terminator resistance

Polski developer po nieudanym eksperymencie z Rambo, postanowił wziąć na swoje barki kolejną znaną markę. Czy Terminator: Resistance to udany shooter?

Fani Terminatora w tym roku potencjalnie nie powinni narzekać – film i gra z tego uniwersum to dość przyjemne combo. Niestety Terminator: Mroczne przeznaczenie zbiera słabe oceny i ostatecznie okazał się finansową klapą. Co z polską wirtualną propozycją na futurystyczną walkę z maszynami?

Studio Teyon postanowiło ponownie spróbować swoich sił ze znaną marką i wykorzystać premierę filmu, jako dodatkowy atut na wydanie swojej najnowszej gry. Ekipa z Krakowa miała też coś do udowodnienia po bolesnej wpadce z Rambo: The Video Game i trzeba przyznać, że najnowsza produkcja to krok w przód, wielkie pokłady ambicji i za mało pieniędzy, aby je w pełni zrealizować. Dla mnie Terminator: Resistance to taki polski pierwszy Homefront, tyle tylko, że bez nadmuchanego do granic możliwości balonu pełnego hype’u. Zdecydowanie to nie jest tytuł mogący stanąć w szranki z wysokobudżetowymi strzelaninami typu nowego Call of Duty.

Opór albo zagłada

Akcja Resistance rozgrywa się 31 lat po Dniu Sądu i jest oparta na filmach Terminator i Terminator 2: Judgment Day. Przygoda zaczyna się z przytupem, bo jako szeregowy Jacob Rivers z Resistance Pacific Division musisz uciec z Pasadeny, gdzie dokonywana jest mechaniczna rzeź na wszelkich formach życia. Kolejnym celem jest spotkanie przywódczyni grupy oporu znanej jako Baron i pomoc jej w dalszym polowaniu na zabójcze maszyny, nie tylko pokroju T-800, min, wieżyczek czy latającego żelastwa ale również o wiele bardziej wytrzymałe jednostki.

Oprócz głównego wątku, jaki może się podobać, dostępne są proste zadania poboczne, likwidacja posterunków Skynetu czy przeszukiwanie zamkniętych pomieszczeń i skrzyń w poszukiwaniu przydatnych przedmiotów lub lepszego sprzętu. Kampania pozwala chłonąć klimat znany z pierwszych dwóch filmów z Terminatorem, muzyka (nie tylko w menu) potrafi sprawić wiele frajdy i dodawać kopa do kolejnego unicestwiania wrogich maszyn, a kilka innych rozwiązań uatrakcyjnia rozgrywkę.

T-800 plus

Terminator: Resistance to nie tylko shooter z perspektywy pierwszej osoby ale też elementy RPG dodające różnorodności podczas zabawy. Pełne akcji sceny walki z agresywnym żelastwem to nie wszystko, bo podczas wizyty w schronieniach ruchu oporu można ulepszyć broń czy przy specjalnych stołach utworzyć przydatne przedmioty. Warto węszyć w zakamarkach wypatrując leżących fantów, skrupulatnie eksplorować pomieszczenia czy szukać tajnych przejść, aby znajdować rzeczy przydatne do craftingu. Po zakończonych misjach punkty doświadczenia pozwalają ulepszać bohatera w drzewku umiejętności odnośnie zdrowia, skradania, otwierania zamków czy wytrzymałości na obrażenia. Punkty trzeba wydawać z rozwagą i myśleć podczas wyboru, bo często np. inwestycja w zdrowie nie pozwoli na otwarcie kilku napotkanych drzwi.

Trzeba wspomnieć o wytrychach, którymi otwiera się zamknięte skrzynie lub drzwi, hakowaniu obiektów polegającym na pozytywnym zakończeniu minigry oraz ulepszaniu arsenału mającym na celu umiejętne połącznie chipów, aby tworzyły obieg zamknięty. Rozwiązania są ciekawe, szczególnie wspomniane chipy będące udanym i prawdopodobnie świeżym pomysłem. Pojawiają się nawet wybory podczas odpowiedzi, jednak w większości mają one wpływ tylko na relacje ze spotykanymi postaciami. Ogólnie dzieje się sporo, a nie tylko pociąga za spust. Strzelby, pistolety, karabiny czy plazmowe giwery potrafią cieszyć podczas walki z maszynami, jednak trzeba uważać na celność, bo amunicja potrafi szybko się skończyć. Niestety podczas rozgrywki coraz bardziej czuć, że wiele wdrożonych pomysłów potrafi nudzić, część jest nieprzydatnych, a reszta nie została umiejętnie dopracowana.

Pieniądze, umiejętności, czas

Nowy Terminator to ewidentnie druga liga gier i braki w wielu aspektach rozgrywki. Graficznie polski tytuł nie jest najgorszy ale brakuje mu wiele do produkcji AAA, miejscówki są nijakie, podobne do siebie, a największe braki widoczne są w scenkach przerywnikowych. Drętwe animacje pamiętające poprzednią generację konsol biją po oczach, płynność rozgrywki potrafi mocno zniesmaczyć, a ambicje twórców na rozbudowany projekt zostały srogo ukrócone, może przez niski budżet, brak umiejętności lub czasu, aby zdążyć na premierę filmu.

Walka z maszynami w polskim wydaniu to z pewnością nie crap ale średnia strzelanina z niewykorzystanym potencjałem i raczej najlepsza gra z tego uniwersum. Niestety przy tak wielu bolączkach tej produkcji, cena również powinna być zdecydowanie niższa niż zaporowe 220-250 zł. Osobiście nie polecam kupna w okolicach premiery, ale cierpliwe czekanie na solidną przecenę, bo byłbym mocno zawiedziony płacąc tyle co za wysokobudżetowy hit znanego studia z rozgrywką na kilkadziesiąt godzin. Terminator po dwóch pierwszych filmach nie ma lekko, także w wirtualnym wydaniu, jednak widać światełko w tunelu i zdecydowany progres polskiego studia. Niestety fani tak kultowej marki oczekują zdecydowanie więcej i jeśli podejdą do Resistance z wygórowanymi oczekiwaniami, mogą się srogo rozczarować. Z chłodnym podejściem i konkretną przeceną z pewnością obejdzie się bez wielkiej goryczy i straconego czasu.

Kopię gry Terminator: Resistance (Xbox One) do recenzji otrzymaliśmy od firmy Koch Media.

Fani Terminatora docenią klimat wojny z maszynami, unicestwianie T-800 na wiele różnych sposobów, kilka mniejszych rozwiązań (hakowanie, ulepszanie broni, crafting) czy wpadającą w ucho muzykę w tle.

Kciuk skierowany w dół trzeba pokazać graficznemu wykonaniu, scenkom przerywnikowym, płynności rozgrywki, krótkiej fabule czy premierowej cenie. Mniejszy budżet czuć tutaj w każdym aspekcie rozgrywki.

Autor Marcin Wronka

Choć Marcin od dziecka wychowany był na prymitywnych wirtualnych światach, zauroczony jest nimi do dziś. Gry wideo nosi w sercu i od wielu lat przelewa myśli z nimi związane na papier. Recenzjami stara się zaintrygować odbiorcę, w publicystyce zarażać zaś swoją pasją. Poszukiwacz pozytywnych stron życia, ceniący doświadczenie i nieprzychylnie nastawiony do szeroko pojętej głupoty. Ustatkowany gracz.