Wiedźmin 3

Moim ulubionym dniem tygodnia jest piątek, bo kiedy tata wraca z pracy zabiera mnie do parku, gdzie bawimy się w piaskownicy do późnego wieczora. A później, już w domu, oglądamy razem bajki. Jednak ostatnim razem coś poszło nie tak…

Czekałem do 16:30 z niecierpliwością, bo właśnie wtedy tata wchodzi do domu. Mama już miała naszykowany obiad, a ja swoje zabawki. Gdy nadeszła upragniona chwila od razu wiedziałem, że coś jest nie tak… Tata nie ucałował mamy jak zwykle, a mnie delikatnie, ale stanowczo oderwał od swojej nogi, choć zawsze bierze mnie na ręce i daje buziaka na przywitanie. Tym razem miał wypieki na twarzy, a w ręku trzymał białą kopertę.

– Jest! – krzyknął tylko i rzuciwszy torbę z laptopem od razu pobiegł do pokoju.

– Co jest? – zapytała zaskoczona mama. – Zjesz obiad?

– Nie jestem głodny. – odpowiedział. – Geralt przyjechał, kochanie!

– Że kto? – nasze zdziwienie było jeszcze większe.

Myślałem, że może chodzi o dalekiego kuzyna albo brata taty, o którym kiedyś mi opowiadał. Ale pamiętam, jak mówił o nim „Zdzichu” i że jest „alkoholikiem, któremu nawet Geralt nie da rady”. Pobiegłem do pokoju, aby dowiedzieć się o co chodzi. Tata siedział przed telewizorem, na ekranie którego wyświetlał się wielki napis: „Wiedźmin 3: Dziki Gon”. Jak się okazało, ten właśnie tytuł zabrał mi kilka dni dzieciństwa…

Wiedziałem, że mój tata lubi gry wideo, ale nigdy nie spodziewałbym się, że kiedykolwiek dojdzie do sytuacji, że tak bardzo pochłonie go jakakolwiek gra. Wspominał wprawdzie, że na trzeciego Wiedźmina czekał od dawna i że na pewno będzie to hit, ale to było już przegięciem. Kiedy stanąłem obok i zapytałem, czy pójdziemy do parku, odpowiedział tylko – nawet na mnie nie patrząc – że „pogoda dzisiaj nie najlepsza” (a świeciło słońce). Wyszedłem rozczarowany do swojego pokoju i zająłem się układaniem puzzli. Po około godzinie z salonu dobiegł krzyk:

– Zoooośka, zobacz jaka wielka mapa!

Mama, podobnie jak ja, nie podzielała entuzjazmu taty, więc w ogóle nie podjęła tematu, chowając zimny obiad do lodówki. Postanowiłem sprawdzić, co takiego ma w sobie ten tytuł, że rodzony ojciec ma wyjebane na wszystko wokół. Mama chyba zresztą też chciała to zrobić, ponieważ weszła do pokoju zaraz za mną. Jak się okazało, tata przestał kontaktować. Na zadawane mu pytania burczał jedynie coś pod nosem, wlepiając tępo wzrok w ekran telewizora. Po około dwóch godzinach oderwał się od joypada i rozejrzał po pokoju w poszukiwaniu jedzenia. Oczywiście mama przewidziała tę sytuację i podsunęła mu pod nos talerz z kanapkami, jednocześnie pytając:

– Powiedz mi, mój drogi, co jest takiego niesamowitego w tej grze?

– Długo by mówić, skarbie – odparł tata, przeżuwając kolejne kęsy. – Chociażby to, że fabuła od samego początku wciąga jak bagno, grafika i animacja stoją na bardzo wysokim poziomie, a zaimplementowany świat jest do tego stopnia rozbudowany, że nie wiem ile godzin zajmie mi odkrycie wszystkich lokacji i zaliczenie każdego wątku pobocznego. Nie wspominając nawet o specyficznym klimacie, który zwyczajnie… uwielbiam! Zresztą, sama czytałaś prozę Sapkowskiego i z tego co pamiętam, bardzo ci się podobała. Zostało tu zawarte wszystko, za co kocham Geralta i jego świtę – doskonale rozpisane, przepełnione niewybrednym humorem dialogi, walki z mutantami, a także niezwykłe, pełne niebezpieczeństw i ukrytych skarbów lokacje.

Najtrudniejszy do napisania był chyba prolog gry. Musieliśmy w nim przekazać kluczowe informacje na temat Geralta i jego świata tym graczom, dla których “Dziki Gon” był pierwszym zetknięciem z Wiedźminem, jednocześnie nie zanudzając weteranów, którzy znali poprzednie części i książki Andrzeja Sapkowskiego na wylot. Przy okazji wpleść jeszcze w fabułę preteksty do wprowadzenia licznych mechanik gry – a wszystko to trzeba było jeszcze opakować w błyskotliwe dialogi – Jakub Szamałek, Senior Writer, CD Projekt RED

Dawno nie widziałem taty tak bardzo podekscytowanego. Po kolejnych dwóch godzinach zorientowałem się, że zamiast bawić się w pokoju, siedzę na kanapie wpatrzony w ekran. Ojciec postanowił chyba zwiedzić całą mapę, ponieważ zaglądał do każdej chaty, przeczesywał zarośla, a nawet nurkował w rzekach w poszukiwaniu ciekawych znalezisk. Jak się okazało, twórcy zafundowali mu całą masę niespodzianek. Skarby ukryte w zapomnianych przez bogów lochach, leża potworów czekające na spalenie czy wreszcie mieszkańcy Kontynentu potrzebujący pomocy to tylko namiastka tego, co czeka na osoby, które zagłębią się w ten fantastycznie wykreowany świat. W trakcie gry tata wyjaśnił mamie, że fabuła gry skupia się na zaginięciu Ciri, porwanej z Kaer Morhen. Geralt poszukuje też swojej ukochanej – Yennefer, za którą wyruszył wraz z przyjacielem Vesemirem.

Wiedźmin

– Tato, a powiedz mi… W jakim celu chodzisz po mapie i rozmawiasz ze wszystkimi napotkanymi postaciami, skoro masz szukać Ciri? – zapytałem.

– Ponieważ, synu, aby móc w pełni cieszyć się tą grą, warto poświęcić czas na rozmowy z mieszkańcami Kontynentu i zwiedzać nawet najbardziej niedostępne z pozoru miejsca. Można się wówczas dowiedzieć wielu interesujących rzeczy, zdobyć lepszy ekwipunek i punkty doświadczenia, aby móc stawać do walki z naprawdę potężnymi potworami – odparł, po czym wskazał na ekran. – W tej chacie Geralt, dzięki swoim nadnaturalnym umiejętnościom, zwrócił uwagę na dziwne ślady stóp, prowadzące pod ziemię. Tam ukrył się upiór pilnujący skarbu. Kiedy go pokonamy, z pewnością znajdziemy przy nim coś wartościowego. Szkoda jednak, że korzystanie z wiedźmińskiego zmysłu jest nieograniczone, ponieważ w niektórych momentach gra sprowadza się do biegania ze stale wciśniętym przyciskiem odpowiedzialnym za uruchamianie tej zdolności…

– No tak – odpowiedziałem, chociaż nie do końca rozumiałem, o co mu chodzi. – Ale jak chcesz się dostać stąd… – pokazałem palcem wioskę na mapie – …aż tutaj? – zaznaczyłem odległą lokację. – Masz zamiar dostać się tam na piechotę?

– Na szczęście nie! Świat jest ogromny, ale możesz poruszać się po nim korzystając z możliwości szybkiej podróży dzięki drogowskazom, albo jechać na Płotce – klaczy Geralta.

Tata siedział przed telewizorem bardzo długo. Zdążyłem się wykąpać, umyć zęby i przebrać w piżamę. Poszedłem się pożegnać licząc, że opowie mi bajkę przed snem, ale dał mi tylko całusa w czoło i poczochrał po głowie, po czym… wrócił do gry. Dobrze, że takie sytuacje zdarzają się naprawdę rzadko. Czasami ma takie napady, jak to sam mówi „hardkoru”, ale na szczęście zawsze poświęca swój czas mamie i mnie, abyśmy nie czuli się zaniedbani przez jego hobby. Słyszałem pewnego razu jak rodzice rozmawiali w kuchni. Tata powiedział wówczas, że jutro przychodzi Marek – jego kolega z czasów studiów.

– Trochę pogramy, dobrze kochanie? – zapytał pokornie.

– Już ja znam te wasze „trochę” – odpowiedziała mama z uśmiechem. – Ja idę spać, a ty zapewne wracasz do salonu, co? Tylko pamiętaj, jutro obiecaliśmy Kubie wypad na basen.

– Jasne, skarbie.

Inspiracji było wiele. Istotną rolę odegrał rzecz jasna folklor krajów Europy Środkowej i Wschodniej, z którego czerpaliśmy garściami. Inspirowaliśmy się również muzyką irlandzką, celtycką czy skandynawską, by móc w pełni oddać różnorodność świata Wiedźmina. Bardzo inspirująca była również praca z naszymi muzykami – podczas sesji nagraniowych dużą rolę odegrał element improwizacji i wzajemnego wpływania na siebie poprzez muzykę. Między innymi dzięki temu ścieżka dźwiękowa w Wiedźminie 3 ma “duszę”. – Marcin Przybyłowicz, Music Director, CD Projekt RED

Rano, zgodnie z obietnicą, pojechaliśmy na basen, gdzie miałem rodziców tylko dla siebie. Oczywiście tata ciągle zachwycał się tym, że Wiedźmin 3 to najlepszy RPG, w jaki grał w tym roku. Nawet kąpiąc się ze mną chwalił grafikę i klimat tego tytułu, ale i tak wyszalałem się na tyle, aby nie mieć siły na nic.

Na obiad rzeczywiście załapał się pan Marek. Gdy skończyliśmy, oczywiście od razu skierowali się z tatą do salonu. Poszedłem za nimi, bo co lepszego miałem do roboty?

– No i jakie wrażenia? – zapytał pan Marek tatę. – Dobra gra?

– Stary, zajebista! – ojczulek odpowiedział z entuzjazmem.

– Krzysiek, nie przy dziecku! – mama szybko go upomniała.

– Przepraszam, skarbie – tata w międzyczasie uruchomił konsolę i wręczył kontroler koledze. – Zresztą sam sprawdź.

W trakcie ponad czterech godzin, które razem spędziliśmy w salonie, zdążyłem nasłuchać się o… tak, dobrze zgadłeś… o tym, jak wspaniała jest to gra. Tata zachwalał ogromny, otwarty świat, tętniące życiem wioski, niebezpieczne lasy, zmienne warunki pogodowe oraz fenomenalnie wykonane wschody i zachody słońca. Długo rozmawiali z panem Markiem o walce i systemie rozwoju bohatera.

Wiedźmin 3

– Twórcy osiągnęli idealny balans pomiędzy dynamiką starć a kwestiami taktycznymi – oznajmił tata. – Podchodząc do konfrontacji z silniejszym przeciwnikiem należy się solidnie przygotować. Geralt może korzystać z magicznych eliksirów ważonych ze znalezionych w trakcie przygody składników, używać znaków, które są prostymi zaklęciami pomagającymi przetrwać, czy wreszcie ulepszać posiadany ekwipunek. Gdy już dochodzi do walki, wiedźmin zmienia się w prawdziwą maszynę do zabijania, zaś odpowiednie korzystanie z cięć i uników jest kluczem do osiągnięcia sukcesu.

– Słyszałem, że poza fabułą i wątkami pobocznymi jest cała masa rzeczy do zrobienia? – ciągnął temat nasz gość.

– Pewnie – potwierdził ojciec. – Możesz grać w Gwinta (krasnoludzką grę karcianą), ścigać się konno, brać udział w bijatykach na pięści, czy wreszcie iść na kur… panny lekkich obyczajów, chciałem powiedzieć.

– Krzysiek! – krzyknęła czujna mama z kuchni.

– No dobra, ale chyba jakieś błędy się zdarzają, co? – drążył temat pan Marek.

– Jasne, że tak. Przy tak rozbudowanej produkcji nie da się ich uniknąć – odpowiedział tata. – Czasami animacja chrupnie, odnotowałem również problemy z detekcją kolizji, ale stary… Te niedociągnięcia w żaden sposób nie umniejszają radości czerpanej z tego tytułu.

– Podsumowując… – stwierdził kolega taty. – Warto szarpnąć w trzeciego Wiedźmina?

– Zdecydowanie warto! – krzyknął podekscytowany tata – Na pohybel, skurwysynom! – Wrzasnął unosząc w górę joypada.

– Krzysiek!!!


Plusami gry są świetna fabuła i misje poboczne oraz ogromny, tętniący życiem świat. Równie wspaniały jest system walki i rozwoju bohatera.

Jedynymi minusami są w zasadzie tylko drobne niuanse techniczne.

Autor Adam Ginel

Adam to ustatkowany gracz z krwi i kości. Mąż, ojciec, a także wieloletni miłośnik elektronicznej rozrywki w formie wszelakiej. Gry wideo traktuje jako coś znacznie powyżej zwykłego hobby, wynosząc je ponad inne pasje – muzykę i książkę – dostrzegając jednocześnie, jak wiele mają one wspólnego z innymi sferami jego zainteresowań.