Ex Machina

Ex Machina tom 1 – Jak trybik w machinie politycznej. Wbrew pozorom nie jest to tradycyjna opowieść o bohaterze z super mocami, walczącym z niesprawiedliwością i występkiem. Ex Machina to zręcznie napisany thriller polityczny z nieco zgorzkniałym ex „trykociarzem” w tle.

Mitch Hundred był zwykłym, niczym nie wyróżniającym się inżynierem. Przynajmniej do czasu aż znalezione przez niego urządzenie nieznanego pochodzenia wybuchło mu w twarz, pozostawiając odłamki w jego ciele. To wydarzenie całkowicie odmieniło jego dotychczasowe życie, gdyż Mitchell posiadł zdolność rozmawiania z maszynami. Wspierany przez swoich przyjaciół – emerytowanego żołnierza Bradbury’ego i rosyjskiego imigranta Krelma – przywdziewa pseudonim Potężna Machina i wyrusza wykorzystać swe nowo nabyte moce do ratowania porządku społecznego.

Nie wszyscy bohaterowie noszą peleryny

I ponosi porażkę, także wewnętrzną, emocjonalną. Ex Machina to nie jest historia o odnoszącym sukcesy gościu w spandeksie, walczącym z coraz potężniejszymi wrogami. Hundred to człowiek, którego krótka super bohaterska kariera nie tylko nie znalazła poklasku pośród zwykłych mieszkańców, ale również przesadnie zwróciła uwagę policji. Protagonista nie porzuca jednak swej potrzeby zmiany świata na lepsze i z impetem, jako kandydat niezależny, wkracza do świata wielkiej polityki, ujawniając swoją tożsamość i wygrywając wybory o stołek burmistrza Nowego Jorku.

Poznasz Hundreda stosunkowo niedługo po przejęciu władzy, jako pełnego pomysłów i nietuzinkowego polityka, który jednocześnie musi stawić czoła podążającym za nim niczym cień demonom przeszłości. Narracja w Ex Machinie skonstruowana jest na bazie trzech zręcznie przeplatających się wątków. W każdym z aktów podążasz jednocześnie za gorącym i pełnym intryg oraz niuansów życiem politycznym Nowego Jorku, zagrożeniem, któremu wraz ze swoimi niecodziennymi mocami musi stawić czoła Mitch oraz za skomplikowanym życiem prywatnym bohatera. Wiele z aktualnie mających miejsce wydarzeń dodatkowo podbudowanych jest zręcznie wplatanymi retrospekcjami, które podkreślają motywacje bohaterów.

Ex Machina

Kolor planszy, kolor skóry

Brian K. Vaughan, co charakterystyczne dla tego scenarzysty, nie boi się podejmować trudnych tematów społeczno-politycznych. Tutaj, mimo super bohaterskiego tła, podanych zdecydowanie najbardziej przyziemnie w porównaniu z innymi dziełami tego pisarza. Dodatkowo najbardziej wartkie i emocjonujące są zdecydowanie wątki polityczne, które w moim odczuciu stanowią esencję poszczególnych aktów. To zaskakujące, że magiczne tagi zamieniające ludzi w psychopatów czy mordercy kierowców pługów śnieżnych grasujący w Big Apple stają się dla czytelnika jedynie dodatkiem, gdy bohater musi przede wszystkim stawić czoła rasistowskim prowokacjom w lokalnym muzeum, reformować system szkolnictwa czy mierzyć się ze wścibskimi dziennikarzami.

Ogromna rolę w komiksie odgrywają również rysunki Tony’ego Harrisa. Jego postacie mają ten hiper realistyczny sznyt, który jednocześnie balansuje na granicy komiksowości, wzbudzając dyskomfort. Trochę niczym zdjęcia odrysowane przez kartkę papieru, kiedy to wszelkie rzeczywiste grymasy wydają się dużo bardziej obrzydliwe, gdy nie są przetłumaczone na język rysunkowy, a jedynie przekalkowane z doskonałą precyzją. Kreska ta doskonale oddaje dwulicowy i oślizgły charakter polityki i pozwala czytelnikom precyzyjnie odczytać emocje i zamiary bohaterów. Dorzućmy jeszcze do tego fakt, że każda ze scen utrzymana jest w odmiennej kolorystyce, która dodatkowo akcentuje klimat danego wydarzenia a otrzymasz naprawdę niecodziennie wyglądające dzieło.

Dobry start kadencji

Ex Machina to o wiele bardziej dojrzały komiks, niż można się spodziewać po historii „o super bohaterze”. Pierwszy tom zręcznie wprowadza w polityczny świat Nowego Jorku z początku nowego milenium, gdzie stawiasz pierwsze kroki z nowo wybranym burmistrzem Hundredem. Seria zapowiada się na jeden z najlepszych cykli Briana K. Vaughana i polecam ją zwłaszcza tym czytelnikom, którym z trykotami zupełnie nie jest po drodze.