Locoroco2

Gramy w gry z różnych powodów – zwykle, żeby uciec ze świata rzeczywistego w wirtualny, szukając konkretnych doznań. Czasem jest to potrzeba wzruszenia się przy poznawaniu pięknej historii. Innym razem, chodzi o emocje z drugiego bieguna, gniew i adrenalinę. Przy jeszcze innej okazji, szukasz powodu do zadumy lub przeciwnie – żeby nie myśleć o niczym. Wiele gier zostało stworzonych w taki sposób, by wciskać konkretne przyciski w Twojej głowie, uzyskując tym samym odpowiednie reakcje.

Niektóre zaś gry zaprojektowane są jedynie po to, aby dać Ci dobre uczucia. Żebyś poczuł się, chociaż przez chwilę, jak dzieciak – ciepło, bezpiecznie i w otoczeniu kolorowych kształtów.

Wystarczy dodać cukru

LocoRoco 2, którego wersja zremasterowana wylądowała niedawno na sklepie PlayStation, należy właśnie do takich gier – skupionych na dostarczaniu pozytywnych wibracji. Wystarczy pobieżny rzut oka na tę produkcję, żeby morda wykrzywiła się w uśmiechu. Świat LocoRoco jest pełen kolorów i prostych kształtów, począwszy od tytułowych, kluskowatych stworzeń przemierzających tę krainę, a skończywszy na żywotnej, często radosnej faunie i florze. Rolę w budowaniu tej radosnej atmosfery odgrywa muzyczność całej gry. To nie jest musical ani gra muzyczna, ale śpiew i piosenki stanowią nieodłączny element całości (niczym w ostatnim filmie Pixara, Coco). Kolorowe LocoRoco wciąż coś nucą lub śpiewają w rytm ścieżki dźwiękowej przygrywającej w tle. Gwarantuję Ci, że nie wydostaniesz niektórych z głowy – zostały zaprojektowane tak, aby nawiedzać CIę przy myciu garów, nawet, jeśli nie masz prawa rozumieć bełkotliwego śpiewu LocoRoco i spółki.

LocoRoco2

Opisywany świat jest radosny aż przesadnie, ale nie dostaniesz od niego  nudności – ta wesołość wypada naturalnie, unikając infantylności. Zamiast tego, z ekranu wręcz wyciekają osobowość i pozytywna energia, choćby na ekranach ładowania, gdzie MuiMui, kopie tunel; przynajmniej do czasu aż nie utnie sobie drzemki. Nawet złe Moja, które używają piosenek by popsuć ten radosny świat, wypadają uroczo, nieporadnie sunąc po planszach i tubalnymi głosami mamrocząc „modzia, modzia”. To nie są przeraźliwi złoczyńcy, nie są nimi też ich przełożeni, przypominający kształtem ogórki. Same LocoRoco mają na tyle dużo charakteru, że aktywnie nie chcesz, żeby stało im się coś złego. Gra idealnie zresztą nadaje się dla dzieci, jak i dla dorosłych. Dzieciaki łatwo się wczują, a pewnie i rodzice się wkręcą. Bez ryzyka, że trzeba będzie któremuś podać insulinę.

Hop, siup, bęc, Loco

Urokliwość tego świata i jego mieszkańców potęguje przemyślana, starannie wyreżyserowana rozgrywka. LocoRoco 2 to specyficzna, prosta w obsłudze gra platformowa oparta na manipulacji fizyką. Do obsługi wystarczają Ci bumpery L1 i R1, którymi obracasz lekko świat lub zmuszasz postać do skoku – w ten sposób kierujesz niesfornymi kluskami przez etapy. Przechodząc poziom, po drodze wcinasz specjalne owoce, dzięki któremu Twoje stwory rozmnażają się przez podział. Manipulacja ich wagą i kształtem to stały element wielu zagadek, ale LocoRoco pozostaje w swojej naturze grą platformową. Dlatego najczęściej przyjdzie Ci skakać z kwiatka na kwiatek – często dosłownie. Dzięki temu, gra nie przesadza ze zbytnim skomplikowaniem na poziomie czystej mechaniki. Obsłuży ją gracz w prawie każdym wieku, co jednak nie znaczy, że jest banalna. O ile przechodzenie samych poziomów rzadko jest szczególnie trudne, tak zgłębianie wszystkich ich sekretów wymaga często zarówno refleksu, jak i brawury – gra releguje większość swoich najtrudniejszych momentów do pobocznych zakamarków poziomów. Oznacza to, że w LocoRoco 2 czają się wyzwania, ale Ty sam decydujesz, czy jesteś nie tylko na nie gotów, ale czy w ogóle nimi zainteresowany.

LocoRoco2

O to, żeby LocoRoco 2 się nie nudziło, dbają wyborny level design – gra nie zastarzała się ani trochę pod względem projektu i można zastanawiać się, dlaczego tyle zwlekano z jej przedstawieniem młodszym pokoleniom graczy – i sama prezentacja. Tytuł pełen jest momentów, gdy w zasadzie oddajesz władzę grze. Oto Twoje kluski przemieszczają się przez sekcje poziomów przypominające taśmy produkcyjne. Elementy otoczenia rozszczepiają je na drobne, a następnie mozolnie przepychają dmuchawami czy kołowrotkami do celu; w połączeniu z nieporadnym jojczeniem Twoich LocoRoco, trudno się nie uśmiechnąć, a jeszcze trudniej gniewać, że gra odbiera Ci kontrolę. O odganianie nudy dba też szereg prostych mini-gier, w sam raz na jedno czy dwa podejścia, oraz kilka niezobowiązujących metod, by zaktywizować Twoje chroniczne zbieractwo. Czołową jest budowa domu MuiMuiów. Zebrane w toku rozgrywki przedmioty służą Ci za surowce do craftowania zabawek i pomieszczeń w wielkiej chacie z ziemniaka, w której gromadzisz znalezione podczas przemierzania kolorowych etapów ludziki.

Tą grą warto zainteresować się w 2018 roku, nawet jeśli nigdy nie grałeś w serię na PSP. Design czy strona wizualna nie postarzały się, a i sam remaster stoi na odpowiednim poziomie – jedynym zastrzeżeniem jest nieznaczna robota włożona w odświeżenie cutscenek pomiędzy misjami, które jednak wypadają dość mizernie pod względem jakości obrazu na ekranie telewizora. To jednak drobiazg, bo druga część LocoRoco gwarantuje kilka godzin przedniej zabawy. A także uśmiech, który nie zejdzie z twarzy ani Tobie, ani dzieciakom. I to jeszcze na długo po odejściu od konsoli.


LocoRoco 2 to nawet po dziesięciu latach dobrze zaprojektowana, po prostu radosna gra dla gracza w każdym wieku.

Można by włożyć nieco więcej uwagi w remasterowanie cutscenek, które kłują po oczach w wersji na PlayStation 4.