World War Z

Nieumarli ponownie opanowały cały świat w kolejnej kooperacyjnej strzelaninie. Jak wypada na tle konkurencji produkcja studia Saber Interactive?

Do sieciowej strzelaniny ze zgniłkami w tle raczej nie trzeba mnie długo namawiać, bo jestem wyznawcą fenomenu zombie i wirtualnej rzezi z tym związanej. Tym razem ekipa Saber Interactive postanowiła nie rozmieniać się na drobne, iść na całość i zaprezentować eksterminacje półżywych na olbrzymią skalę, znaną z filmu pod tym samym tytułem.

World War Z to totalna masakra gnijących obywateli ze świetnymi momentami rozwścieczonych, szalejących hord i miodną rozgrywką. Najwięcej funu z zabawy będą mieli zwolennicy sieciowych starć nastawionych na ciągłe strzelanie i serii Left 4 Dead. Dlaczego warto zainteresować się nowym projektem twórców TimeShift, Inversion i God Mode?

Agresja, szybkość, ilość – nie ma lipy

Tak agresywnych, licznych i szybkich hord zombie to chyba wcześniej nigdzie nie widziałem. No oczywiście nie licząc filmu World War Z, który pod względem fabuły z grą nie ma zbyt wiele wspólnego. Otrzymujesz trzy akty po trzy misje i jeden z dwoma zadaniami, rozgrywające się w Nowym Jorku, Jerozolimie, Moskwie i Tokio. Szesnastu bohaterów to zlepek ludzi różnych zawodów, którzy muszą radzić sobie podczas wybuchu epidemii. Dziennikarz, strażak, adwokat czy hakerka po wybraniu danej klasy, razem walczą o lepsze jutro i ucieczkę z obszarów pełnych hord zarażonych. Sześć klas potrafi urozmaicić rozgrywkę bo różnią się one zdolnościami i dostępnym arsenałem. Po każdym meczu wzrasta pasek doświadczenia i przyznawana jest waluta, za którą można kupić nowe zdolności czy upgrade’ować giwery. Umiejętności jest od groma więc można np. powiększyć pasek zdrowia, startować z lepszą giwerą, dodać miejsce na granat czy zwiększyć zadawane obrażenia.

Tak wielkie natężenie napierających nieumarłych wymaga sporej ilości pukawek i tak też jest. Twórcy dają do wyboru wiele strzelb, przeróżnych karabinów, mniejszych pistoletów czy dużo większy kaliber w postaci RPG, wyrzutnika granatów, karabinu ładunkowego czy… piły mechanicznej. Poza tym przy pasie można nieść granaty, apteczkę czy różnego rodzaju sprzęt potrzebny do sprawnej barykady. Drut kolczasty, automatyczne wieżyczki czy ogrodzenie z prądem są niezwykle efektowne i skutecznie pomagają w walce z setkami wrogów.

Płynne zabijanie

Kilka razy podczas walki ramię w ramię z trzema towarzyszami, nie dowierzałem widząc napierające chmary setek wściekłych zgniłków. Ukazane akcje robią wrażenie, szczególnie mając w pamięci chaos na peronie metra, wielkie turbiny i spadające z nieba setki zombie czy napierające na ściany wielkie tabuny wygłodniałych żywych trupów. Rewelacja, szczególnie jak miałem pod ręką jakąś bardziej wypasioną giwerę. Masowa eksterminacja wygląda niezwykle efektownie i daje masę frajdy.

Co najważniejsze wszystkie akcje z rojami umarlaków są niesamowicie płynne (PlayStation 4 Pro) i nie zauważyłem większych spadków liczby klatek na sekundę. Aż dziw, że twórcom udało się uzyskać taką płynność rozgrywki, przy tak wielkim chaosie połączonym z atakiem setek agresywnych zombie. Jednak coś kosztem czegoś, więc w tym przypadku cierpią na tym mniejsze tereny i korytarzowe lokacje. To nie sandbox czy choćby pół otwarty świat ale liniowe drogi do celu z większymi terenami do wspólnego odpierania hord zgniłków.

Intensywne World War Z

Poza czterema aktami kampanii w sieciowej kooperacji lub poza siecią (można grać samemu ze wsparciem kompanów SI), w grze dostępny jest tryb multiplayer. Pięć trybów skutecznie wydłuży zabawę po zakończeniu kooperacyjnych epizodów, szczególnie że nowe mapy połączone ze znanymi wariacjami, takimi jak przejmowanie punktów, zbieranie zasobów czy walka ze sobą dwóch drużyn i napierające hordy umarlaków wielokrotnie potrafią przedłużyć zabawę o wiele godzin. Z drugiej strony gra jest wręcz stworzona do krótkich posiedzeń i szybkich meczy, jeśli akurat nie masz większej ilości czasu. Misje są krótkie, a największą frajdę sprawiają przygotowania do nadciągających fal zombie i sama walka z nimi. Szkoda tylko, że mało jest rodzajów zombie, na które trzeba szczególnie uważać. Zmutowany wielki byk czy paszkwil atakujący z ukrycia to za mało jak na taką skalę gry.

Graficznie nie można narzekać, bo choć nie jest to najwyższa liga, to zarówno wykonanie postaci jak i lokacje mogą się podobać. Na obecną chwilę grających jest pod dostatkiem, rażących błędów nie uświadczyłem a matchmaking spisuje się dobrze. Odwiedzane miejsca mają swój klimat i nawet wielokrotne przemierzanie misji nie nudzi, a im lepsza ekipa, tym wrażenia są bardziej atrakcyjne. Wielbiciele tego typu produkcji bez wahania mogą udać się do sklepu, reszta graczy może sprawdzić produkcję przy okazji pierwszej promocji. Tak czy siak, wielbiciele strzelanin mogą nastawić się na bezkompromisową jatkę, liczoną w tysiącach.

Kopię gry do recenzji otrzymaliśmy od firmy CDP.

World War Z posiada wciągający gameplay, wiele klas, postaci i broni do wyboru. Chmary zombie wyglądają świetnie, rozgrywka jest płynna, a premierowa cena zachęca do kupna. Nie jest to wielki hit ale solidna kooperacyjna strzelanina i wiele darmowej zawartości po wydaniu.

Można narzekać na mało rodzajów zombie, krótką kampanię czy przymusowe, wielokrotne powtarzanie misji w celu uzyskania konkretnych profitów.

Autor Marcin Wronka

Choć Marcin od dziecka wychowany był na prymitywnych wirtualnych światach, zauroczony jest nimi do dziś. Gry wideo nosi w sercu i od wielu lat przelewa myśli z nimi związane na papier. Recenzjami stara się zaintrygować odbiorcę, w publicystyce zarażać zaś swoją pasją. Poszukiwacz pozytywnych stron życia, ceniący doświadczenie i nieprzychylnie nastawiony do szeroko pojętej głupoty. Ustatkowany gracz.