednak odmiennie od poprzednich, nie tylko ze względu na długość. Inaczej niż w minionych latach, w naszych walizkach, oprócz niezbędnej ilości kilkunastu par damskiego obuwia oraz kilku worków przeróżnych zabawek, znalazło się miejsce na gry bez prądu. Zamysł to jak najbardziej planowany, ponieważ chciałem skorzystać z okazji i przetestować nową, dobrze zapowiadającą się karciankę. Tym razem wybór padł na grę Łotry (wydawnictwo Spell Games), będące debiutanckim pomysłem Grzegorza Pietrasa.

W każdym z nas drzemie mniejszy lub większy łotr

Mroczna, przywodząca na myśl średniowieczne czasy oprawa graficzna małego, niepozornego pudełka kryjącego zawartość gry, zapowiadała dużą zmianę klimatu w porównaniu do wcześniej sprawdzanych przeze mnie pozycji. Tym razem potykać nam się przyszło w świecie pełnym bandytów, zepsutych do szpiku kości łotrów nastawionych na zbicie fortuny bez względu na koszty. I o ile taki obraz całości kreowany przez świetne grafiki umieszczone na kartach (ukłony w kierunku grafików – Jakuba Kaktusa Balewicza i Kamila Patynowskiego) idealnie zagęszczał atmosferę, tak nie przekładałby się on aż tak bardzo na faktyczne reakcje graczy, gdyby nie zaimplementowany przez Grzegorza Pietrasa mechanizm skutecznie zachęcający do „dawania sobie po mordzie”.

Łotry

Poziom interakcji w kolejnych partiach rozgrywki stawał się momentami tak intensywny, że nawet okoliczności przyrody (piękne mazurskie jeziora i chłodne piwko) nie potrafiły powstrzymać mnie oraz towarzyszy tej karcianej podróży przed transformacją w wyzutych z emocji egoistów, mających przed oczami jedynie potrzebę generowania złota, potrafiących w jednej chwili pozbyć się każdego przeszkadzającego w tym działaniu osobnika. Kiedy w grę wchodziło zagrożenie wygranej nie liczyły się żadne sentymenty. Każdy z graczy szukał tylko okazji, aby ukraść lub zniszczyć komuś kartę, zwinąć sprzed nosa kilka sztuk złota czy pozbawić żetonów umożliwiających wykonywanie ruchów. Wachlarz „negatywnych” interakcji uzupełniany był także sprytnie wykreowanymi mechanikami pozwalającymi zarządzać posiadanym deckiem. Aby wygrać należało więc wykazać się nie tylko sprytem w mądrym rozdawaniu ataków (zwłaszcza w grze wieloosobowej), ale także wysilić szare komórki pod kątem odpowiedniego dobierania kart, a następnie planowania ruchów z wyprzedzeniem.

Emocje, emocje i jeszcze raz emocje

Łotry bez dwóch zdań należą do jednej z najbardziej emocjonujących karcianek, które w ostatnim czasie dane było mi poznać. Przy czym natężenie wrażeń rosło wprost proporcjonalnie do liczby siedzących przy stole osób (maksymalnie cztery). Zazwyczaj pierwszym, skazanym na ataki pozostałych stawał się ten, kto zbyt szybko wysuwał się na czoło stawki. To z kolei zapowiadało niemalże pewny odwet ze strony przeciwnika w późniejszych fazach rozgrywki. Natomiast o tym, kto i od kogo otrzymywał mniej lub bardziej bolesne ciosy, decydowały najróżniejsze czynniki – od czysto ludzkich („Lubię Cię więc wyłapiesz cios”) przez do końca doprecyzowane („Zaatakuję Cię, bo tak”), na racjonalnych kończąc („Oberwiesz na wszelki wypadek”).

Łotry

W tym miejscu muszę zamieścić istotne, przynajmniej dla niektórych, ostrzeżenie. Od czasu do czasu rozgrywka może przekształcić się w trudną do opanowania sytuację, zakładającą konieczność szybkiego i skutecznego tonowania wzburzonych nerwów. Szczególnie, kiedy do walki zasiądą gracze nie do końca potrafiący opanować temperament w obliczu przegranej. Niejednokrotnie po zakończonej partii może dochodzić do wzajemnych, interesujących animozji… Jednym słowem z Łotrami nudy nie doświadczysz.

Jedynym aspektem, który mógłby zostać rozwiązany inaczej jest forma i wygląd żetonów. Kolorystyka wydała się być za mało różnorodna, a ich rozmiar w stosunku do planszy chyba jednak zbyt duży, zwłaszcza przy wieloosobowej rozgrywce. Planszówkowy debiut Grzegorza Pietrasa oceniam jednak bardzo pozytywnie. Pozornie prosta i nieskomplikowana gra okazała się być kopalnią kryjącą duże złoża emocji i świetnej zabawy. Zdecydowanie polecam!


Łotry to karcianka z relatywnie prostymi zasadami, łatwa do opanowania, z ciekawie skonstruowaną mechaniką rozgrywki. Gwarantuje długie chwile wypełnione zaciętymi potyczkami zarówno w wersji dla dwóch, trzech jak i czterech graczy.

Żetony są mało poręczne, szczególnie przy wariancie wieloosobowym.