Straszydła

Co by było gdyby okazało się, że wśród nas nadal żyją znane z ludowych podań zmory, gusła i inne podobne straszydła? Z pewnością codzienność, a zwłaszcza nocne aktywności nabrałyby zupełnie innego wymiaru. Bez dwóch zdań, byłoby ciekawie…

Wygląda na to, że z podobnego założenia wyszli twórcy gry karcianej Straszydła, gdyż właśnie w tym specyficznym klimacie świata fantasy postanowili swoje dzieło osadzić. Tytuł co prawda nie ujrzał jeszcze światła dziennego na rynku wydawniczym, ale niezmiernie cieszy nas fakt, że w zakończonej niedawno kampanii na Wspieram.to osiągnął wynik gwarantujący powstanie. Na łamach naszego bloga już o Straszydłach pisaliśmy zachęcając do finansowania projektu. Tym razem przyglądamy się tej ciekawej produkcji bliżej, dzieląc się wrażeniami z rozgrywki.

Przez oczy do serca

Straszydła to dzieło głównie dwóch osób – Marka Buczyńskiego (ilustracje, animacje, mechanika i fabuła) oraz Michała Czepczyńskiego (mechanika i fabuła). Panowie wykonali kawał świetnej roboty, gdyż pomimo faktu, że finalna wersja dopiero się tworzy, to już teraz zarówno rozgrywka, jak i ogólne wrażenia z obcowania z tytułem oferują bardzo pozytywne doświadczenia.

Na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się graficzna warstwa Straszydeł, a w szczególności kart tytułowych stworów. Kartoniki są odpowiednio duże oraz dobre jakościowo przez co każda postać prezentuje się doprawdy znakomicie. Największe wrażenie robi jednak ich wartość artystyczna. Ostatni raz tak przyjemne odczucia z obcowania z graficzną stroną gry miałem przy karciance Dixit. Każda karta to małe dzieło sztuki, ze smakiem czerpiące inspiracje z różnych baśni i legend; znajdziemy tam m.in. takie postacie jak Baba Jaga, Syrena, Wroniec, Dusioł, Utopiec czy Bebok. Twórcy nie ograniczyli się jednak tylko do istot znanych z ludowych obrzędów, ale pokusili się również o przelanie na papier własnych wizji. W efekcie otrzymujemy 52 karty (oprócz samych straszydeł ujęto także inne motywy wykorzystywane w grze), od których niejednokrotnie naprawdę trudno jest oderwać wzrok.

Jednak karty, jakkolwiek atrakcyjne wizualnie, nie są jedynym elementem rozgrywki. Jako gracze wcielamy się bowiem w swego rodzaju duchowych przewodników, których celem jest przywołanie i zatrzymanie przy sobie mrocznych stworzeń w ilości dającej wygraną nad przeciwnikami. Stworów tych szukać będziemy natomiast w mieście, układanym przed każdą rozgrywką z wykorzystaniem kwadratowych kafli przedstawiających różne dzielnice. Graficznie elementy te prezentują się może mniej atrakcyjnie niż karty, ale mechanika która je wykorzystuje sprawdza się w Straszydłach zaskakująco dobrze. Po kilku rozgrywkach mogę śmiało stwierdzić, że zastosowany w grze modułowy sposób przygotowywania planszy to strzał w dziesiątkę. Za każdym razem układ może być inny, co nie tylko wpływa na regrywalność, ale również każdorazowo wymusza konieczność modyfikowania taktyki.

Angażująca i przemyślana mechanika

W tym miejscu muszę zaznaczyć, że Straszydła oprócz bycia grą miłą dla oka potrafią także niejednokrotnie zmusić do całkiem intensywnego wysiłku umysłowego. Wszystko za sprawą dosyć istotnego elementu jakim jest tutaj zarządzanie zasobami.

Aby utrzymać przy sobie stwory musimy zbierać i w odpowiedni sposób wykorzystywać kostki strachu, za pomocą których naszą watahę karmimy. Poszczególne straszydła żywią się różnymi energiami (wody, ognia, powietrza i ziemi), mają inne potrzeby w zależności czy są istotami dziennymi czy nocnymi, i jeżeli na koniec tury zabraknie nam zasobów stanowiących pokarm dla posiadanych stworzeń, będą zmuszone nas opuścić. Gracz, który pierwszy pozyska i utrzyma 5 potworów odpowiadających wylosowanemu przez siebie na początku rozgrywki zestawowi, wygrywa. Zestaw ten (tzw. pakt) dla każdego gracza jest inny, i co istotne, nie może być w trakcie rozgrywki ujawniany. Wszystko powyższe składa się na interesujące, a czasami niemalże pokerowe zagrania.

Prawdziwą wisienką na torcie jest natomiast sposób poruszania się po planszy (wspomnianym wcześniej mieście) oraz pojedynki. Każdy gracz w swojej turze ma do wykonania trzy posunięcia, przy czym przed ich wykonaniem wszyscy muszą w tajemnicy zaplanować ich przebieg. Po fazie planowania następuje faza egzekucji, w której nie można już zmienić swojego ruchu. W rezultacie często zdarza się, że piony graczy spotykają się w tych samych dzielnicach miasta i dochodzi do potyczek między posiadanymi stworami. Taki pomysł na przemieszczanie się po planszy daje bardzo dużo możliwości taktycznego rozgrywania tury, a walka straszydeł (zwłaszcza kiedy naprzeciwko siebie stają 3 lub 4 osoby) często wymaga wykazania się umiejętnością blefowania oraz odpornością na negatywną interakcję.

Nie taki diabeł straszny jak go malują, a będzie jeszcze atrakcyjniejszy!

Bardzo pozytywnym zaskoczeniem był dla mnie natomiast fakt, z jak wielkim entuzjazmem Straszydła powitała moja 10-letnia córka. Wbrew pozorom nazwa gry wcale nie musi implikować mrocznych treści i emanować tytułowym strachem. W zamian za to potrafi skutecznie zaciekawić i wciągnąć w swój klimat nie tylko starych wyjadaczy, ale także młodych graczy.

Co prawda niektóre stwory noszą dosyć kłopotliwe w kontekście nieletnich nazwy jak np. Cholera, ale czymże jest to drobne wyzwanie w obliczu codziennych potyczek rodzica. Z pomocą przychodzą wtedy nawiązania do pradawnych podań i opowieści, co wprawnemu ojcu szybko i skutecznie pozwala (przynajmniej na moment) zmienić temat dyskusji. Wydaje się jednak, że wychodzę z tych sytuacji obronną ręką, gdyż córka niemalże codzienne domaga się kolejnych „strasznych” partii (drobny szczegół jest taki, że w większości przypadków wygrywa).

Tak jak wspomniałem na początku, Straszydła dopiero czekają na swoje 5 minut chwały, ale już teraz warto się tym tytułem zainteresować. Tym bardziej, że fundusze zebrane za pośrednictwem zbiórki crowdfundingowej umożliwiły rozszerzenie podstawowej wersji o dodatkowe karty (m.in. Wodzowie Watah), rozszerzenia (np. mag Kościej), legendy, a także figurki (dla wszystkich pasjonatów malowania). Osobiście po cichu liczę też, że opakowanie gry wyposażone zostanie w przegródki ułatwiające segregowanie i przechowywanie poszczególnych elementów, gdyż w zasadzie utrzymanie ich w porządku potrafiło sprawić mały kłopot.


Straszydła bynajmniej nie odstraszają! Ta ciekawa mieszanka gry karcianej z elementami zarządzania zasobami oraz całkiem zacną domieszką baśniowej estetyki sprawdza się bardzo dobrze. Wizualna strona tytułu natomiast to istne crème de la crème.

W finalnej wersji opakowania, mile widziane byłyby wytłaczane przegródki do przechowywania akcesoriów gry.