Rewolucja będzie grywalizowana

Heidi O’Doherty ma 58 lata. Jako dziecko występowała w telewizji, później pracowała jako kryptograficzka. Obecnie jest pisarką, posiadaczką pakietu 6G i pary pięknych nóg. Na co dzień zajmuje się trollowaniem w social media oferując usługi parapsychiczne i zdradzaniem swojego męża z dużo młodszym kochankiem. A, no i jest też liderką londyńskiej sekcji haktywistów DedSec. Przynajmniej w mojej wersji Watch Dogs Legion.

Heidi O'Doherty - bohaterka nietypowa i przez to fantastyczna

Heidi nie jest w tym wszystkim sama. W jej ekipie znalazła się m.in. Lois Reid z Jamajki, której praca na budowie wisiała na włosku z powodu działań faszystowskich władz, a także karierowy zabójca Frank Sadler, równie wulgarny co profesjonalny. Jest i były szpieg MI5 Howard Goswami, prywatnie zresztą najlepszy kumpel Sadlera, a także hakerka polskiego pochodzenia Marie Borowski. Do DedSec może dołączyć każdy, nawet dziadek z problemami gastrycznymi – bo w Watch Dogs Legion każdy NPC na mapie może być Twoim bohaterem. Pomysł tyleż intrygujący, co ryzykowny: jak bowiem zaangażować gracza bez jakiejś postaci w jej centrum?

Zjadliwie powiem, że Ubisoft już podobny eksperyment przeprowadził: w końcu był sobie Aiden Pearce z pierwszego Watch Dogs, bodaj najnudniejszy protagonista gry wideo z jakim w życiu miałem nieprzyjemność kierować. Twoi Londyńczycy wciąż mają więcej osobowości od tego miernego antybohatera, choć mniej niż barwni hakerzy z San Francisco z „dwójki”. Natomiast od wszystkich mają zdecydowanie więcej frajdy – ten pomysł był strzałem w dziesiątkę.

Cyberpunk’s not dead?

Zanim jednak przejdę do owej dobrej zabawy, chwilę pomarudzę. Jeśli coś trochę wadzi w Watch Dogs Legion, to jest to fabuła. Nie chodzi nawet o to, że jest to dość sztampowa opowieść o walce z faszystowskim reżimem – umówmy się, że ostatnim czego potrzebują faszystowskie reżimy jest kreatywność. Gra rozpoczyna się od wrobienia DedSec w szereg zamachów bombowych, co popycha całą Wielką Brytanię w objęcia łamania praw człowieka w imię fałszywego poczucia bezpieczeństwa. Architektem tego piekła nie są jednak nawet politycy, tylko prywatna organizacja paramilitarna Albion. Znowu prywaciarz jest tym złym – faktyczny rząd jest „tylko” niekompetentny i niechętny do wzięcia odpowiedzialności.

Londyn w Legion jest imponujący, ale pod względem wizualnym - wizja świata zawodzi

Po zamachach gra przeskakuje kilka miesięcy do przodu, więc po przejęciu kontroli lądujesz już w Londynie z piekła rodem. Każda godzina jest policyjna, drony patrolują ulice, nie ma wolnej prasy, a agenci Albionu nie potrzebują pretekstu, by kogoś pałować. Brakuje jednak trochę spojrzenia na to, jak do tego przykręcania śruby doszło. Jest to najbardziej polityczna gra Ubisoftu słynącego z „apolityczności” – twórcy nie boją się nazywać faszyzmu po imieniu, nie dowcipkują z łamania praw człowieka i przedstawiają policyjny terror w sposób chłodny. Nie ma potrzeby „upiększać” upadlania, jakiego potrafi dokonywać aparat przymusu Gra nie ma jednak specjalnych ambicji, żeby cokolwiek powiedzieć, podobnie zresztą jak poprzednie dwie gry.

Watch Dogs jest definitywnie cyber. Ta wizja niedalekiej przyszłości jest miejscami niekomfortowo realna, nie tylko w kontekście państwa policyjnego, ale i przedstawienia technologii. Już punk jest jednak wybitnie pozorowany. Legion nawet gdzieś nawiązuje wizualnie do serialu Utopia, ale nie ma nawet jednego takiego pazura. Szkoda, bo Ubisoft już trzeci raz ociera się o ciekawy komentarz, tylko znowu zabrakło sił, żeby wydać z siebie jakiś dźwięk.

Trudno uwierzyć, że Watch Dogs Legion to gra Ubisoft

Mniejsza jednak o to, co Legion mówi. Ważne, jak się w niego gra. Watch Dogs Legion jest wybitnie dziwną grą jak na standardy Ubisoftu. Wydawca przyzwyczaił nas do grania piosenek, które wszyscy znają. W pewnym momencie dowcipkowaliśmy przecież, że nawet w grze wyścigowej Ubi trzeba synchronizować mapę. Tymczasem Legion jest w swoim pomyśle niczym tytuł niezależny.

Każdego bohatera rekrutujesz z ulicy – losowo generuje się jego przeszłość, głos, wygląd, ale też zestaw umiejętności. Misje z którymi się mierzysz są bardziej proceduralne niż kiedykolwiek: gra losuje z klocków cel i lokację, a potem zostawia Cię samego sobie. Przypomina to nie megafranczyzę Ubisoftu, a niszowego indyka Heat Signature. Jest pole do rozwoju tego konceptu: twarze zaczną się z czasem powtarzać, również zmiana bohatera to ekran ładowania, więc nie licz na skomplikowane akcje w kilka osób. Nie szkodzi, bo jest fajnie.

Ograniczenie Twojego arsenału w ramach jednej postaci tak naprawdę otwiera rozgrywkę, a nie zamyka. Problemem Watch Dogs 2 był fakt, że mimo ogromnej ilości narzędzi ostatecznie sięgałem po to, co działało. Najczęściej była to któraś klamka i zdejmowanie celów po cichu. Tutaj pierwszy strzał oddałem po kilkunastu godzinach, bo wolałem się bawić tym, co wpadło w ręce. Bo w Legionie masz albo młotek, albo wiertarkę. Agentka Sandra może wejść do siedziby Albionu i nikt się od razu nie zorientuje, że ktoś się skrada. Ale jak zaczną jej szukać drony, to będzie już nieciekawie.

W Watch Dogs Legion nie tylko sporo jest do zrobienia, ale też sporo sposobów na to wszystko

Wziąłeś granat EMP lub kamuflaż, by temu zaradzić? Okej, ale będziesz musiał z nich skorzystać; bo zabrałeś je kosztem robocika, który pozwala ci zdalnie hakować i wchodzić w niedostępne miejsca. I to działa, co najlepiej wypada w pozornie najnudniejszym rodzaju zadań występującym gęsto pod koniec gry: hakowania konsoli i odganiania od niej wrogów. Frank Sadler zrobił w jednej z tych misji jatkę rodem z Johna Wicka, ale ekspertka od hakowania dronów Jennifer Cobleridge skakała od maszyny do maszyny, siejąc ferment schowana za filarem dwa piętra niżej. Legion ufa, że sam sobie zorganizujesz zabawę.

Jesteśmy Legion, bo jest nas wielu

Sukcesem tej gry jest nie tylko to, że twórcy sprawnie zachęcają Cię do korzystania z wszystkich dostępnych narzędzi. Watch Dogs Legion to maszynka do tworzenia własnych opowieści. Czasem prozaicznych: moja pierwsza rekrut, Heidi, szybko odeszła od aktywnej służby. W obliczu wyzwań czekających na DedSec jej szybki pakiet internetu 6G zdawał się na niewiele. Została jednak do końca gry nieformalną szefową zespołu, odpowiedzialną za odbieranie misji czy witanie nowych członków zespołu.

Np. Jeung-so Lee, kaskaderki, która przed rekrutacją wysłała agentów na gonitwę po całym Londynie. Pierwsza misja Jeung-so była jej ostatnią: chociaż w zabijaniu z broni radziła sobie nie gorzej niż John Wick, to jednak przeliczyła się z ilością gangsterów. Zanim odeszła pozbyła się jednak szefowej siatki łowców skór. Innym razem agentka Pearl Parker – pracowniczka myjni i miłośniczka joggingu – została specem od rozbrajania bomb… bo akurat ona była w okolicy, gdy DedSec wykrył je w zdalnie sterowanych autach. Nie szkodzi, że nie była w tym najlepsza na papierze, bo liczy się praktyka. Te organiczne opowieści nadrabiają sprawnie fakt, że oprócz doradzającej rebeliantom sztucznej inteligencji imieniem Bagley brakuje tutaj bohatera w centrum.

Niektóre historie są, oczywiście, mniej fajne. Na przykład smutny koniec Marie Borowski, która spędziła ze mną większość gry. Była dzielną, młodą kobietą, której nie zabiły drony, agenci Albionu, gangsterzy czy bomby. Nie, Marie umarła przez błąd w fizyce, gdy wybuchający dron zwiesił się i mikra eksplozja uderzyła w nią z mocą tysiąca słońc. Wcześniej o mały włos spotkało to Harolda, który taką „zwiechę” zaliczył na masce samochodu. On na szczęście tylko wylądował w szpitalu, z którego potem fartownie wyszedł dzięki pielęgniarce Helen.

Legion baboli

To gra z otwartym światem, jest to też więc gra, w której nawalają technikalia. Podczas mojej kariery buntownika na szczęście tylko raz problemy techniczne faktycznie zepsuły mi zabawę. Przede wszystkim Watch Dogs na „podstawowym” PS4 działa bardzo sprawnie, wygląda nieźle i nawet konsola nie dyszy specjalnie podczas zabawy. Również nie narzekałem na czasy ładowania – w zasadzie tylko pierwszy loading po rozpoczęciu gry trwa dłużej. Natomiast wielokrotnie mi się ta gra wykrzaczyła lub psuła. Do dashboarda lubiła wracać najczęściej podczas… wychodzenia do menu startowego. Wiąże się to chyba z tym, jak szybko obsługujesz menu: kilkukrotnie zawiesiłem grę na amen szybko zmieniając postać lub broń. Raz też jedna z moich postaci zgubiła umiejętność specjalną – nagle przestał działać jej uniform Albionu. Wmówiłem sobie, że ją po prostu zdekonspirowali.

Przy okazji spraw technicznych muszę też chwilę ponarzekać na interfejs. Legion jest może najbardziej powściągliwą grą Ubisoftu, w jaką grałem. Na mapie nie ma wylewu ikonek, zakładki ulepszeń i agentów są bardzo przejrzyste, nie da się zgubić w opcjach. A jednak jego obsługa… przeszkadza – bo trzeba stale do tego menu wracać. Poprzednie Watch Dogs miały w zasadzie idealne menu dostępne podczas zabawy. W każdej chwili mogłeś wyjąć telefon i na jego ekranie zamówić auto, puścić muzykę, zerknąć na mapę czy wybrać misję. Tutaj tego luksusu nie ma. Jeśli chcesz zmienić postać czy po prostu zaznaczyć cel na mapie, to trzeba żmudnie przeskakiwać po opcjach. Ba, nie można nawet słuchać w locie podcastów, zapisków audio czy muzyki. Duża część radości w Legion bierze się ze spontaniczności – głupio, że gra sama sobie przeszkadza.

Jednak nawet te irytujące problemy techniczne i miałki skrypt nie są w stanie przykryć prostego faktu, że Watch Dogs Legion to bardzo dobra gra. Ambitna, odważna, po prostu bardzo grywalna. Wreszcie Ubisoft spełnił tę obietnicę, jaką był debiutancki zwiastun pierwszej części serii na E3.

Cóż: do trzech razy sztuka. Ważne, że wreszcie się udało.

Plusy

  • wirtualny Londyn
  • możliwości!
  • mnogość rzeczy do zrobienia
  • całokształt i ambicja rozgrywki
  • system rekrutacji

Minusy

  • miałka fabuła
  • bugi i crashe
  • mało wygodny interfejs
5

Bardzo dobry

Dawniej student projektowania gier na Uniwersytecie Śląskim w Sosnowcu, przez chwilę nawet doktorant. Kurator gier wideo katowickiego festiwalu Ars Independent. Wierny fan twórczości Hideo Kojimy, Yoko Taro i Shigesato Itoiego. Podobno napisał kiedyś tekst, który miał mniej niż 13 000 słów, ale plotka ta pozostaje niepotwierdzona. Ustatkowany Gracz. Z twarzy.