Grzegorz Lindenberg

Jak najpewniej wiesz, wydarzenia jakie miały miejsce ostatnimi czasy w Ełku, nie tylko podgrzały atmosferę medialnie, ale również były inspiracją do szerokiego komentowania owych doniesień. O ile odcinamy się od polityki grubą kreską, dostrzegając racje z jednej, jak i z drugiej strony barykady, tak w sytuacji, w której znany publicysta zamieszcza na swoim oficjalnym profilu na Facebooku wpis jawnie oskarżający gry wideo o rzeczone zachowania, nie wytrzymaliśmy.

Efektem owego stanu, było skontaktowanie się przeze mnie z Grzegorzem Linderbergiem – socjologiem, dziennikarzem oraz autorem książek, po tym jak we wspomnianym wpisie twierdzi, że choć „nie popiera zamieszek, nie dziwi go ten rodzaj zachowania”. Wszak „skąd bierze się agresja? (…) Z agresywnych gier komputerowych”, w które z całą pewnością uczestnicy owych zamieszek grają namiętnie…

Grzegorz Lindenberg

 

Przecierając oczy ze zdumienia, że socjolog może pisać takie bzdury, postanowiłem dać Panu Grzegorzowi szansę, oferując mu możliwość sprostowania swoich słów na łamach Ustatkowanego Gracza. Nie ma bowiem sensu, dopatrywać się głębokiej niechęci do gier wideo w jednym wpisie, tym bardziej, że u Andrzeja Morozowskiego nie dostał szansy, aby zostać w pełni wysłuchanym. Założyłem zatem, że może i tutaj ujęto kilka niedopowiedzeń.

„Szanowny Panie Grzegorzu,

(…)Chciałbym dać Panu szansę wyprostowania niefortunnej wypowiedzi, jaka kilka godzin temu pojawiła się na Pana oficjalnym profilu, a która rozgrzała środowisko graczy do czerwoności.

Choć czuję się nieco urażony, że stawia Pan również mnie w jednym rzędzie* z osobami, których agresja pozornie wywodzi się od gier wideo (…), optymistycznie zakładam, że niefortunna wypowiedź mogła zostać po prostu źle odebrana przez środowisko graczy.”

Wprawdzie nie zakładałem powodzenia planu, ale od Pana Grzegorza kulturalną odpowiedź otrzymałem. No, prawie kulturalną…

Grzegorz Lindenberg

 

Cóż, mój optymizm pękł niczym mydlana bańka, a pytanie zawarte w tytule artykułu stało się jakby bardziej zasadne. Bo skoro z taką wściekłością atakuje się zarówno osobę zadającą proste pytanie, jak i ludzi komentujących wpis na Facebooku, a w gry Pan Grzegorz najpewniej nie gra, to czy wspomniana agresja aby na pewno jest domeną graczy?

W teorii podpytałbym się o to socjologa. Praktyka pokazuje jednak, że nie warto…


*w skrócie myślowym zawarłem ciąg przyczynowo-skutkowy; skoro gry komputerowe są agresywne, a gram w nie (jak w opinii Grzegorza Linderberga) na wzór uczestników zamieszek w Ełku, można wyciągnąć wniosek, że mają bezpośredni i negatywny wpływ na moje zachowanie. Uogólnienie dotyczy również zawodu socjologa. Przepraszam tych bardziej ogarniętych!