Fire Emblem

Serie Fire Emblem oraz Warriors nie są szczególnie bliskie mojemu sercu. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że omijam je szerokim łukiem. Dlatego do swoistego crossoveru obu brandów podszedłem, delikatnie rzecz ujmując, sceptycznie. Życie niejednokrotnie pokazało mi jednak, że należy wyzbywać się wszelkich uprzedzeń, co często nagradzane jest doskonale spożytkowanym czasem. Nie inaczej jest w przypadku Fire Emblem Warriors.

Jeśli choć raz miałeś do czynienia z którąkolwiek sesją nie zaskoczy Cię fakt, że wątek fabularny jest zwyczajnie słaby, służąc jako motywator do wdawania się w kolejne potyczki. Zapomnij o twistach, zaskakujących momentach tudzież ciekawych wątkach pobocznych. Najgorsze są jednak dialogi, które sprawiają, że nie tylko ręce opadają. Banalne konwersacje, które najczęściej będziesz pomijał, chcąc zaoszczędzić nieco czasu i zająć się beztroskim wyżynaniem kolejnych zastępów wrogów – tak, tych napotkasz na swojej drodze sporo.

Choć właściwie całość rozgrywki sprowadza się do przedzierania się przez nawet nie bataliony, ale całe armie wrogów, a przy okazji zerkania na dialogi głównych bohaterów – Lianny i Rowana – chcących odzyskać opanowany przez siły ciemności królewski zamek, Fire Emblem Warriors zwyczajnie nie pozwalał mi oderwać się od konsoli. Jest coś magnetycznego w gameplayu, co sprawia, że ciężko jest odmówić sobie kolejnej potyczki, przejścia do następnej lokacji, walki, która daje dostęp do nowego miejsca… Muszę Cię jednak uczciwie ostrzec – możesz nie podzielać mojego zdania i po kilkunastu minutach poczuć znużenie. Jest to dość specyficzna produkcja, idealnie nadająca się na krótkie, kilkunastominutowe sesje w przychodnianej poczekalni.

Sam system walki jest prosty niczym budowa cepa. Do dyspozycji masz lekki i ciężki atak, które z kolei możesz łączyć w dłuższe kombinacje. Zadając kolejne ciosy nabijasz specjalny pasek dający dostęp do ataku, który robi z wrogich rzyci jesień średniowiecza. Tu warto zaznaczyć, że nie zabrakło znanego z Fire Emblem schematu trójkąta. Oznacza to, że miecze są dobrze przeciwko toporom; te z kolei świetnie radzą sobie z lancami; lanc zaś warto używać do pokonywania wrogów wyposażonych w miecze. Warto zwracać uwagę na to, w co uzbrojeni są adwersarze, aby zaoszczędzić sobie niepotrzebnych stresów. W orientacji w terenie pomaga mini-mapa.

Fire Emblem Warriors

Zarówno dwójka głównych bohaterów, jak i napotkani w trakcie przygody sprzymierzeńcy to nie w ciemię bite tłuki, lecz prawdziwi herosi. Wprawdzie ich aparycja sugeruje zupełnie co innego, jednak w boju dają sobie radę doskonale. Wraz z postępami nabierają doświadczenia, awansując na wyższe poziomy, dzięki czemu mogą stawisz czoła coraz bardziej wymagającym przeciwnikom. Nauczysz ich nowych kombinacji ciosów i wyposażysz w bardziej śmiercionośną broń. Oczywiście motorem napędowym są grindy, dzięki którym nabijasz zarówno PD, jak i sakiewkę ze złotem. Nieco szkoda, że drzewka rozwoju są niemalże identyczne dla każdej z postaci. Miłym rozwiązaniem, będącym ukłonem w stronę graczy dysponujących ograniczonymi zasobami czasowymi jest możliwość szybkiego podszkolenia członków drużyny, którzy znacznie wolniej zbierają punkty doświadczenia, a co za tym idzie, nie awansują tak szybko jak bohaterowie, którymi samodzielnie kierujesz. Drużyna składa się najczęściej z kilku postaci, pomiędzy którymi możesz się swobodnie przełączać.

Oprawa, biorąc pod uwagę możliwości 3DS, trzyma zadowalający poziom. Najważniejsze, że nawet przy solidnej zadymie nie uświadczysz drastycznych spadków w płynności wyświetlanej grafiki. Udźwiękowienie nie wywołuje właściwie żądnych emocji, po prostu poprawnie dopełniając całości. Domyślnie zaimplementowano angielski voice-acting, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby pobrać wersję japońską, co według mnie, jest pierwszą rzeczą, którą powinieneś zrobić po odpaleniu Fire Emblem Warriors.

Recenzowana gra to produkt niszowy, dedykowany jedynie miłośnikom musou, lubujących się w grindowaniu. Nie oferuje porywającej historii, ani ciekawych dialogów. Nie powala rozbudowanym gameplayem. I wreszcie – niekoniecznie zachęca do ponownego przejścia. Co jednak ciekawe, nie oznacza to wcale, że nie warto sięgnąć po wspólne dziecko Tecmo Koei i Intelligent Systems.


Fire Emblem Warriors potrafi wciągnąć, zapewniając intensywne doznania…

…które niestety szybko mogą się zacząć nudzić.