Shenmue III to gra z 2002 roku w 2019

Trudno w to uwierzyć, ale to się faktycznie stało. Shenmue III zostało wydane – choć nie na konsolę Segi, ale na PS4 i PC. Zajęło to 18 lat, ale Yu Suzuki dopiął swego i kultowy klasyk ma wreszcie swoją kontynuację. Jakąś.

Shenmue III jest grą dla konkretnego odbiorcy: jest nią fan pierwszych dwóch Shenmue. „Trójka” zaczyna się praktycznie natychmiast po zakończeniu „dwójki” i nowicjusz się w tym nie połapie. Jest w grze filmik streszczający – choć lepiej sięgnąć po taki jeszcze przed uruchomieniem – ale nie ma co owijać w bawełnę: ta gra nie zrobi z Ciebie fana serii. Niekoniecznie zaspokoi ona też głód fanatyka.

Shenmue rozgrywa się w Azji lat 80. i opowiada historię Ryo Hazukiego, krnąbrnego nastolatka w skórzanej kurtce, który pewnego razu wraca do domu i napotyka sytuację dość nieciekawą. Jego ojciec i mentor, Iwao, zostaje zamordowany na jego oczach przez tajemniczego Chińczyka imieniem Lan Di; kością niezgody jest równie tajemnicze kamienne lustro. Ryo chce się zemścić i wyrusza w podróż, która zabierze go wpierw do Hongkongu, a potem do chińskiej wsi, gdzie spotka się ze swoim przeznaczeniem.

Shenmue III to przede wszystkim minigry

Shenmue to gra z 2002 roku – to niekoniecznie coś złego

Yu Suzuki rozpisał fabułę Shenmue na kilkanaście rozdziałów. Wiele wskazuje na to, że trzecia część podąża dokładnie tym planem, jaki Japończyk przygotował 20 lat temu. Dosłownie. Wierzę, że on w tym pomyśle nie zmienił nic a nic; dostaliśmy dokładnie tę grę, jaką byłoby Shenmue III, gdyby ukazało się na Dreamcasta w roku 2002. Nie szkodzi, że zmontowano ją na Unreal Engine 4 – mimo ładnych teł, nie wygląda to na grę obecnej generacji.

Wrażenie, że to gra zawieszona w czasie buduje angielski dubbing – jest on w większości naprawdę zły. Corey Marshall, głos Ryo, w zasadzie się nie zestarzał od 2001 roku i brzmi równie drętwo. Rolę głównej postaci kobiecej, Shenhuy, przejęła Brianna Knickerbocker, niezła młoda aktorka mająca na koncie m.in. dubbing w God Eater 3 czy Astral Chain. W Shenmue III gra wręcz zawstydzająco źle – nie tylko zresztą ona – ale na szczęście można włączyć dialogi japońskie.

Trudno jest mi obwiniać Knickerbocker czy innych za brak aktorskich popisów, bo z pustego i Salomon nie naleje. Widać, że Shenmue III to w większości ten sam scenariusz, który Suzuki napisał 20 lat temu. Postacie mówią w ten poszatkowany, powtarzalny sposób, w jaki mówili bohaterowie wielu gier tamtych lat; co wynikało zwykle z ograniczeń budżetowych i technologicznych, nie decyzji artystycznych. Przyznam, że jest w tym wszystkim pewien urok: ewidentnym celem jest oddać ten klimat wczesnej generacji 3D. Muszę w jakiś sposób docenić, że twórcy nie ugięli się i chcieli dać publice dokładnie Shenmue III, a nie Shenmue III na miarę 2019 roku. Tytuł jest fascynującą kapsułą czasu, jeśli nie grą.

Codzienne zen

Najbliżej do duchowego spadkobiercy Shenmue jest chyba serii Yakuza: też grze o minigierkach, biciu nieznajomych po mordach i życiu w małej społeczności. Elementy tej filozofii można znaleźć jednak w masie innych gier. Są Quick Time Eventy, które ta gra w zasadzie wymyśliła – ich styl całkiem zerżnął David Cage. Wolne tempo przywodzi na myśl tzw. symulatory chodzenia i późniejsze gry narracyjne. Echa codzienności i niespiesznie, ale stanowczo tykającego zegara słychać w serii Persona. Zaś Red Dead Redemption 2 nie powstałoby pewnie, gdyby Suzuki nie próbował oddać monotonii, ale i pewnego zen odnajdywanego w codziennych czynnościach.

Ćwicz kung fu, młody Ryo

Każdego dnia w Shenmue, od rana do nocy, wyruszasz wraz z Ryo w miasto. Nadrzędnym celem jest odkryć kolejne warstwy intrygi i poznać ludzi, którzy pomogą chłopakowi odnaleźć drogę. Nie wszystko da się zrobić jednak na hop, siup. Doba ma ograniczoną ilość godzin, Ryo musi spać, a czasem po prostu trzeba na coś poczekać. Gra poświęca wiele czasu wszystkiemu, co robisz pomiędzy realnym rozwiązywaniem intrygi: ćwiczeniom kung fu, dorywczej pracy za pieniądze, również zabawom na automatach czy uprawianiu hazardu. Często robisz to wciskając rytmicznie przycisków lub żmudnie powtarzając czynności – rzut kością, robotę na wózku widłowym – bez wyraźnych, natychmiastowych korzyści.

W tym szaleństwie jest jednak pewna metoda. Shenmue jest opowieścią o odnajdywaniu swojego miejsca w świecie, nabieraniu pokory i dorastaniu. Ryo jest dobrodusznym, ale narwanym i krnąbrnym dzieciakiem, któremu przyświeca przede wszystkim zemsta. Opowieść podąża za tzw. monomitem, “Podróżą Bohatera” według Josepha Campbella. Ryo jest w tej podróży po to, by po zakończeniu swojej misji wreszcie nauczyć się, jak normalnie żyć.

Shenmue to gra z 2002 roku – to też niekoniecznie coś dobrego

Fabuła rozwija się powoli i chłopak na swojej drodze uczy się przede wszystkim cierpliwości. Nie bez powodu kluczową rolę w tej spokojnej historii odgrywają sztuki walki: wymagają one przede wszystkim systematyczności i dyscypliny. Minigry oczekują od Ciebie odnalezienia pewnego jednostajnego rytmu, zen. Stąd, formuła Shenmue nie jest wcale daleka od tego, co robi np. Death Stranding, które w pracy upatruje swojego flow. Filozofia pozostaje jednak tylko filozofią. Shenmue III przyświeca piękna idea, natomiast w kwestii realizacji daje po prostu ciała. Chyba, że łowisz ryby: Shenmue III ma jedną z najlepszych minigier wędkarskich i to była moja ulubiona część gry. Natomiast pewnych archaizmów nie da się wybaczyć nowej produkcji.

Tak, to prawdziwy tutorial z walki w Shenmue III.

Takim przykładem jest dodany w tej odsłonie system zmęczenia. Hazuki, gdy coś robi i przede wszystkim biega, traci punkty życia. W efekcie, musisz żreć jak opętany, żeby cokolwiek osiągnąć. Nie nadaje to rozgrywce żadnej głębi i jest totalnie zbędne. Została wyrwana żywcem z 2002 roku, kiedy to gry badały podobne mechaniki i dopiero uczyły się, gdzie jest granica między imersją, a truciem dupy.

Leży rozgrywka, nawet względem oryginalnych dwóch gier. Shenmue III jest znacznie płytsze i po prostu gorzej wykonane. Walka jest już nie tyle uproszczona, co prostacka: sprowadza się tak naprawdę do cofania i wciskania R2, by wyprowadzić wybrane combo, kiedy wróg się wyszumi. Nigdy nie jest satysfakcjonująca, nigdy nie dostarcza radości, nigdy nie jest irytująca. Nawet te przeklęte QTE są gorsze. Pół-interaktywnych sekwencji jest znacznie mniej niż kiedyś i też częściej kończą się powtórką, bo czas na wciśnięcie przycisku jest absurdalnie krótki.

To nie powinno tak wyglądać

Siedzi też reżyseria filmików, co akurat zaskakujące. Oryginalnym Shenmue można sporo zarzucić, ale cutscenki robią wrażenie nawet po tylu latach: dynamiczne ujęcia, efektowne kadry, płynność akcji, operowanie muzyką… „Trójka” wyreżyserowana jest za to ospale i bez polotu. Sceny dzielą czasem niezręczne wyciemnienia i cięcia, nie mówiąc o kadrach; gra poszatkowana jest też ekranami ładowania, przez co akcji brakuje płynności. Wygląda to, jakby twórcy nie poradzili sobie do końca z silnikiem. O tyle to dziwne, że na PS4 działa w zasadzie nienagannie, czasem wyciągając i 60 klatek na sekundę. Wychodzi boleśnie niższy budżet, a później też pośpiech.

Pełno tu takich bezsensownych ujęć

Z kolei prowadzenie śledztwa sprowadza się do pytania ludzi o drogę i to bardziej liniowego, niż 20 lat temu. Dosłownie czekasz, aż ktoś dokładnie powie, gdzie masz iść. Jeśli wpadłeś na coś wcześniej, masz pecha – czeka Cię więcej biegania. Podczas rozgrywki towarzyszyło mi poczucie, że ta gra po prostu nie szanuje mnie i mojego czasu; choćby tym, jak niekonsekwentnie pozwala pomijać powtarzalne przerywniki. Przede wszystkim zaś dlatego, że fabuła Shenmue III zmierza donikąd. Głównie meandruje przez 20 godzin, lekko tylko wzbogacając tło historyczne, by skończyć się niesatysfakcjonującym cliffhangerem; gdyby to było anime, miałbyś do czynienia z serią odcinków „zapychających”.

Respektuję dedykację Yu Suzukiego, by Shenmue III odpowiadało jego wizji. Nie mogę jej nie szanować, w końcu zachwycam się bezkompromisowym Death Stranding. A jednak trudno jest mi oprzeć się wrażeniu, że ruch Suzukiego jest jednak nie fair wobec fanów.

Fani Shenmue zasłużyli na więcej

Od ostatniej gry w serii minęło 18 lat. Nawet fani Pieśni Lodu i Ognia nie musieli tyle czekać na poszczególne części sagi. Shenmue III powstało przede wszystkim dzięki lojalnej publiczności, bo to gra sfinansowana na Kickstarterze; Sony dołożyło się do marketingu, ale warunkiem były dobre wyniki z crowdfundingu. Suzuki zawdzięcza istnienie tej gry swoim odbiorcom, co jednak nie przeszkodziło mu wypiąć się na nich w tym roku. Ys Net wzięło pieniądze od Epic Games i tym samym nie może dostarczyć wspierającym obiecanej podczas kampanii wersji na Steam.

Trzecia część Shenmue to urokliwa, ale koniec końców mierna gra praktycznie wyłącznie dla entuzjastów serii, którzy jej tę toporność, wręcz niechlujność wybaczą. Nie wybaczą jej raczej niedzielni gracze, dla których czar serii będzie mniej oczywisty; a nie łudźmy się, że ktoś zostanie jej fanem z powodu tej akurat gry. Bardzo możliwe, że produkcja nie zarobi tyle, żeby oczywistością było powstanie Shenmue IV. Wspomniani fani Pieśni Lodu i Ognia mają obecnie większą szansę, że ujrzą zakończenie ukochanej opowieści.

Trudno jest mi polecić trzecie Shenmue. Fani serii są sobie winni jej ogranie – natomiast nie mogę im obiecać, że po odłożeniu pada będą odczuwali satysfakcję. Ci, którzy do nich nie należą, mogą sobie całkowicie odpuścić. Lepiej już sprawdzić choćby remastery dwóch pierwszych tytułów.


Shenmue III ma pewien staroświecki urok gry sprzed dwóch dekad: koślawej, ale pełnej serca. Imponuje również specyficzny klimat, jaki w najlepszych momentach udaje się tu stworzyć.

Jest to urok ulotny i zwykle przykryty pospolitym niedorobieniem, archaicznością, nudą. To również wybitnie niesatysfakcjonujący przystanek w sadze, która pewnie nie doczeka się godnego zakończenia.

Autor Jacek Wandzel

Niegdyś student projektowania gier na Uniwersytecie Śląskim w Sosnowcu, teraz doktorant. Kurator gier wideo katowickiego festiwalu Ars Independent. Wierny fan Hideo Kojimy, Chrisa Avellone'a, Yoko Taro i Shigesato Itoiego. Jeśli spotkasz go na żywo, przygotuj się na awanturę o to, że nie oglądasz JoJo's Bizarre Adventure / nie ukończyłeś Red Dead Redemption II. Podobno napisał kiedyś tekst, który miał mniej niż 13 000 słów, ale plotka ta pozostaje niepotwierdzona. Ustatkowany Gracz. Z twarzy.