The Division 2

Pora na kolejną wielką premierę studia Ubisoft, ponownie skierowaną do wielbicieli strzelania. Jak wypada The Division 2 i czemu tak trudno oderwać się od konsoli?

Pierwsza część Tom Clancy’s The Division nie do końca spełniła zarówno zapowiedzi jak i oczekiwania względem rozgrywki. Oczywiście strzelanina w zaśnieżonym Nowym Jorku ogólnie wypadła pozytywnie, jednak po premierze było nad czym myśleć i co poprawiać. Wielką siłą gry była kooperacja, wspaniale odwzorowany Nowy Jork, klimat i wielka radość z kolejnych znalezionych przedmiotów. Twórcy pracując przy The Division 2 postanowili nie zmieniać zbyt wiele, dodać to i owo, usprawnić kilka aspektów i całość wrzucić do ogarniętego chaosem Waszyngtonu. Takie rozwiązanie sprawdziło się, ale tylko dlatego, że główną siłą sequela są ponownie wielka metropolia, cholernie wciągający gameplay i przeklęty syndrom jeszcze jednej misji. Tylko tyle i aż tyle.

Twórcy z Ubisoft Massive wraz z innymi ekipami francuskiego giganta pomagającymi przy produkcji, doskonale zdawali sobie sprawę z magnesu jaki posiada ich produkcja. Z tego względu postawili na sprawdzoną rozgrywkę, zapominając nieco o fabularnej otoczce i technicznej sferze gry. Choć przed premierą miały miejsce beta testy, to jednak wciąż podczas zabawy można natrafić na dziwne, śmieszne lub utrudniające rozgrywkę błędy. Czy ostatecznie The Division 2 udało się zaspokoić pragnienie fanów serii i przyciągnąć nowych graczy?

Akcja kolejnych przygód Agentów SHD ma miejsce siedem miesięcy po wydarzeniach rozgrywanych w Nowym Jorku. Po odparciu ataku szabrowników na jedną z kryjówek, przychodzi wiadomość z Waszyngtonu z prośbą o pomoc. Epidemia grypy schodzi na drugi plan, a pierwsze skrzypce przejmuje Agent szturmujący okolice Białego Domu. Po udanym ataku można chwilę odetchnąć i sprawdzić dobrodziejstwa swojej pierwszej bazy. Opustoszałe miasto wygląda realnie, jest olbrzymie, pełne wyjątkowych lokacji, interesujących zakamarków i niebezpiecznych terenów. Nie można narzekać na zróżnicowanie obszarów (ciasne uliczki, parkowe miejscówki, skwery, kanały czy rozległe bazy), ilość detali w każdej dzielnicy, a letnia aura jest rewelacyjnym urozmaiceniem od zaśnieżonego NY.

the division 2

Upadła metropolia ma wielki problem, bo na ulicach pałętają się grupki niebezpiecznych przestępców, odbierając mieszkańcom wszystko co może być potrzebne do przeżycia. Waszyngton podzielony jest na dzielnice z różnymi levelami wrogów i lepiej nie wchodzić do nich mając zaniżony poziom, bo o zgon jest naprawdę łatwo. Od samego początku dostępne są misje główne, poboczne i inne aktywności pozwalające na zdobywanie punktów doświadczenia, nowego ekwipunku czy możliwość dalszego brnięcia w fabułę. Lepiej bawić się ze znajomym, bo nie dość, że misje są wymagające i można wielokrotnie zginąć, to gra w kooperacji zmienia całkowicie fun płynący z rozgrywki. Headset, zimny browar i wspólne odbijanie dzielnic – wtedy nawet liczne podobne aktywności nie nudzą i sprawiają wiele radości.

Strzelanie, osłony i powiększanie ekwipunku, podobnie jak w poprzedniej części, to główne zalety gry. Wykańczanie kolejnych zastępów wrogów daje wiele satysfakcji wraz z ciągłym przemieszczaniem się i dokładnym rozeznaniem terenu. Kryminaliści raz potrafią świetnie chować się, zmieniać miejsce czy zachodzić z boku, po to aby za chwilę inne grupki pchały się, jak mięso armatnie, pod lufę karabinu. Jedno jest pewne – wrogowie nie będą czekać na Twój ruch i za wszelką cenę spróbują wykorzystać przewagę liczebną. Wiele razy po zauważeniu kilku szabrowników zapamiętałem ich kryjówki, jednak po kolejnym wychyleniu przekonałem się, że każdy z nich jest już w całkiem innym miejscu. Na polu bitwy cały czas coś się zmienia i lepiej podobnie jak wrogowie, często przemieszczać się i szukać nowych osłon.

W starciach pomagają dwie umiejętności, pozwalające na wsparcie i urozmaicenie podczas wymiany ognia. Dron, impuls, wieżyczka czy tarcza pozwalają m.in. na zwiad okolicy, dodatkowy ostrzał czy osłonę. Zbierając punkty SHD można wykupić atuty, czyli ulepszenia pozwalające na większy ekwipunek, regenerację pancerza lub modyfikację pukawki. Wiele z nich dostępne jest w późniejszym etapie gry, ale ogólnie szybko można dostać większość z nich, ułatwiając sobie nieco przeprawę przez tereny upadłej stolicy. Chyba najważniejszym aspektem rozgrywki jest zbieranie łupów, radość z nowego przedmiotu i długie posiedzenia w ekwipunku. Fani tego typu kolekcjonowania będą wniebowzięci, bo tutaj każda akcja, misja czy wygrane spotkanie z wrogiem jest szansą na nowy, lepszy czy legendarny sprzęt.

Sprzedawanie, rozmontowywanie, porównywanie statystyk czy zwykła wymiana giwery, maski, pancerza lub nakolanników potrafią nie tylko zabrać wiele czasu ale i ogromnie cieszyć. I tak cały czas, po każdej misji i wizycie u sprzedawcy. Jeśli dodać do tego zbieranie audiologów, oglądanie echa czy szukanie innych artefaktów, można śmiało stwierdzić, że poza strzelaniem i przemierzaniem coraz to nowych i różnorodnych miejscówek jest co robić.

the division 2

Po zakończeniu fabuły można wybrać się do jednej z trzech Stref Mroku i poznać nowe oblicze adrenaliny na placu boju. Tutaj sprawdzisz swoje umiejętności z innymi graczami, poznasz radość ze znalezienia topowego sprzętu i gorycz porażki, często w najmniej spodziewanym momencie. Brak zasad, ciągła niepewność czy częste zgony diametralnie zmieniają odczucia z rozgrywki. Poza tym można urozmaicić sobie zabawę w potyczkach, czyli trybie PvP jako klasyczny Team Deathmatch. Dwie drużyny walczą ze sobą w dynamicznych i pełnych adrenaliny starciach, w nowych miejscówkach pełnych atutów do odkrycia. Na graczy szukających kolejnych wyzwań po osiągnięciu maksymalnego poziomu czekają dobrodziejstwa endgame’u – forty i kolejna, najbardziej niebezpieczna, frakcja. Poza tym można dalej rozwijać bohatera, z kolejnymi specjalizacjami, drzewkami rozwoju czy nowym arsenałem do zdobycia. Już teraz nie ma nudy i jest co robić, a przecież to dopiero początek, bo sequel ma być regularnie wspierany nową darmową zawartością.

Graficznie gra trzyma dobry poziom, a liczba detali, szczególnie w pomieszczeniach potrafi pozytywnie zaskoczyć. Letni Waszyngton, zróżnicowane tereny i pełne klimatu lokacje sprawiają, że walczy się jeszcze bardziej przyjemnie. Szkoda tylko, że grając na PlayStation 4 Pro wiele razy miałem problem z doczytywaniem tekstur, a czasami nawet rozmazane tło pozostało już na stałe. Pojawiło się też kilka błędów innej natury, jak np. walcząc w dwójkę, zostałem nieśmiertelny i niewidoczny dla wroga, co skutkowało resetem misji lub problem z działaniem niektórych umiejętności.

The Division 2 to ten sam pyszny cukierek, tyle że z dodatkiem kolejnego składnika i owinięty w inny papierek. Developer od samego początku prac nie chciał eksperymentować, dodawać znaczących zmian czy starać się na siłę udowadniać swoje aspiracje. Strzelanie w Waszyngtonie sprawdza się doskonale, potrafi dosłownie wyrwać o wiele większą ilość czasu od tego zaplanowanego, dosadnie zweryfikować umiejętności gracza i konkretnie zachęcić do jeszcze jednej misji. Satysfakcjonująca wymiana ognia, przejmowanie kolejnych dzielnic, odkrywanie uroków zniszczonej metropolii, grzebanie w ekwipunku czy zakrapiane nocne sesje ze znajomymi to wizytówka The Division 2. Taka wizytówka studia Ubisoft Massive z pewnością daje wielkie rokowania i nadzieje na następną, jeszcze lepszą misję agentów.


Kopię gry Tom Clancy’s The Division 2 do recenzji otrzymaliśmy od firmy Ubisoft.

Jeśli świetnie bawiłeś się z The Division, tutaj przepadniesz bez reszty. Shooter oferuje fascynujące strzelanie, tony arsenału i sprzętu do znalezienia, pełne detali znane lokacje Waszyngtonu, kwintesencję kooperacji i wciągający gameplay do tego stopnia, że dwugodzinna sesja może przerodzić się w całą noc z gnatem w dłoniach.

Choć przed premierą dwa razy odbyły się beta testy gry, to wciąż są problemy z błędami i nieszczęsnym doczytywaniem tekstur. Miałka fabuła jest tylko tłem dla całej reszty, a matchmaking czasami wariuje.

Autor Marcin Wronka

Choć Marcin od dziecka wychowany był na prymitywnych wirtualnych światach, zauroczony jest nimi do dziś. Gry wideo nosi w sercu i od wielu lat przelewa myśli z nimi związane na papier. Recenzjami stara się zaintrygować odbiorcę, w publicystyce zarażać zaś swoją pasją. Poszukiwacz pozytywnych stron życia, ceniący doświadczenie i nieprzychylnie nastawiony do szeroko pojętej głupoty. Ustatkowany gracz.