Komiks Miasto wyrzutków, tom 1 – recenzja

Komiks Miasto wyrzutków, tom 1 – recenzja

Muszę przyznać, że do sięgnięcia po komiks Miasto Wyrzutków przekonały mnie zarys historii oraz główny bohater, bo gdybym miał kierować się kwestiami estetycznymi, bez wątpienia pominąłbym publikację wydaną nakładem Non Stop Comics.

Tytułowe Miasto wyrzutków to niezwykle ponure miejsce, w którym masz spokój dopóty, dopóki pilnujesz końca własnego nosa. Główny bohater, Jacques Peuplier, zarabia na życie odnajdując zagubione, bądź skradzione przedmioty. W swoim prasowym ogłoszeniu gwarantuje stuprocentową skuteczność, dzięki czemu nie narzeka na brak zleceń. Jest to możliwe dzięki niezwykłej umiejętności, jaką jest rozmawianie z przedmiotami. Jacques może zamienić słówko z dosłownie każdą rzeczą, która znajduje się w jego zasięgu.

Pewnego dnia z prośbą o pomoc w odnalezieniu naszyjnika zgłasza się oferująca nagrodę kobieta. Z pozoru proste zlecenie bardzo szybko sprowadza na domorosłego detektywa kłopoty. Peuplier zadziera bowiem z niewłaściwymi ludźmi, przez co musi stawić czoła komuś więcej, niż zwykłym ulicznym zbirom. Historia jest ciekawa, a w dodatku potrafi zaskoczyć, co w zupełności wystarczy, aby komiks Miasto wyrzutków łyknąć w jeden wieczór. Autor pokusił się również o wątki poboczne – in plus. Zdecydowanie zabrakło natomiast historii samego Miasta wyrzutków i Peupliera. Właściwie nic nie wiemy o bohaterze i metropolii, w której mieszka. Skąd wzięła się jego niezwykła umiejętność? Tym bardziej szkoda, że sam Jacques jest postacią niezwykle ciekawą. Zamknięty w czterech ścianach swojego skromnego lokum żyje z dnia nadzień, dłubiąc w wolnych chwilach przy porzuconych przez ludzi przedmiotach i popijając przy tym piwko. Co ciekawe, niejednokrotnie swój niezwykły dar traktuje bardziej jako przekleństwo, mając ochotę zwyczajnie posiedzieć w ciszy.

Autor stworzył bardzo barwne dramatis personae. Nie tylko Peuplier jest ciekawą postacią. W trakcie swojego śledztwa spotyka innych mieszkańców Miasta, a każdy z nich ma swoją historię. Dzięki temu ma się wrażenie obcowania z czymś znacznie więcej, niż tylko opowieścią o gburowatym typie szukającym naszyjnika. Gdy Jacques w końcu poznaje swojego nemesis okazuje się, że musi się zmierzyć z czymś, z czym nie miał do tej pory do czynienia.

Kreska Juliena Lamberta nie powaliła mnie, żeby nie powiedzieć, że jest zwyczajnie brzydka. Widać to przede wszystkim w anatomii postaci którym daleko do homo sapiens. Z kolei bardzo dobrze wypada wszechobecny syf. Chodniki zasypane są stertami walających się śmieci. Jacques, oprócz pogawędek z napotkanymi przedmiotami, zajmuje się ich naprawą. Materiału mu nie brakuje, ponieważ Miasto wyrzutków nie jest miejscem, w którym dba się o rzeczy użytku codziennego.

Końcówka pierwszego z dwóch zaplanowanych tomów wypada pierwszorzędnie i już nie mogę się doczekać kontynuacji. Komiks Miasto wyrzutków to lektura, którą mogę polecić każdemu, kto szuka dobrej opowieści.

Adam to ustatkowany gracz z krwi i kości. Mąż, ojciec, a także wieloletni miłośnik elektronicznej rozrywki w formie wszelakiej. Gry wideo traktuje jako coś znacznie powyżej zwykłego hobby, wynosząc je ponad inne pasje – muzykę i książkę – dostrzegając jednocześnie, jak wiele mają one wspólnego z innymi sferami jego zainteresowań.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Możesz używać tych tagów HTML i artrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*