Pode

Jest ich dwoje i zdawałoby się, że więcej ich dzieli, niż łączy.

Jedno z nich jest nieco przy kości i ewidentnie ociężałe. Drugie, choć też kształtne, pełne jest gracji i lekkości. Jedno lubuje się w szarościach i znajduje piękno w miejscach ukrytych. Drugie zaś kocha naturę i wyciąga z tej natury, ile tylko się da. Oboje są nieco nieśmiali i oboje nie planowało się zakochać. Jedno spadło z nieba na ziemię, drugie na tej ziemi było od zawsze.

Gra norweskiego studia Henchman & Goon opowiada o spadającej gwieździe, która z nieba zgubiła się i wylądowała na ziemi. Spotyka ją jednak kamyk, który postanawia pomóc wrócić jej do domu. Po drodze okazuje się, że chyba jednak mają się ku sobie.

Pode to kooperacyjny romans spadającej gwiazdy i kamienia

Nie żartuję z tym romansem. Gra jest jednocześnie bardzo klarowna i subtelna w definiowaniu tej miłości. Pełno tutaj ikonografii związanej z serduszkami, jedna z mechanik wymaga trzymania się za ręce: obie postacie się wtedy solidnie rumienią. Twórcy nie wymyślili przy tym wydumanych konfliktów czy jakiejś dzikiej, wielowątkowej fabuły. Pode nie definiuje nawet płci obu postaci, by łatwiej było się z nimi identyfikować. To zwyczajnie prosta fabułka o dwójce różnych bohaterów i łączącym ich ciepłym uczuciu, które motywuje je do wspierania się. Stąd: świetna do gry z drugą, ważną dla Ciebie osobą.

Urocza parka w centrum Pode

Pode opowiada tę historię właśnie w konwencji gry logicznej w trybie kooperacji. Obie postacie mają fundamentalnie różne umiejętności. Roztaczane przez nich po przyciśnięciu spustu aury reagują z innymi przedmiotami i elementami otoczenia. Gwiazdka jest lżejsza od kamyka, więc może chodzić po wodzie czy wskoczyć gdzieś wyżej, gdzie kamyczek tonie lub nie sięga. Kamyk z kolei może manipulować przełącznikami i „połykać” przedmioty – w tym samą gwiazdkę. Nie ma tych zdolności zbyt wiele, a ostatnia, najbardziej obiecująca, pojawia się dopiero na koniec gry. Na szczęście, nic Cię nie goni i zagadki nie wymagają refleksu e-sportowca.

Zauważyłem, że pomiędzy postaciami zachodzą pewne dysproporcje. Gwiazdka ma nieco więcej do zrobienia: jej zadanie to często przetransportować gdzieś nieporadny kamyk. Kamień z kolei jest konieczny, ale pomaga w nieco subtelniejsze sposoby, choćby wciskając przycisk czy „wypluwając” światełko na oddaloną kładkę. Te proporcje zmieniają się w toku kilkugodzinnej zabawy. Asymetria sprawia, że Pode to w gruncie rzeczy opowieść o tym, że nie jesteśmy wcale równi i właśnie dlatego potrzebujemy siebie nawzajem. Widać to nawet po sterowaniu. Dedykowany guzik zamiany bohaterów jest aktywny nawet w trybie kooperacji, więc jeśli druga osoba sobie z czymś nie radzi, jednym kliknięciem można na chwilę przejąć jej obowiązki.

Pode to gra o komforcie bycia razem, nawet w potknięciach

Zagadki w Pode nie należą do bardzo trudnych i jest to gra raczej relaksująca. Napotkaliśmy z dziewczyną tylko jedno wyzwanie, które się nie udało. Wymagało one kierowania lilią wodną, w tym wypadku zwyczajnie nie domagało mało precyzyjne sterowanie. Jest to jednak po prostu słaba zagadka, nie koszmarna i jej rozwiązanie okazało się być dość proste. Mam jednak pewne zastrzeżenie co do projektu wyzwań w Pode.

Wspólne rozwiązywanie zagadek w Pode

W grze relatywnie łatwo można „złamać sekwencję”, czyli ominąć konieczny krok przy rozwiązywaniu zagadki. Można to uczynić wykorzystując się wzajemnie jako podpórkę czy odpowiednio zręcznie korzystać z umiejętności „zjadania” przedmiotów przez kamyk. Gra Cię za to nie karze: nie da się trwale zawiesić, bo ominąłeś pewien krok. Można więc się wycwanić i przechytrzyć projektantów. Wymaga to czasem nawet większej kreatywności.

Właśnie w tym zawiera się pewien problem. Pode mało tłumaczy – bo też nie ma czego – i trochę łatwo się zawiesić na szukaniu nieortodoksyjnego rozwiązania. Klucz do zagadki potrafi kryć się w otoczeniu w mało widocznym miejscu lub wymagać przeszperania lokacji z włączoną „aurą”. Ja i moja dziewczyna w ten sposób „rozklepaliśmy” kilka zagadek w sposób ewidentnie przekombinowany. Dopiero po czasie zorientowaliśmy się, że klucz był pod nosem. To dobrze, że Pode pozwala na eksperymentowanie w nieco szemrany sposób, ale jest to też po prostu pewna wada całego designu.

„Jakie to jest śliczne!”

…to słowa, które wymawialiśmy – albo wykrzykiwaliśmy – z dziewczyną. Czasami na przemian, czasem równocześnie, w różnych tonach. Pode wykorzystuje niemal wszystkie kolory, ma ładną, geometryczną estetykę, a dwójka bohaterów porusza się w przeuroczym, pełnym charakteru stylu. Prawdziwą gwiazdą są jednak zmieniające się otoczenia. Kamyk i gwiazdka, gdy roztaczają swoją magnetyczną bądź świetlną aurę, pobudzają lokacje do życia. Skały i minerały wyrastają nagle spod ziemi, małże pod wodą otwierają się, kwiaty i pnącza zakwitają – wszystko w przyspieszonym tempie. Interakcje z otoczeniem kojarzą się z GRIS i jak w tamtej grze, ta sztuczka nigdy się nie nudzi – paszcza sama się otwiera do „ochów” i „awwww”.

Pode i kolorowe widoczki!

Równie dobra jest muzyka. Szanuję bardzo Austina Wintory’ego, bo zawsze wydaje mi się, że rozpoznaję jego kompozycje, ale potwierdzam to dopiero na napisach końcowych. Jeden z najbardziej płodnych obecnie kompozytorów nie wpadł jeszcze w pułapkę Jeremy’ego Soule’a czy Hansa Zimmera: jego ścieżki dźwiękowe nie bazują na tych samych patentach, nie kradnie też sobie całych riffów. Podobnie jest i w Pode. Jedynym, co zdradza, że to Wintory stoi za melancholijnymi, ciepłymi aranżami na smyczki czy ksylofon jest umiłowanie do krótkich, wpadających w ucho melodii.

Gra dla dwojga

Pode to krótka, ale satysfakcjonująca seria zagadek, z którą najlepiej zagrać z drugą osobą. Została w końcu pierwotnie wydana na Nintendo Switch uzbrojonym domyślnie w dwa kontrolery. Tworzy to problemu posiadaczy PS4 z jednym padem. Można oczywiście grać samemu – czasami może być tak nawet prościej – ale prawdziwe serduszko gry leży właśnie w graniu we dwoje.

Warto do gry zachęcić drugą połówkę czy nawet dziecko. Piękna oprawa, słodki związek bohaterów i solidne, bezpieczne wyzwania wyzwalają w człowieku ciepło i uśmiech. Gwarantuję, że w trakcie grania i tuż po, pierwszym instynktem będzie się przytulić.


Pode oferuje przyjemną i piękną zabawę w kooperacji, na kilka dobrych godzin – choćby wieczór przytulania się.

Zabawa sporo traci samemu, niektórym zagadkom przydałaby się też drobna korekta techniczna.

Autor Jacek Wandzel

Niegdyś student projektowania gier na Uniwersytecie Śląskim w Sosnowcu, teraz doktorant. Kurator gier wideo katowickiego festiwalu Ars Independent. Wierny fan Hideo Kojimy, Chrisa Avellone'a, Yoko Taro i Shigesato Itoiego. Jeśli spotkasz go na żywo, przygotuj się na awanturę o to, że nie oglądasz JoJo's Bizarre Adventure / nie ukończyłeś Red Dead Redemption II. Podobno napisał kiedyś tekst, który miał mniej niż 13 000 słów, ale plotka ta pozostaje niepotwierdzona. Ustatkowany Gracz. Z twarzy.