Resident Evil Village

Obserwuj
5

Bardzo dobry

Marcin wybiera swoje Top 5 2021 roku

marcin top 5 2021

Koniec roku to dobry czas na podsumowania i swoje typy w naszym ustatkowanym Top 5. Na pierwszy ogień idzie Marcin Wronka i jego ulubione tytuły 2021 roku.

Następny rok za nami, kolejne tytuły ukończone, a inne dodane do, niemałej już, „kupki wstydu”. Dla mnie to nie był zły rok, choć oczywiście nie powinno się nagminnie (z rozpaczy) grać na PS5 w tytuły z poprzedniej generacji. No ale jak nie ma nowogeneracyjnych gier to trzeba sobie jakoś radzić. Poniższe produkcje są oczywiście moim wyborem i tytułami (choć nie są idealne), z którymi bawiłem się najlepiej. A jakie jest Twoje Top 5?

5. Far Cry 6

Najnowszy Far Cry choć nie zmienił znacząco formuły rozgrywki to wciągnął mnie bez reszty. Grałem jak zahipnotyzowany, ciesząc oczy niezapomnianymi widokami wyspy Yara, czerpiąc ogromne pokłady satysfakcji ze strzelania i eksploracji mapy. Jednoczenie kolejnych grup partyzanckich z Libertad na czele, sabotaże, przejmowanie baz, testowanie plecaków Supremo czy odkrywanie nowych lokacji było ponownie interesującym doświadczeniem. Seria Far Cry ma jedną podstawową i najważniejszą zaletę – klimat. Jak już poczujesz atmosferę tego ogromnego otwartego świata to ciężko się jej pozbyć. No i trzeba mieć więcej czasu, bo to nie jest tytuł na krótkie sesje. Mi się udało wygospodarować kilkadziesiąt godzin i nie żałuję nawet minuty. Ostatecznie nie dałem się tyranowi Castillo i teraz czekam na dodatki (Vaas już jest) z antagonistami z poprzednich części.

4. Life is Strange: True Colors

Nie ma co udawać i ściemniać ale nie wierzyłem w najnowsze Life is Strange. Nie wierzyłem w nic – klimat, historię i choćby zbliżenie się do świetnej „jedynki”. I właśnie takie pozytywne zaskoczenia uwielbiam, bo dzięki nim jeszcze więcej czerpię z danego tytułu. Przygody Alex Chen w Haven Springs, małym miasteczku w amerykańskim Colorado, ograłem dwa razy, ciesząc się atmosferą tego urokliwego miejsca i innymi wyborami (choć konsekwencje mogły być większe). Wciągająca historia, zapadające w pamięć postaci, doskonałe animacje twarzy, kapitalna muzyka czy klimat sprawiły, że z wielką chęcią odłożyłem wirtualne giwery, dając się ponieść kolejnej skierowanej na fabułę produkcji. Mimo zmiany dewelopera seria ma się wyśmienicie i czekam na więcej.

3. Halo Infinite

Mało kto, oprócz zagorzałych fanów, wierzył w powodzenie Halo Infinite. Szczególnie jeśli pamiętny pokaz gry na targach nie zadowolił graczy i sprawił, że trudno było uwierzyć w ostateczne pozytywne wydanie gry. Okazuje się, że twórcy po krytyce ze strony graczy na długi okres przepadli jak kamień w wodzie, ciężko pracując, aby poprawić sytuację i wizerunek serii. Udało się. Halo Infinite choć okrojone (kooperacja, Forge) to dało mi mnóstwo satysfakcji, zarówno w kampanii fabularnej jak i multiplayerze. Mały otwarty świat (jak dla mnie w sam raz), niesamowity feeling ze strzelania, zdobywanie kolejnych pukawek i pojazdów czy klimat tej specyficznej serii sprawiły, że growy koniec roku był pełny frajdy i uciechy z pokonywania hord wrogów. Jasne, że tytuł ma kilka mankamentów z systemem progresji w multi, nieidealną fabułą czy powtarzalnymi misjami na czele ale znakomicie broni się wcześniej wymienionymi zaletami i bardzo dobrym technicznym wykonaniem (Xbox Series S).

2. Little Nightmares II

Produkcja Tarsier Studios to znakomita propozycja dla fanów platformówek, którzy w pakiecie lubią się jeszcze bać. Bohaterem jest chłopiec Mono, który ratuje znaną z pierwszej części Six i razem wyruszają w przerażającą podróż po ponurych zakątkach tajemniczego miasteczka. Znakomita oprawa graficzna, przerażający klimat, łamigłówki, wygląd wrogów czy świetny design miejscówek zasługują na szczególną uwagę, bo takich produkcji nie ma zbyt wiele. Choć współpraca bohaterów nie wymaga wielkiego myślenia, to pomysły twórców, ich wykonanie i oryginalność przygody sprawiają, że te kilka godzin mijają ekspresowo, a ja chciałem zdecydowanie więcej. Kolejne miłe zaskoczenie tego roku, choć z nieco innego punktu widzenia niż poprzednie opisywane tu tytuły.

1. Resident Evil Village

Czekałem na Resident Evil 8 jak dziecko na prezenty w Wigilię. Byłem oszołomiony kozackimi trailerami, z każdym dniem do premiery traciłem pomału cierpliwość i czułem, że Capcom tego nie zepsuje. Pierwsze włączenie to wręcz celebracja i spełnienie długiego oczekiwania na tę produkcję. Dodatkowo grałem na słuchawkach, żeby nie stracić nic z tej mocarnej atmosfery. Chryste, ale miałem pełno w gaciach w pierwszych godzinach rozgrywki, kiedy trafiłem do tytułowej wioski. Tego klimatu i frajdy z grania nie da się zwyczajnie opisać, bo mało jest gier z tak gęstą atmosferą. Dodatkowo element eksploracji i węszenia, zdobywanie nowych przedmiotów i trafianie do nowych lokacji to już majstersztyk sam w sobie.

I pomyśleć, że japoński deweloper rozważał produkcję tylko na PS5 i Xboksa Series S/X, bo… tytuł miał nie ukazać się na poprzednią generację konsol ze względu na problem z długim wczytywaniem danych i tym samym zaburzaniem gęstej atmosfery zabawy. Grałem na PS4 Pro i na szczęście obawy twórców można było włożyć między bajki. Krótkie czasy ładowania, zadowalająca płynność rozgrywki i świetna grafika (detale pomieszczeń) pozwoliły w pełni cieszyć się „wiejskim horrorem”. W czasach notorycznego wydawania niedopracowanych gier i nonszalancji technicznej, takie wisienki smakują jeszcze bardziej. Teraz zacząłem drugie podejście ale już na poziomie hardcore (chyba odpuszczę bo trudno jak cholera) i PS5. Dreszczyk emocji znów powrócił…

Na koniec fragment mojej recenzji Resident Evil Village i ulubiony obrazek:

„Seria z powrotem trafiła na właściwe tory, odżyła i radzi sobie znakomicie. To niemal pewne, że Village pobije wyniki sprzedaży RE7 i dostanie „zielone światło” na kolejną odsłonę w podobnych klimatach. Jestem mocno oczarowany tą przygodą i zazdroszczę każdemu, kto jeszcze ma ten koszmar przed sobą, bo dawno nie bawiłem się tak wyśmienicie. (…) Panie i Panowie, pojawił się solidny kandydat na Grę Roku, wirtualna wisienka na torcie z okazji 25-lecia serii i tytuł wart pełnej premierowej ceny. Chyba jestem sadomasochistą bo od razu pragnę przeżyć ten koszmar jeszcze raz…”

Choć Marcin od dziecka wychowany był na prymitywnych wirtualnych światach, zauroczony jest nimi do dziś. Gry wideo nosi w sercu i od wielu lat przelewa myśli z nimi związane na papier. Recenzjami stara się zaintrygować odbiorcę, w publicystyce zarażać zaś swoją pasją. Poszukiwacz pozytywnych stron życia, ceniący doświadczenie i nieprzychylnie nastawiony do szeroko pojętej głupoty. Tata i Ustatkowany gracz.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Możesz używać tych tagów HTML i artrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*