Fale Ciemności

Niewiele jest światów, które poznawałem z książek, omijając gry, którymi były inspirowane. Do tego wąskiego grona zalicza się World of Warcraft. Z flagową produkcją Blizzard Entertainment nie miałem okazji romansować nawet przez chwilę, jednak dzięki słowu pisanemu polubiłem to uniwersum. Wydawnictwo Insignis swego czasu ruszyło z cyklem Blizzard Legends, w skład którego wchodzą tytuły doskonale znane wszystkim miłośnikom WoW-a. Niedawno ukazał się czwarty, po Narodzinach Hordy, Zbrodniach wojennych oraz Arthasie, tom zatytułowany Fale ciemności, autorstwa Aarona Rosenberga.

Fale ciemności kontynuują opowieść o inwazji Orków na świat ludzi. Pojawiają się tu doskonale znane wszystkim fanom postacie, zarówno po stronie sił Przymierza, jak i Hordy. Historia kręci się przede wszystkim wokół Anduina Lothara oraz Orgrima Doomhammera (tutaj jako Zgładziciela), którzy dowodzą dwóm armiom. Jak się okazuje, wątek militarny, choć stanowi trzon fabuły, jest najmniej interesujący. Swój udział mają też orczy czarnoksiężnik Gul’dan, czy Medivh, odgrywający nie mniej istotne role w całej opowieści.

Niech zaleją Cię Fale ciemności

Muszę przyznać, że zostałem pozytywnie zaskoczony technikaliami, a przede wszystkim znacznie mniej ugrzecznionymi opisami. W trakcie epickich batalii orcze ścierwo ściele się gęsto, a rozrywani na strzępy żołnierze Przymierza umierają w straszliwej agonii. Owszem, deskrypcjom daleko do tych, które możesz znaleźć chociażby w tytułach z uniwersum Warhammer 40 000, jednakże mówimy o raczej innej grupie docelowej. Najważniejsze, że krew leje się tu gęsto, a żadna ze stron konfliktu nie bierze jeńców. Inwazja ma swój finał u bram oblężonej Stolicy, aby ostatecznie zakończyć się u podnóża Iglicy Czarnej Skały. Jeśli znasz World of Warcraft, doskonale wiesz, co się tam wydarzyło. Jeśli nie, czeka Cię emocjonujące zakończenie. Aaron Rosenberg posługuje się zupełnie innym językiem niż Christie Golden, która była odpowiedzialna za dwa poprzednie tomy traktujące o zmaganiach ludzi z orkami. W moim odczuciu, językiem znacznie lepiej oddającym realia konfliktu.

Fale ciemności oferują spory przekrój ras biorących udział w zmaganiach o spokój Azeroth. Po stronie Hory pojawiają się ogry oraz trolle, Przymierze może natomiast liczyć na pomoc elfów oraz krasnoludów. Walki toczą się na lądzie, morzu oraz w powietrzu. Sama okładka również sugeruje obecność pewnej niezwykłej rasy…

Fale ciemności Cię oświecą

Autor postarał się, aby czytelnicy dopiero rozpoczynający swoją przygodę z książkami World of Warcraft nie poczuli się zagubieni. Często odnosi się do minionych wydarzeń i postaci, dzięki czemu odbiorca bez problemu zorientuje się w scenariuszu. Przy okazji jest to skuteczna metoda zachęcenia do sięgnięcia po poprzednie tomy cyklu. Bez wątpienia ogromny wkład w pozytywny odbiór całości ma przekład, za który odpowiedzialna jest Dominika Repeczko, z którą o procesie tłumaczenia miałem okazję porozmawiać przy okazji recenzji książki Smocze Łuski. Nie do końca przekonują mnie niestety tłumaczenia imion postaci. O ile Orgrim Zgładziciel jest doskonale wszystkim znany, o tyle imię pewnego czerwonoskórego gada już niekoniecznie. Nieco zabrakło mapy wskazującej najistotniejsze lokacje Azeroth, dzięki której bardziej intuicyjnie byłoby zorientować się w sytuacji.

Fale ciemności okazały się jednak niezwykle wciągającą lekturą. Jako człowiek średnio zorientowany w realiach uniwersum World of Warcraft wsiąkam w nie coraz głębiej z każdym przeczytanym tytułem. Kto wie, może dzięki powieściom wreszcie dam szansę produkcji Blizzard Entertainment? Jeśli zaliczasz się do fanów tego niezwykłego świata, książkę masz najprawdopodobniej od dawna na półce. Jeśli jednak nie, pędź do księgarni!