ADATA S10000 – test powerbanka

Powerbank to nie jest już żaden luksus, a w zasadzie kolejny element codziennego ekwipunku. Smartfony trzymają baterie relatywnie krótko przy intensywniejszym użyciu, a dostęp do kontaktu nie został wpisany jeszcze w kartę praw podstawowych. Konsolki przenośne są w stanie udźwignąć kilka godzin grania, ale czasem nie chce zwlekać się z łóżka albo przerywać gry, bo już mniej niż 20 procent. Potrzeba „doładowania się” wcale nie zmalała w dobie pozamykania kraju w wyniku pandemii. Można powiedzieć, że wręcz wzrosła: w końcu powerbankiem można zminimalizować korzystanie ze wspólnych przestrzeni. Fakt, że podręczna ładowarka jest coraz bardziej powszechna sprzyja konsumentom, bo na rynku pojawiają się sprzęty, za które nie trzeba się wykosztować. Przykładem takiego budżetowego powerbanka jest model S10000 firmy ADATA.

ADATA S10000 – co na pokładzie?

Na początek błachostki, czyli wygląd i konstrukcja. S10000 jest czarnego koloru i wyglądą gustownie, bez gadżetów. Ma włącznik z boku o chropowatej powierzchni i plastikowy uchwyt do którego możesz przywiązać breloczek lub przymocować sam powerbank np. do plecaka. Zamiast wyświetlacza z procentowym wskaźnikiem naładowania są cztery niebieskie diody LED – każda z nich odpowiada mniej więcej 25% pojemności. Świecą się intensywnie, więc lepiej obrócić go „twarzą” do dołu, jeśli ładujesz go w nocy; powerbank może sprawować się jako lampka nocna. Wolałbym mimo wszystko wyświetlacz numeryczny nawet takiej sobie jakości. Przy diodach trudno jest ocenić ile „soku” faktycznie zostało w powerbanku, zwłaszcza, że należy tę ćwiartkę przypadającą na jedno światełko traktować z przymrużeniem oka.

Przede wszystkim jednak S10000 jest niewielki i lekki. Waży ledwie 200 gram, a wymiary klasyfikują go jako tylko trochę grubszego niż przeciętny smartfon, a podobnie dużego. S10000 dysponuje dwoma wyjściami USB do ładowania sprzętów oraz portem mini USB do ładowania powerbanka – szkoda, że nie jest to o wiele wygodniejsze USB-C. W paczce, oprócz instrukcji, znajdziesz jeszcze krótki kabelek mini USB. S10000 jest wyposażony w standardowe zabezpieczenia przed zwarciem lub przeładowaniem. Nie ma natomiast żadnej technologii szybkiego ładowania, w którą wyposażony był inny powerbank recenzowany na ustatkowanych łamach. Podczas samego ładowania grzeje się tylko umiarkowanie w okolicach portów.

ADATA S10000 – jak to działa?

S10000, jak sama nazwa wskazuje, ma pojemność 10 000 mAh (miliamperogodzin). Co to oznacza? Przeciętny smartfon posiada baterię o pojemności ok. 3 500 mAh. Powerbank od ADATA wystarcza więc, by naładować przeciętny telefon od zera jakieś dwa razy, niecałe trzy. Większy tablet naładujesz nim raz. Na sytuacje kryzysowe przez dwa dni użytkowania jak najbardziej to wystarcza. Sam powerbank naładujesz w nieco ponad 6 godzin, co pokrywa się z informacjami od producenta. Nie jest to wynik od którego włosy dębem stają, dlatego lepiej zostawić go po prostu na noc. Notabene, powerbank sam rozpoznaje podłączone urządzenie i uruchamia się. Nie ma więc ryzyka, że głupio podepniesz telefon i nic nie naładujesz przez trzy godziny, bo nie wcisnąłeś guzika.

Tyle w teorii, a teraz sprawdźmy w praktyce. Napełnienie mocą mojej Motoroli One Action od zera zajęło jakieś dwie i pół godziny. Ładowanie dwóch telefonów naraz – modeli LG K10 i Motorola E5 – z poziomu 30% do pełna trwało mniej więcej trzy godziny. Po odpięciu obu smartfonów świeciła się jeszcze jedna dioda: to wystarczyło do „dopchania” połowicznie naładowanego telefonu do prawie 80%, nim światełko skapitulowało. Mój Nintendo 3DS – jeszcze pierwszy model – od zera do setki naładował się z kolei w mniej niż dwie godziny! To akurat bardzo ważne dla mnie, bo telefon przeżyje większość wyzwań dnia… ale 3DS odpuszcza po dwóch godzinach z Pokémon Ultra Sun.

Podsumowanie

Powerbank ADATA S10000 to nie jest sprzęt idealny ani inwestycja dla rasowego gracza, który po wyłączeniu konsolki w autobusie odpala od razu grę na telefonie. Nie ma na to pojemności, również wskaźniki naładowania nie są tak precyzyjne, żeby nie było ryzyka „zdrady”. Natomiast do codziennego, luźnego użytku nadaje się jak najbardziej. Jest poręczny, lekki i uratuje tyłek w kryzysie. Niebagatelną rolę odgrywa też po prostu cena. S10000 możesz dorwać w sklepie nawet za 50 złotych! Wiele innych powerbanków o podobnej pojemności, a wyposażonych czasem w tylko jeden port USB potrafi kosztować dwa, a nawet trzy razy tyle.

Dlatego za 5, nawet 6 dyszek S10000 jest propozycją jak najbardziej do przyjęcia. W zupełności wystarczy przeciętnemu użytkownikowi elektroniki.

Plusy

  • cena!
  • waga i kompaktowość
  • dwa wejścia

Minusy

  • brak szybkiego ładowania
  • nieprecyzyjny wskaźnik naładowania
  • brak portu USB-C
4

Dobry

Dawniej student projektowania gier na Uniwersytecie Śląskim w Sosnowcu, przez chwilę nawet doktorant. Kurator gier wideo katowickiego festiwalu Ars Independent. Wierny fan twórczości Hideo Kojimy, Yoko Taro i Shigesato Itoiego. Podobno napisał kiedyś tekst, który miał mniej niż 13 000 słów, ale plotka ta pozostaje niepotwierdzona. Ustatkowany Gracz. Z twarzy.